niedziela
| 22 września 2019

Będąc w Unii Europejskiej, mamy zagwarantowany byt niewolnika, bo niewolnik jest w Europie potrzebny, by robił na Niemcy i na Izrael – mówi w rozmowie z Tomaszem Cukiernikiem Władysław Siejka, rolnik spod Namysłowa (woj. opolskie), członek PiS, który „wywołał awanturę” podczas ostatniej konwencji partii rządzącej w Katowicach.

Czym się Pan zajmuje w swoim gospodarstwie rolnym?


Zajmuję się produkcją roślinną i produkcją żywca wołowego.


Co się stało na konwencji PiS w Katowicach?


Na konwencję w Katowicach pojechałem z myślą porozmawiania na roboczej komisji rolnictwa, ale nie zdążyłem dojechać. Byłem przygotowany, żeby swoje problemy, swoje spostrzeżenia przedstawić ministrowi rolnictwa. Moim zdaniem pan minister nie potrafi słuchać. Spotkałem go niedaleko kamer telewizyjnych i poprosiłem o rozmowę. Częściowo przedstawiłem mu problem żywca. Mówiłem o zniszczeniu w ciągu kilku miesięcy opłacalności produkcji wieprzowiny i drastycznej obniżce opłacalności produkcji żywca wołowego. Wtedy ludzie, którzy towarzyszyli ministrowi, od razu mnie zaatakowali.


Dlaczego nie opłaca się hodować świń i bydła?


Mój brat ustawiony był na produkcję trzody chlewnej. Ostatnio kupiłem od niego świnię za 300 zł i powiedział, że świń już w życiu nie będzie hodował, a miał ich ok. 200. Nie opłaca się, bo organizacje skupu – mówiąc szczerze, są w rękach potomków UB morderców – świetnie dogadują się i teraz walczą z rządem PiS. Ale obowiązkiem rządu jest umieć sobie z nimi poradzić. Ta drastyczna obniżka cen, to niszczenie polskiej produkcji. Nie wiem, czy to jest zmowa tych podmiotów skupujących, że te ceny tak drastycznie spadły za żywiec wieprzowy i wołowy, że produkcja upada. Jeszcze w 2013 r. kilogram wołowiny kosztował 6,8 zł, a półtusze wołowe kosztowały 8-10 zł. Rolnik jeszcze jakoś na tym zarabiał. Później, do tego roku, ceny utrzymywały się mniej więcej na tym poziomie. Potem ceny żywca poszły w górę do 8 zł, a półtusze do 15 zł. Ale teraz ceny żywca spadły do 5 zł. Zrobiłem analizy ekonomiczne. Jeśli wcześniej półtusze szły do obrotu po 8 zł, to w sklepach, które w większości są w niemieckich rękach, mięso wołowe wahało się w granicach 40 zł. Kilkukrotna przebitka. Jestem okradany, czy nie jestem okradany? Wykazałem, że nie tylko ja, chłop, jestem okradany, ale okradana jest Polska. Za ten wykreowany dochód niemiecki na polskim produkcie Niemcy mogą kupować polską ziemię. Ja nie jestem w stanie, bo jestem okrojony do minimum.


Czyli polskie pieniądze idą do niemieckich kieszeni…


Robiłem analizy w oparciu o prawdziwy pieniądz – kilogram żywca wołowego, kilogram pszenicy, żyta. Jeżeli rolnik ma trzy tony żyta z hektara, to jest to jego prawdziwy pieniądz. Dzisiaj żyto kosztuje 50-60 gr., czyli za 3 tony 1800 zł plus 800 zł dopłat unijnych, to razem rolnik ma 2600 zł. Z 1 kg żyta mamy 1,2 kg chleba razowego – 3 bochenki 400-gramowe. Taki bochenek w niemieckim markecie kosztuje 4 zł, czyli z jednego hektara na chlebie niemiecki budżet ma 9 tys. euro przychodu. A to chleb w Polsce wytworzony i chleb w Polsce zjedzony. Ja jako chłop gdybym za przychód z tego hektara chciał kupić chleb, to jestem okradany wielokrotnie. Licząc 16 mln ha polskich gruntów ornych, niemiecki budżet ma 144 mld euro przychodu. A polski budżet, jak złupi całkowicie chłopa, to ma 10,4 mld euro.


W jaki sposób – jak Pan twierdzi – minister sprzyja niemieckiemu kapitałowi?


Państwo umożliwia sprzedaż ziemi kapitałowi niemieckiemu. Niemiecki fundusz powierniczy wykupił w okolicach Namysłowa 1100 ha bardzo dobrej ziemi. Nikt nie interweniuje, mimo że Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa może tę ziemię odkupić, mając prawo pierwokupu. I ta najlepsza ziemia na Ziemiach Zachodnich idzie w niemieckie łapy. To jest zagrożenie dla suwerenności Rzeczypospolitej. Niemiec skupił już ok. 40 tys. ha w okolicy, a polscy rolnicy mają trudności z zakupem ziemi. Jeszcze za rządów PO, dla polepszenia statystyk, potworzono małe gospodarstwa do 10 ha dla młodych rolników. Przy tym dostali pomoc unijną do zakupu maszyn, ale to były groszowe dopłaty. Ludzie ci się pozadłużali, żeby dostać te maszyny, a teraz na tych 10 ha nie są w stanie gospodarować, bo to zbyt mały obszar gruntu, by się utrzymać. Młody rolnik nie ma żadnych perspektyw. Aby gospodarstwo było efektywne, musi mieć minimum 50 ha. Na to wszystko chciałem zwrócić uwagę pana ministra. Zostałem zignorowany i potraktowany bardzo nieładnie i to mnie boli. Uważam, że minister rolnictwa jest najsłabszym ogniwem polskiego rządu. Jeżeli proponuje rozwiązania, które osłabiają rolników i polskich konsumentów, a umacniają markety, to dba o interes niemiecki i żydowski. Ja nie pojechałem na konwencję awanturować się, a przedstawić problem, bo ufałem temu rządowi. Teraz, po tym, jak mnie potraktowano jak psa, trochę mniej ufam. Ale mnie stać jest na to, żeby powiedzieć kilka słów prawdy. Miałem wielkie oczekiwania, a wróciłem z wielkim rozczarowaniem.


Czy członkostwo Polski w UE pomaga rolnikom czy szkodzi?


Bardzo szkodzi. My, polscy chłopi pracujemy na niemieckiego farmera, na niemiecką gospodarkę. Za rządów PO żeby kupić w markecie jednego byka musiałem dać przychód z czterech byków, co uważałem wtedy za wielką krzywdę. A spadek cen skupu spowodował, że teraz muszę dać osiem byków, żeby odkupić tego byka! Czyli 100% więcej.


Czy Pana zdaniem unijne dotacje i dopłaty do rolnictwa spełniają swoją funkcję?


W żadnym punkcie. Dopłaty unijne są po to, żeby polski rolnik wegetował, żeby dawał surowiec, a nie po to, żeby się rozwijał i normalnie konkurował. Jeżeli już to żeby była sprawiedliwość, w Unii Europejskiej powinny być dopłaty w jednej wysokości. Skoro do hektara dostaję 800-900 zł, do produkcji żywca wołowego dostawałem 150 zł do sztuki, to Pan wybaczy.


W jaki sposób polskim rolnikom szkodzą unijne przepisy?


Jeżeli ja mam być niewolnikiem, jeżeli prawo unijne jest ponad prawem polskim, to nie mamy sobie nic do powiedzenia. To się w głowie nie mieści, że ktoś z zewnątrz może regulować moją pozycję społeczną, moją pozycję gospodarczą. Minister mówi: „Nie, bo prawo unijne”. Wartość dodatkowa odpływa z państwa o niższym poziomie konsumpcji do państwa na wyższym poziomie konsumpcji. Jeżeli my ciągle mamy być na niższym poziomie konsumpcji, to będziemy wiecznymi niewolnikami. Dzisiaj jest propaganda, że Unia Europejska, że dopłaty bezpośrednie, że za część oddanej suwerenności mamy zagwarantowany byt. Ale mamy zagwarantowany byt niewolnika, bo niewolnik jest w Europie potrzebny, by robił na Niemcy i na Izrael. Wielka Brytania występuje z UE, bo widzi, do czego to wszystko zmierza. Europa stała się nie Europą współpracujących ze sobą państw na równych prawach, tylko Europą jednego dominującego państwa – Niemiec i niewolników. Francuzi też protestami „żółtych kamizelek” pokazują, że są w niewesołej sytuacji. Im w państwie niższy poziom konsumpcji, tym więcej pracuje ono na rzecz Niemiec, bo Niemcy podają towar na rynek. A na straży tego neokolonializmu, tej niesprawiedliwości stoją polskie sądy. Po to jest ta dbałość unijnych i niemieckich władz, żeby nie reformować polskich sądów, które były dyspozycyjne od 1945 r.

 

Rozmawiał Tomasz Cukiernik

fot. Pixabay

 


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.