Hodowla

Komisja Europejska o krok od wyroku? Pijak i socjaldemokrata zadecydują o polskiej wołowinie!

Znamy już termin, kiedy nie trzeźwiejący Luksemburczyk, Jean-Claude Juncker, który przewodniczy Komisji Europejskiej oraz socjaldemokratyczny komisarz ds. zdrowia i bezpieczeństwa żywności z Litwy, Vytenis Andriukaitis, będą markować debatę nt. polskiej wołowiny.

 


Walczący z ideą „Europy Ojczyzn”, ostatnio coraz częściej słaniający się na nogach Juncker, poza walką z wydumanymi nacjonalizmami (chociaż to jego ojciec walczył w szeregach armii Adolfa Hitlera) przewodniczy KE, która przy każdej kontrowersji na terenie naszego kraju podejmuje antypolskie decyzje, którym niemal zawsze kibicuje opozycja, ta sama, która niejednokrotnie własnoręcznie skarży Polskę na arenie międzynarodowej.

 


W przypadku wołowiny, po nalocie w naszym kraju unijnych inspektorów, decyzja nt. stanu jakości polskiej żywności miała być podana w przeciągu 10 dni. Widocznie nie zebrano wystarczającej ilości dowodów pozwalających na stawianie zarzutów, a jeden materiał TVN o ubojni pod Ostrowią Mazowiecką okazał się niewystarczający. Wyrok nadal wisi w powietrzu, ale sama groźba wyroków robi już swoją rynkowa „robotę”.

 


Dla przypomnienia, brytyjska eko-radykalna Fundacja Viva!, która wydaje wegetariańskie pismo „Vege” i zwalcza ideowo świat nie wegetarian, namierzyła niedużą ubojnię, która idealnie nadawała się do zdyskredytowania polskiego mięsa na arenie międzynarodowej, ponieważ mięso z ubojni eksportowano do kilkunastu państw (później, niemal wszędzie tam ukazały się artykuły w mediach i oświadczenia polityków wymierzone w Polską wołowinę). Fundacja Viva! zgłosiła feralną ubojnię dziennikarzom wykupionej przez Amerykanów stacji TVN, a jeden z redaktorów (znany z antyrządowego OKO.press i dodatkowo wegetarianin) po nagraniu z ukrytej kamery nielegalnego uboju, zamiast poinformować w trosce o zdrowie Polaków odpowiednie służby, kilka miesięcy czekał na emisję programu.

 


Po nagłośnieniu sprawy ubojni z Mazowsza przez TVN skoordynowany ruch polityczno-medialny doprowadził do zmasowanego hejtu na polską wołowinę, czy nawet całe polskie mięso. W efekcie zamknięto przed naszym krajem wiele rynków, a dziennikarz TVN/OKO.press ogłosił na Twitterze wielki sukces.

 


Czy akcja miała związek z równolegle prowadzoną w naszym kraju kampanią promującą amerykańską wołowinę? Nie wiadomo, ale bez wątpienia wiele krajów zarobiło na wyeliminowaniu z części rynku polskiego mięsa. Doszło nawet do tak drastycznych przypadków, gdzie gnijąca wieprzowina ze środkami chemicznymi do zabijania tasiemców była importowana do Polski aż z Antyli z wyspy Barbados! To zaczyna się opłacać, wszystkim, tylko nie polskim konsumentom i polskim hodowcom trzody chlewnej i bydła!

 


Beneficjentami są oczywiście nie tylko hodowcy z Barbadosu. Bez wątpienia wiele państw zarobiło na dekoniunkturze na polskie mięso, ale ostateczny cios zdaje się dopiero zostanie wymierzony.

 


18 marca Polska ma przedstawić listę podjętych działań dot. wołowiny. Tego samego dnia z powodu dyskryminowania polskiego mięsa przez Czechy odbędzie się w Brukseli trójstronne spotkanie Polska-Republika Czeska-Komisja Europejska w sprawie prowadzonych przez Czechy kontroli polskiej wołowiny (każdej partii!).

 


Wydaje się, że w grze jest jedynie odroczenie nie wydanego wciąż wyroku KE na polską wołowinę, a straty wywołane w tym roku na rynku mięsa są już dla naszego państwa nieodwracalne.

 


Dla jasności, Komisja Europejska, a w niej zarówno Juncker jak i Andriukaitis nigdy nie dopuścili do sytuacji, żeby Niemcom spadł włos z głowy, pomimo, że to tam doszło do skandalów z ubojniami wypuszczającymi do konsumpcji zgniłe mięso z padliny (!); nie dopuścili do zrobienia krzywdy Francuzom, chociaż to tam nadziane na hak i wciąż żywe krowy były oprawiane w męczarniach (!); w końcu duet z KE nie wysłał tak jak w przypadku Polski swoich inspektorów do Czech, chociaż to tam niedawno znaleziono wiele ton mięsa gnijącego i bez wymaganych badań weterynaryjnych (!).

 


Antypolska polityka trwa, bo ma idealny grunt dla swoich działań. Wspierają ją dziennikarze i politycy z naszego kraju, którzy niszcząc polskich hodowców, prowadzą swoją przedwyborczą politykę. Wśród nich zapewne także znajdują się ludzie naiwni, ale dobrzy, którzy wierzą, że chodzi tu o polepszenie jakości mięsa czy humanitarność uboju, a nie wielkie interesy światowych graczy na rynku mięsa.

 


Robert Wyrostkiewicz

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.


Polub Świat Rolnika na Facebooku i bądź na bieżąco


Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.