poniedziałek
| 09 grudnia 2019

To nie jest żart, ani fake news. To poważne zjawisko, skoro półświatek na nim zarabia. Nie chciało nam się wierzyć, że przestępcy czerpią krociowe zyski z handlu żelkami. Kto, skąd i dlaczego przemyca słodycze w Unii Europejskiej? Jak to możliwe, że prawie nikt z tym zjawiskiem nie walczy?

 

Aby zarobić pieniądze na jakimkolwiek handlu, musi istnieć strona podaży i popytu. Jednak, naprawdę duże pieniądze krążą tam, gdzie Państwo reglamentuje przepływ towarów, stosując wygórowane stawki celne lub zbyt wysokie podatki. W taki układ wchodzi czarny rynek, żerujący na znacznej różnicy pomiędzy ceną towaru netto w jednym miejscu, a ceną brutto  (po ocleniu lub opodatkowaniu) w innym. Wystarczy tylko nabyć ów produkt w punkcie A, gdzie jest tańszy, przemycić go do punktu B, o znacznie zawyżonej cenie i podyktować cenę pośrednią, która zadowoli wielu kupujących.

 

Jest to znany mechanizm handlowy znany każdemu. Gdzie zatem jest takie eldorado, skąd towar czerpią przestępcy? Dokąd wożą i gdzie sprzedają słodycze?

 

To Dania, jest krajem, w którym jego obywatele pochłaniają około 5 razy więcej słodyczy w skali roku, niż mieszkańcy pozostałych krajów Europy. Ze względu na to, państwo chce zarobić na swych obywatelach, okładając bardzo wysokimi podatkami i cłami wyroby z cukru.  To jest prawdziwy powód przestępczego boomu na tym rynku.

 

Duńska policja zdaje sobie sprawę ze skali i struktury przemytu. W Kopenhadze, kilogram słodkich żelków w hurtowni kosztuje około 75 duńskich koron. Ten sam kilogram kupiony w Malmö w Szwecji, to wydatek około 30 koron. Czy potrzebny jest inny powód niż ponad 100 procentowa różnica w cenie produktu, który łatwo można przewieźć przez graniczny most nad Sundem?

 

W 2017 współpracujące ze sobą komórki policji szwedzkiej i duńskiej zorganizowały akcję pod kryptonimem „Młot Thora”. Operacja polegała na „nalotach” na wytypowane obiekty, rewizjach i konfiskatach towaru. Skalę przemytu słodyczy do Danii określono na kwoty rzędu setek milionów euro.

 

Dziennikarze z obu krajów przeprowadzili własne śledztwo i ujawnili, że przemyt jest zorganizowany na wielką skalę. W przerzut słodyczy zaangażowane są firmy ubezpieczeniowe, osoby-słupy, a żelki zbywane przez specjalistyczne sklepy cukiernicze na wagę.

 

Według tabloidu BT, w przemytem zajmował się również jeden ze sportowców piłkarskiej kadry narodowej piłki nożnej Danii. Wysoki zysk przyciągnął do interesu gangi, które wyspecjalizował się w produkcji podróbek żelków, osiągając krociowe przychody. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że słodki interes może być jednocześnie tak dochodowym.

 

Źródło: sueddeutsche.de /PP
Fot. pixabay.com


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.