Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Kaptan twitter swiatrolnika.info youtube swiatrolnika.info
Autor: Monika Faber 02-09-2021 06:10:36

Nagonka na myśliwych w TVNie! IAŚ wyjaśnia manipulacje mediów!

Nagonka na myśliwych

W mediach trwa nagonka na myśliwych. Instytut Analiz Środowiskowych wskazuje jak telewizja TVN przedstawia osoby związane z łowiectwem. Czy tak właśnie wyglądają ,,wolne i rzetelne media”?

Nagonka na myśliwych w TVN

Jak informuje Instytut Analiz Środowiskowych, w mediach wciąż stosowana jest nagonka na myśliwych.

W dniu 29.08.2021 w programie „Fakty” emitowanym przez telewizję TVN przedstawiono sprawę konkursu organizowanego przez ZO PZŁ w Krakowie i zdjęcia promującego ten konkurs. Stacja TVN, której dziennikarze mają (zwłaszcza ostatnimi czasy) zwyczaj odmieniania fraz „rzetelne media” oraz „prawo do informacji” przez wszystkie przypadki, kolejny raz przedstawia kwestie związane z łowiectwem w bardzo jednostronny (by nie powiedzieć zmanipulowany) sposób. Tym razem w ramach reportażu dotyczącego konkursu w przytoczonym fragmencie wprost stwierdzają, że myśliwi polują na wilki w Polsce, przez co te nie mogą osiągnąć wieku dorosłego. No chyba, że nie spotkają myśliwego na swojej drodze... Takie przedstawienie dziwi tym bardziej, że z badań występującej w dalszej części materiału dr hab. Sabiny Pierużek-Nowak wynika, że za 72% upadków wilków odpowiadają wypadki drogowe i choroby. Wilki nie dożywają wieku dorosłego, bo na swojej drodze napotykają kierowcę lub świerzbowca – takie są, nomen omen, fakty!

– opisuje Instytut Analiz Środowiskowych.

Na tym jednak nagonka na myśliwych w wykonaniu TVN się nie kończy.

Kolejna, mówiąc delikatnie, nieścisłość jest związana z bronią. Materiał stacji głoszącej „całą prawdę, całą dobę”, posiłkując się informacjami dotyczącymi znalezionych zastrzelonych wilków, uważa je za jednoznaczny dowód na to, że za ich śmierć odpowiedzialność ponoszą myśliwi. Pomijając fakt, że nie we wszystkich tych sprawach udało się ustalić winnego, to stwierdzanie winy myśliwych na podstawie faktu, iż dane zwierzę padło w wyniku postrzału z broni myśliwskiej jest przykładem manipulacji, a w najlepszym wypadku zupełnego niezrozumienia tematu. Dlaczego? Otóż nie trzeba być myśliwym aby posiadać broń palną spełniającą warunki techniczne do bycia bronią myśliwską. Tak naprawdę każda długa broń palna centralnego zapłonu z technicznego punktu widzenia jest bronią myśliwską. Tyczyć się do będzie zarówno karabinu wojskowego z ostatniej wojny, broni wojskowej jak i nowoczesnego karabinu sportowego do strzelań długodystansowych. O kłusownictwie z broni nielegalnej i samodziałowej nie wspominając.

– dodaje Instytut Analiz Środowiskowych.

Wilki zagryzły cielaki pod Giżyckiem! [UWAGA! DRASTYCZNE ZDJĘCIA]

Nagonka na myśliwych po konkursie fotograficznym

Jak przypomina Instytut Analiz Środowiskowych, Nagonka na mysliwychcała nagonka na myśliwych zaczęła się od… konkursu.

Na koniec przypomnijmy: najnowsza nagonka na myśliwych rozpoczęła się od konkursu fotograficznego ogłoszonego przez krakowski oddział PZŁ. Jego tematyka dotyczyła fotografii przyrodniczej i dokumentującej sceny z działalności łowieckiej. Do tej drugiej tematyki zdjęcie promujące konkurs nadaje się jak najbardziej - ma walory artystyczne i historyczne zarazem. Ponadto przedstawia patrona konkursu. Cała sprawa doszukiwania się ukrytych przekazów „antywilczych” w plakacie konkursowym jest szyta tak grubymi nićmi, że porównanie z materiałami „dowodowymi” zwolenników teorii płaskiej ziemi nasuwa się wręcz automatycznie. Z medialną venatofobią mamy do czynienia ciągle i nic nas już nie dziwi. Dziwi nas natomiast spolegliwość występującego w materiale TVN przedstawiciela PZŁ Kraków – o tym będzie nasz następny wpis.

– dodaje Instytut Analiz Środowiskowych.

fb/fot.pixabay

Opublikował:
Monika Faber
Author: Monika Faber
O Autorze
z wykształcenia prawnik, z zamiłowania rolnik. Połączenie tych dwóch profesji pomaga zrozumieć jak wymagające jest dzisiejsze rolnictwo. Jestem dumna z polskiej wsi.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora


Autor: Monika Faber 06-12-2021 11:16:31

Sylwia Spurek oburzyła się, że PSL nie chce niszczyć polskiego rolnictwa

Europosłanka Sylwia Spurek oburzyła się wystąpieniem lidera PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza. ,,Doktorkini” jest zła, że ten nie chce niszczyć polskiego rolnictwa.

Wystąpienie Kosiniaka-Kamysza na weekendowym konwencie PSL skrytykowała na swoim Twitterze. Oburzyła się, że polityk nie chce zamykać hodowli zwierząt i walczyć o ich „prawa”. Dodatkowo nie zabrakło również wtrącenia kwestii praw osób LGBTQ. Co one mają wspólnego ze zwierzętami? Tego nie wiemy. Pogarda dla polskich rolników ze strony organizacji antyhodowlanych i pseudoaktywistów jest coraz bardziej widoczna.

Spurek oburzona wystąpieniem Kosiniaka

,,W wystąpieniu Kosiniaka-Kamysza nic o ważnych i koniecznych zmianach w rolnictwie, o walce z katastrofą klimatyczną, o likwidacji ferm przemysłowych, o prawach osób żyjących w ich sąsiedztwie. A za swój sukces uważa zablokowanie walki o prawa zwierząt…” – oburza się na Twitterze Sylwia Spurek.

Europosłanka zapowiedziała również, że niszczenie hodowli zwierząt to nieunikniona przyszłość. Czy właśnie tego chce lewica, błądząca w odmętach ekoszaleństwa?

,,Zamiast mówić o sprawiedliwej transformacji na wsi, zamiast przygotowywać rolników/czki na nadchodzące zmiany - sprawia wrażenie, jakby nic miało się nie zmienić. A przecież tak, jak wygaszamy kopalnie, tak będziemy wygaszać fermy. Dlaczego oni ukrywają to przed ludźmi?” – dodaje.

Pogarda dla polskich rolników

Europosłanka stwierdziła również wprost, że PSL staje się problemem, takim, jakim jest PiS.

,,Obawiam się, że jeżeli PSL znajdzie się w nowym Sejmie i będzie potrzebne do większości, to możemy zapomnieć o walce o prawa kobiet, prawa osób LGBTIQ, walce z katastrofą klimatyczną i o prawa zwierząt. Chyba nie tylko PiS jest naszym problemem…” – stwierdziła Spurek

Oczywiście w komentarzach nie mogło zabraknąć pełnych miłości i tolerancji komentarzy sympatyków Sylwii Spurek. Jesten z fanów ,,doktorkini” postanowił nazwać lidera PSL… wiejskim troglodytą.

,,Kosiniak-Kamysz to wiejski troglodyta, mentalnie na poziomie sprzed 200 lat. Jest nerwowy, ponieważ partia chłopska nie ma w ogóle poparcia na wsi. Szkoda nerwów na jego brednie” – czytamy.

Pogarda dla polskich rolników ze strony organizacji antyhodowlanych i pseudoaktywistów jest coraz bardziej widoczna. Najwyraźniej Sylwii Spurek taki stan rzeczy nie przeszkadza.

Czytaj też: Sylwia Spurek znowu odlatuje i proponuje… zakaz jeździectwa

tt/fot.fb


Autor: Monika Faber 06-12-2021 10:30:38

Hodowcy dbają o zwierzęta, bo im się to po prostu opłaca

Pieniądz rządzi światem, a pseudoekolodzy przekonują, że hodowcy zwierząt to mordercy, którzy dla zabawy dręczą i mordują swoje zwierzęta. Czy aby na pewno?

Organizacje antyhodowlane zdają sobie sprawę, że obraz wart jest więcej niż tysiąc słów. Profile pseudoekologów pełne są więc zdjęć z rzekomą bezdusznością, tragicznymi warunkami chowu i okrucieństwem hodowców. Chwytem pseudoekologów jest nie tylko odpowiedni dobór, kadrowanie czy kolory zdjęcia, ale najczęściej w ogóle to, że są to zdjęcia albo spoza Polski albo z przeszłości. Dziś, żaden polski hodowca nie pozwoliłby sobie na takie postępowanie. I to nie z nagłej miłości do zwierząt, czy strachu przez ich obrońcami. Prawo to tylko narzędzie. Prawdziwym motywem jest ekonomia i chęć zysku. Dlatego każdy z hodowców dąży do tego, by zwierzęta były utrzymywane w optymalnych warunkach, w zdrowiu, dużo jadły i szybko rosły.

Hodowcy: Pieniądz rządzi światem

Oczywistą motywacją do przestrzegania przepisów jest nie tylko obawa przed karą. Hodowcy doskonale znają związek między właściwymi warunkami chowu i prawidłowym zarządzaniem stadem, a efektem ekonomicznym. Zwierzęta zestresowane, chore, zmarznięte czy przegrzane częściej chorują i mało jedzą. Zamiast przychodu przynoszą straty, także w postaci wysokich kosztów wynikających z ich leczenia. Również transport, bardzo stresujący dla świń, może wpływać na powstawanie wad mięsa, nie mówiąc już o tym, że stres w trakcie tuczu, przewozu czy uboju obniża jakość mięsa, a podwyższa koszt przetwórstwa.

Widząc w sieci kolejne biało czarne zdjęcie z sugestywnym podpisem „ludzie świniom zgotowali ten los” warto sprawdzić czy zdjęcie nie pochodzi z zeszłego stulecia, albo zrobiono je gdzieś w bardzo odległym od Europy kraju. Europejskie prawo a przede wszystkim czysty interes hodowców dość skutecznie motywuje do zachowania jak najwyższych standardów chowu świń, krów czy drobiu. 

Najważniejszym dokumentem o dobrostanie zwierząt w Polsce jest Europejska Konwencja o ochronie zwierząt hodowlanych i gospodarskich. Zasady ochrony zwierząt ustanowione w Konwencji wskazują obszary, które mają podstawowe znaczenie dla zagwarantowania zwierzętom ochrony i obejmują: zapewnienie właściwych pomieszczeń, żywienie, pojenie i opiekę, zgodnie z ich fizjologicznymi i psychologicznymi potrzebami, wiedzą naukową i stosowaną praktyką, które musi zapewnić hodowca.

Kłamstwa pseudoekologów

Jako przykład okrucieństwa obrońcy zwierząt zamieszczają Hodowcy swin pseudoekolodzy zdjęcia ciasno zbitej grupy świń czy krów. Tymczasem oba gatunki są zwierzętami stadnymi. Bliskość i dotyk innych członków stada daje poczucie bezpieczeństwa, bo tak kiedyś te zwierzęta chroniły się przed atakiem drapieżców. Dlatego przepisy mówią, że np. świnia cięższa niż 110 kg powinna mieć dla siebie co najmniej 1 metr kwadratowy podłogi, knur potrzebuje minimum 6 metrów. Podłoga w kojcu musi być twarda, gładka, równa, stabilna i nie powinna być śliska. Zwierzę musi mieć swobodę ruchu, możliwość kładzenia się, leżenia czy wstawania. Dla zwierząt ważny jest wzajemny kontakt wzrokowy.

To również badania zachowań w naturze powodują, że hodowcy pozwalają prośnym lochom na budowanie gniazd przed porodem. Co więcej, kojec zaopatruje się w materiał na budowę takiego gniazda. Konstrukcja samego kojca umożliwia swobodny dostęp prosiąt do lochy. Nie wszystko jednak, co naturalne jest dla świń dobre. Dlatego kojce posiadają specjalne przegrody, żeby locha nie zgniotła przypadkiem prosięcia. Na wolności ginie tak nawet kilka prosiąt w miocie.

Świnie są zwierzętami dziennymi, dlatego nie wolno utrzymywać ich w ciemności. Przepisy mówią, że zwierzęta powinny mieć dostęp do światła co najmniej 8 godzin dziennie, dlatego w chlewni oprócz okien (światło naturalne) jest stosowane oświetlenie sztuczne. Świnie są wrażliwe na dźwięki. W chlewniach hałas nie powinien być ani stały ani wywoływany nagle, a jego natężenie nie powinno przekraczać 85 dB. To mniej więcej tyle, ile wytwarza jadąca winda albo ręczna piła do drewna podczas cięcia.

Wbrew temu, co się mówi (np. brudny jak świnie), zwierzęta te są bardzo wrażliwe na zapachy i mają wyczulony węch. Dlatego we Francji, świnie wyszukują trufle, za którymi przepadają. Przepisy wyraźnie określają dopuszczalny w chlewniach poziom gazów i zapylenia, ale także temperaturę, obieg czy wilgotność względną powietrza. Z tych samych powodów tak ważne jest szybkie usuwanie z kojców odchodów i niezjedzonych reszek paszy.

Transport świń to jedna z częściej poruszanych przez obrońców praw zwierząt kwestii. Przy transporcie ważna jest nie tylko, wymagana kodeksem drogowym, ostrożność, ale i warunki przewozu zwierząt. Dziś do ich przewozu służą wyspecjalizowane przyczepy z klimatyzatorami, przegrodami, odpowiednią podłogą, a osoby odpowiedzialne za transport zwierząt muszą być przeszkolone.

Czytaj też: MRiRW: Aktywiści prozwierzęcy przeprowadzają "kontrole" NIELEGALNIE

POLPIG/fot.pixabay


Autor: Monika Faber 03-12-2021 11:30:38

MRiRW: Aktywiści prozwierzęcy przeprowadzają "kontrole" NIELEGALNIE

Aktywiści nie mają prawa kontrolować stanu zwierząt, ani też wchodzić na prywatne posesje. Potwierdza to odpowiedź na interpelację posła Konfederacji.

Wiceszef resortu rolnictwa Szymon Giżyński przedstawił jasną odpowiedź w sprawie interpelacji posła Konfederacji Michała Urbaniaka, odnośnie uprawnień kontrolnych i prawa do wchodzenia na czyjąś posesję przez samozwańczych "inspektorów". Pseudoekolodzy po prostu łamią prawo i włamują się na prywatne posesje.

Aktywiści nie mają prawa przeprowadzać kontroli

Aktywiści nie są uprawnieni do przeprowadzania żadnych kontroli, a tym bardziej wchodzenia gdzieś wbrew woli właściciela posesji. Nie jest to opinia, a fakt i obecny stan prawny. Potwierdził to wiceszef resortu rolnictwa Szymon Giżyński.

,,Zgodnie z obowiązującym prawodawstwem organizacje społeczne, których statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, nie posiadają uprawnień kontrolnych. Organizacjom tym nie przysługuje także prawo wejścia na teren prywatny bez uzyskania zgody właściciela. Organizacje te często jednak, poprzez stosowanie „umundurowania” i nazewnictwa takiego jak np. „inspekcja” czy „straż”, mogą wywoływać u osoby, u której zamierzają podjąć interwencję przekonanie, że ma ona do czynienia z instytucją państwową dysponującą wszelkimi środkami do jej skutecznego przeprowadzenia” – czytamy w oficjalnej odpowiedzi ministerstwa rolnictwa.

Tak wygląda obecny stan prawny i nikt nie może tego podważyć. Niestety, w praktyce wygląda to zupełnie inaczej, a rolnicy są bardzo często zastraszani przez radykalnych pseudoekologów. Przykładem jest niedawna historia, gdy to umundurowani aktywiści DIOZ wtargnęli na posesję właściciela, którego psa wcześniej ukradli. Mężczyzna pogonił ich wiatrówką, a ekolodzy robią teraz z siebie ofiary.

Włamania, groźby, kradzieże...

Resort rolnictwa przypomina, że prawo do Aktywisci DIOZ palmiarnia Legnicaodebrania zwierzęcia w przypadku niecierpiącym zwłoki mają wyłącznie: policjant, strażnik gminny lub upoważniony przedstawiciel organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt. Aktywiści pseudoekologiczni, którzy zabierają zwierzęta, robią to w sposób nielegalny, czyli – nie bójmy się użyć tego słowa – po prostu je kradną.

,,Należy przy tym zwrócić uwagę, że zgodnie z art. 193 Kodeksu karnego 1: „Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”” – czytamy dalej w odpowiedzi.

,,Oczywiście, że w Polsce dochodzi do przypadków znęcania nad zwierzętami. Oczywiście, że te interwencje – w dużej mierze – są bardzo potrzebne lub wręcz niezbędne. Ludziom trzeba zabierać zwierzęta, gdy jest to konieczne. Tylko nie może to wyglądać tak, że jakaś wulgarna baba drze mordę na bogu ducha winną staruszkę, bo dostała donos od jej sąsiadki. Nie może gówniarz w sztucznym mundurze zastraszać właścicieli psa, bo wydaje mu się, że jest ważniejszy od ABW, CBA i wszystkich innych 3-literowych skrótów. Mdłości można dostać od tych na siłę naciąganych opisów, gdzie na wstępie miał być oprawca zabijający zwierzęta siekierą, a później okazuje się, że jeden z psów jakiegoś dziadka miał wrośnięty pazur, i to w sumie tyle zaniedbań. Takie akcje uderzają w cały ruch obrony zwierząt w Polsce” – czytamy na profilu

Czytaj też: Działaczka DIOZ do rolnika: ”Będziesz ku*wa sam w katuszach zdychał”

MRiRW/fb/fot.AR/fot.screen yt

BULT SMOGOWICZE

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.