PILNE!

Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro

Ekologia / Organizacje antyhodowlane / Kto atakuje polskie rolnictwo? Eksperci tłumaczą

Kto atakuje polskie rolnictwo? Eksperci tłumaczą

Autor: Oliver Pochwat 2022-07-07 11:51:00
Kto atakuje polskie rolnictwo

Rolnictwo jest ważnym elementem bezpieczeństwa państwowego. Wciąż jednak wieś i gospodarze pełnią rolę zakładnika w grze niczystych interesów. 

Jeżeli chce się osłabić państwo, wystarczy zaatakować, któryś z filarów. W Polsce są one atakowane od dawna… Portal ŚwiatRolnika.info wystartował z cyklem reportaży, które przybliżą, w jaki sposób w Polsce blokowane są inwestycje nastawione na produkcje żywności.

Bezpieczeństwo żywnościowe

Rolnictwo w Polsce stanowi ważny filar bezpieczeństwa. Od wielu lat jest ono jednak atakowane przez organizacje antyhodowlane, prozwierzęce, proklimatyczne, które domagają się ograniczenia produkcji, zamknięcia poszczególnych sektorów lub całkowitej likwidacji rolnictwa w Polsce. Chociaż jeszcze niedawno propozycje pseudoekologów mogły wydawać się śmieszne, to obecnie, w obliczu nieuchronnego kryzysu żywnościowego spowodowanego agresją Rosji na Ukrainę, wydają się celowym sabotażem.

"Dzisiejsza sytuacja geopolityczna, położenie naszego kraju w sprawie zapewnienia bezpieczeństwa żywnościowego Polski i Polaków powodują, że państwo polskie, rząd, czy Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi muszą popierać działania, które ochronią to bezpieczeństwo. Zasadna jest budowa obiektów inwentarskich, które służyć będą temu bezpieczeństwu. Wyobraźmy sobie sytuacje, w której w sklepach zabraknie mięsa. Muszą być budowane nowe obiekty inwentarskie tak, aby gospodarstwa miały stabilizację ekonomiczną, aby dzieci rolników chciały przejmować po nich gospodarstwa i kontynuować proces bezpieczeństwa żywnościowego. Jest to przecież bezpieczeństwo ekonomiczne rolników, ich rodziców i ich następców. Nie wyobrażam sobie, żeby w Polsce zabrakło żywności w tym poszczególnych rodzajów mięs. Nie będę komentował działań tych organizacji, które blokują powstawaniu inwestycji. Działają one wbrew polskiej racji stanu" – stwierdził Lech Kołakowski.

Blokowanie inwestycji rolnych

Przykładem najnowszego działania jest blokada chlewni w Siedleminie koło Jarocina, która nie powstanie między innymi przez działania aktywistów z jednej ze znanych polskich organizacji prozwierzęcych. W gminie Jarocin blokowane jest nie tylko powstawanie nowych gospodarstw rolnych. Ostatnio torpedowane są prace nad budową nowoczesnej elektrociepłowni zasilanej odpadami.

"To jest bardzo skomplikowana sprawa. Z jednej strony powinniśmy zachowywać ład przestrzenny i brać pod uwagę logiczne lokalizacje różnych inwestycji. Wielkim problemem w Polsce jest to, że przez całe lata panował i panuje chaos w inwestowaniu. Praktycznie każdy, kto chciał, miał pieniądze i czuł się mocny, mógł wybudować różne budynki w każdym miejscu. To powinno być uporządkowane. O tym, gdzie i co powstanie powinny decydować miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, czyli prawo miejscowe stanowione przez mieszkańców, czyli samorząd. Gminy boją się podejmowania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, bo czasami, mówiąc wprost, bez planów jest wygodniej. Jeżeli takiego planu nie ma, to można przymknąć oko i komuś wpływowemu dać zgodę na budowę. Tłumaczenie, że gminy nie stać na miejscowe plany, to są tylko nieporadne wytłumaczenia. Raczej chodzi o to, że to, co jest ustalone w miejscowym planie, często po długotrwałych sporach i konsultacjach, musi być realizowane i nie ma później dowolności dla "znajomych królika" – mówi Jan Krzysztof Ardanowski, były szef resortu rolnictwa. 

"Bardzo wielu mieszkańców wsi, dotyczy to głównie ludzi z miasta, którzy, szukając swojego miejsca na ziemi, osiedlili się na wsi, nie chce praktycznie żadnych inwestycji produkcyjnych na wsi. Chcieliby mieszkać w raju, nie rozumiejąc, że wieś jest miejscem aktywności gospodarczej i że na wsi żyją ludzie, którzy podejmują różne inicjatywy w swoich gospodarstwach, które mają przynosić im dochody i dać środki do życia. Blokowana jest nawet działalność rolnicza. Przeszkadza pianie koguta, przeszkadza ryczenie krowy, przeszkadza praca kombajnu wieczorem, kiedy nie ma jeszcze rosy i każdy „łapie” z pola, to co urosło. Tego typu działania wynikają z niezrozumienia, że tam żyją również ludzie, którzy muszą z czegoś żyć, a ich praca jest potrzebna dla społeczeństwa i gospodarki" – dodał Ardanowski. 

"W to wszystko wstrzeliwują się organizacje nazywające się ekologicznymi, ale często przez rolników nazywane „ekoterrystycznymi”, które dla zasady próbują nie dopuścić do żadnej inwestycji, kwestionując wszystko, buntując społeczeństwo, składając protesty, organizując blokady. Nie ma znaczenia cel inwestycji, trzeba zablokować wszystko. Znane są przypadki, że za wpłacanie odpowiedniej kwoty organizacje te odstępują od blokowania inwestycji, czyli jest to po prostu ordynarna korupcja, bo inaczej nie można tego nazwać. Proces blokowania inwestycji powinien być przez państwo absolutnie kontrolowany. Owszem opinia społeczna jest ważna, ale to wszystko powinno być wyrażone przy tworzeniu miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Trzeba brać pod uwagę również lokalizacje na obszarach wiejskich różnych inwestycji produkcyjnych. Natomiast blokowanie przez tzw. organizacje ekologiczne powinno być bardzo ograniczone. Tylko państwo może skutecznie przeciwdziałać nadużyciom". – przyznał Jan Krzysztof Ardanowski.

"Widzimy, że lobby zagraniczne działają dość skutecznie. Wiemy o tym, że często organizacje ekologiczne, a zwłaszcza te największe, są bezpośrednio i wprost finansowane przez inne zagraniczne organizacje, które biorą pieniądze, chociażby od instytutów związanych z partiami politycznymi np. zza naszej zachodniej granicy. Widzimy, że jest to działanie planowe, strategicznie zaplanowane. Jest to również często próba antagonizowania rolników z lokalną społecznością. To jest bardzo często demonizowanie tych, którzy w przyszłości mogą zapewniać miejsca pracy w danych gminach. To jest również bardzo często działanie, które wprost działa na korzyść innych państw. Słabe polskie rolnictwo to możliwość wejścia na polski rynek przez zagraniczny kapitał, który wchodząc tutaj i niszcząc konkurencję, będzie miał większe pole manewru do tego, by dyktować konsumentom ceny. To, co możemy robić jako Polska, to na pewno nie zezwalać na to, aby jakieś organizacje, które mienią się ekologicznymi, a często działające w interesie niekoniecznie polskim, miały wpływ na to, jakie inwestycje powstają na polskiej wsi. To jakie inwestycje realnie powstają na polskiej wsi, powinno zależeć od właściciela kapitału, który na polskiej wsi chce inwestować. Jeśli są jakieś faktyczne i obiektywne powody, dla których ten rolnik miałby faktycznie nie tworzyć swoich inwestycji, to powinno być to rozstrzygane na najniższym poziomie gminnym bądź w sądzie. Wydaje mi się, że jest to taka dobra praktyka działania. W momencie, w którym ktoś chce zainwestować swoje pieniądze i chce rozbudować swoje gospodarstwo nie powinno mu się tego co do zasady blokować” – zauważył Michał Urbaniak.

Aktywiści prozwierzęcy

Zmorą polskiej wsi są wszelkiej maści aktywiści, których działania nastawione są na zabór zwierząt pod pozorem złego stanu zdrowa, jak również blokowanie inwestycji, które są niezbędne do zapewnienia bezpieczeństwa żywnościowego. Organizacje antyhodowlane w swoim działaniu bardzo często wykorzystują luki w prawie, by blokować inwestycje rolne. Przedsiębiorcy muszą się obawiać, czy zainwestowane przez nich środki nie przepadną w wyniku zablokowania inwestycji przez opłaconych przez konkurencję pseudoekologów i podburzonych oraz oszukanych przez nich mieszkańców. Polskie rolnictwo jest przedstawiane jako szkodliwe dla środowiska. W działaniach NGO często nie chodzi jednak o środowisko, a o pieniądze.

"Każda sprawa ma wymiar indywidualny, ale do głowy od razu przychodzą mi organizacje, które robią na tym pieniądze. Odbywa się to na dwa sposoby. Po pierwsze wymuszają wpływy do swojej kasy w zamian za odstąpienie od blokowania inwestycji. Jest to bardzo znana praktyka i nie dotyczy ona tylko rolnictwa. Po drugie nie jest już to wymuszanie, a naganianie sobie darczyńców, robiąc szum wokół swoich działań. To ma świadczyć o tym, że są skuteczni i w związku z tym trzeba im te pieniądze wpłacać. Myślę, że to jakaś cześć bardzo ogólnej tendencji i bardzo niebezpiecznego trendu, który widać w różnych sprawach" – powiedział Łukasz Warzecha.

"Temat, który Pan poruszył, jest mi znany. W poprzedniej kadencji Sejmu napisałem o nim w Obywatelskim Programie Rolnym Kukiz’15. Nie powinniśmy ograniczać się do mówienia o obecnej sytuacji. To jest patologiczna sytuacja, która była i jest od wielu lat i która nigdy nie powinna mieć miejsca. Wieś powinna służyć produkcji rolnej. To, że ktoś wyobraża sobie wieś jako sielankowe miejsce, gdzie słowiki śpiewają i pachną kwiaty, oznacza, że jest w wielkim błędzie. Wieś to miejsce pracy rolników, gdzie produkują żywność nie tylko dla siebie, ale również mieszkańców miast, którzy często wieś postrzegają bardzo mylnie" – powiedział Jarosław Sachajko. 

"Propozycji rozwiązania tej patologicznej sytuacji było bardzo wiele. Niestety żadna z nich nie została przeprocedowana. Jest to dla mnie niezrozumiałe. Szacunek dla ciężkiej pracy rolników i wagi tej pracy został przez lata zaburzony. Politycy są od tego, żeby nie ulegać jakimś abstrakcyjnym wizjom, a twardo stąpać po ziemi. Nie chce mówić o "ekologach", bo te osoby z nauką i wiedzą są często na bakier. Głos organizacji i osób, które nie wiedzą jak produkuje się żywność, nie powinien być brany pod uwagę. Należy uświadamiać mieszkańców miast, o co chodzi i jak jest produkowana żywność. Kolejny problem, który poruszam to to, że organizacje rolnicze, związki zawodowe, izby rolnicze nie robią tego, cow  tej materi do nich należy. Powtórzę to, o czym mówię od lata. W Stanach Zjednoczonych tamtejsze dożynki nazywane rodeo, co ma niewiele wspólnego z jazdą na bykach, którą u nas przedstawia się jako rodeo, to jest właśnie święto rolników w centrum miast. Tak, żeby mieszkańcy miast mogli przyjść na rodeo i zobaczyć jak wyglądają zwierzęta, że nie robi się im krzywdy, jak wyglądają krowa i koń, jak wyglądają maszyny rolnicze. To powinno odbywać się w miastach regularne, a nie na wsiach. To jest dokładnie to samo, co od lat robią fundusze promocji, promując jedzenie mięsa, czy picie mleka na wsiach wśród rolników. To samo jest z dożynkami. Powinny być w miastach, bo to jest święto i podziękowanie wszystkich mieszkańców Polski, którzy dzięki pracy rolników mają zdrową żywność w akceptowalnej cenie" – przyznał Jarosław Sachajko.

Czytaj także: Kto atakuje polskie rolnictwo? Ujawniamy ich metody