Finał corridy dzikiego stada krów z Deszczna
Autor: Piotr Pałys 2020-02-05 19:00:22

Finał corridy dzikiego stada krów z Deszczna

Jesienią 2019 roku, lekarz weterynarii z Gorzowa, nakazał właścicielowi stada, wybicie go i utylizację. Prawie dwieście krów miało iść pod nóż.

Sprawa stała się głośna. Zaangażowali się w nią politycy, działacze prozwierzęcy, którzy twierdzili, że jest grupa chętnych, którzy zaopiekują się zwierzętami. W gminie Deszczno zjawili się aktywiści, którzy mieli zając się pilnowaniem krów.

Przepychanki prawne, walka o pieniądze za opiekę nad bydłem sprawiły, że do dnia „wczorajszego” stado żyło pod chmurką, choć już nie na wolności, a na ogrodzonym, 60 hektarowym pastwisku. Za opiekę nad nimi rachunki regulował lokalny samorząd.

Ostatecznie, zwierzęta w asyście policji odebrano dotychczasowemu opiekunowi i przetransportowano w kilku rzutach do innego rolnika z Lipek Wielkich, odległych o kilkanaście kilometrów od ich dotychczasowego miejsca przebywania.

Temat dzikiego stada krów z Deszczna ciągnął się już od kliku lat. Zwierzęta chodzące samopas po łąkach okolicznych gospodarzy, musiały dostosować się warunków atmosferycznych oraz samodzielnego zdobywania pokarmu.

Z biegiem czasu, próbowano wprowadzić w życie wiele pomysłów na ich zabicie, opiekę lub przechowanie.

Tym razem, wydaje się, że sprawę dopięto na ostatni guzik. Krowy znalazły dom spokojnej starości z gwarancją ich naturalnego dokonania żywota u rolnika z Lipek Wielkich.

Źródło: polstanews.pl/PP/Fot.pixabay.com


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.