Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Kaptan twitter swiatrolnika.info youtube swiatrolnika.info
Autor: Grzegorz Tomczyk 16-01-2015 19:05:00

Dlaczego niszczą polską branżę futerkową?

Dlaczego niszczą polską branżę futerkową?

Dla kogo pracują działacze Stowarzyszenia Otwarte Klatki? Czy chodzi im wyłącznie o ośmieszanie branży zwierząt futerkowych, a nie dobro...

Dla kogo pracują działacze Stowarzyszenia Otwarte Klatki? Czy chodzi im wyłącznie o ośmieszanie branży zwierząt futerkowych, a nie dobro zwierząt? - pyta w wywiadzie dla wSensie.pl Klaudia Gołąbek, dyrektor Polskiego Związku Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych.

- Raport "Drapieżny Biznes" przygotowany przez Stowarzyszenie Otwarte Klatki zawiera wiele zarzutów dotyczących polskiej branży hodowców zwierząt futerkowych, w tym że nie są przestrzegane przepisy sanitarno-weterynaryjne? Czy to jest prawda? Czy hodowca, który chce sprzedawać swoje skóry może sobie pozwolić na takie lekceważenie przepisów? Czy ktoś taki będzie wiarygodny dla odbiorców czyli giełd skór?

- Według mnie raport Stowarzyszenia Otwarte Klatki absolutnie nie przedstawia faktycznych warunków panujących na fermach w Polsce. Fermy zwierząt futerkowych w naszym kraju są jednymi z najnowocześniejszych na świecie i wszyscy hodowcy są świadomi konieczności przestrzegania przepisów, a tym samym dbania o dobrostan zwierząt. Przepisy, w tym normy sanitarne i weterynaryjne, z pewnością są przestrzegane, a fermy nieustannie kontrolowane przez lekarzy weterynarii. Żaden hodowca nie dopuściłby się do poważnych nadużyć w odniesieniu do obowiązujących przepisów. Ponadto hodowca, który zlekceważyłby przepisy doświadczyłby dotkliwych konsekwencji, zarówno w trakcie kontroli, jak i podczas ewentualnej sprzedaży skór.

- Ponoć polskie przepisy w zakresie hodowli zwierząt futerkowych są najbardziej restrykcyjnymi w Unii Europejskiej, czy to prawda? Dlaczego mamy takie ostre prawo?

- Polskie przepisy bazują na normach obowiązujących w Unii Europejskiej. Jednakże hodowcy zgodnie podjęli decyzję o podaniu się dodatkowej kontroli. Polski Związek Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych podjął inicjatywę przeprowadzania audytu wewnętrznego ferm, polegającego na sprawdzaniu przestrzegania przepisów (norm sanitarnych) oraz warunków panujących w gospodarstwach. Kontrola odbywa się na podstawie protokołu, w skład którego wchodzą punkty zawarte w SPIWECIE (kontrola sanitarno-weterynaryjna) plus dodatkowe punkty ustalone przez polskich naukowców współpracujących ze Związkiem.

- Czy ktoś ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki kontaktował się w sprawie danych i informacji na temat branży albo pomocy (poparcie u właściciela fermy) przy wejściu na te 52 ferm, o których mowa w raporcie?

- Żaden przedstawiciel Stowarzyszenia Otwarte Klatki nie kontaktował się z Polskim Związkiem Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych, i o ile mi wiadomo z żadnym hodowcą norek.

Warto wiedzieć:
- Polska jest trzecim pod względem wielkości europejskim producentem skór futerkowych - wyprzedzają nas jedynie Duńczycy i Holendrzy.
- Mamy 2.000 ferm - większość z nich zlokalizowana jest w województwach wielkopolskim, lubuskim i zachodniopomorskim.
- Roczne obroty krajowej branży, zatrudniającej 50 tys. osób, to około 200 mln EUR.
- Przodujemy zwłaszcza w produkcji skór norek amerykańskich (według danych z 2010 r., wytwarzamy ich 4 mln rocznie). Produkujemy też 300 tys. skór lisów, 2 tys. jenotów i 60 tys. szynszyli.
- Polskie skóry trafiają najczęściej do Chin i Rosji.

Cały wywiad możesz przeczytać tutaj: http://wsensie.pl/dummy-category-4/item/1547-nasz-wywiad-nie-mamy-nic-sobie-do-zarzucenia-jestesmy-na-swiatowym-poziomie

źródło: wsensie.pl, fot.: eReM

Opublikował:
Author: Grzegorz Tomczyk
O Autorze
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora


Autor: Monika Faber 06-12-2021 11:16:31

Sylwia Spurek oburzyła się, że PSL nie chce niszczyć polskiego rolnictwa

Europosłanka Sylwia Spurek oburzyła się wystąpieniem lidera PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza. ,,Doktorkini” jest zła, że ten nie chce niszczyć polskiego rolnictwa.

Wystąpienie Kosiniaka-Kamysza na weekendowym konwencie PSL skrytykowała na swoim Twitterze. Oburzyła się, że polityk nie chce zamykać hodowli zwierząt i walczyć o ich „prawa”. Dodatkowo nie zabrakło również wtrącenia kwestii praw osób LGBTQ. Co one mają wspólnego ze zwierzętami? Tego nie wiemy. Pogarda dla polskich rolników ze strony organizacji antyhodowlanych i pseudoaktywistów jest coraz bardziej widoczna.

Spurek oburzona wystąpieniem Kosiniaka

,,W wystąpieniu Kosiniaka-Kamysza nic o ważnych i koniecznych zmianach w rolnictwie, o walce z katastrofą klimatyczną, o likwidacji ferm przemysłowych, o prawach osób żyjących w ich sąsiedztwie. A za swój sukces uważa zablokowanie walki o prawa zwierząt…” – oburza się na Twitterze Sylwia Spurek.

Europosłanka zapowiedziała również, że niszczenie hodowli zwierząt to nieunikniona przyszłość. Czy właśnie tego chce lewica, błądząca w odmętach ekoszaleństwa?

,,Zamiast mówić o sprawiedliwej transformacji na wsi, zamiast przygotowywać rolników/czki na nadchodzące zmiany - sprawia wrażenie, jakby nic miało się nie zmienić. A przecież tak, jak wygaszamy kopalnie, tak będziemy wygaszać fermy. Dlaczego oni ukrywają to przed ludźmi?” – dodaje.

Pogarda dla polskich rolników

Europosłanka stwierdziła również wprost, że PSL staje się problemem, takim, jakim jest PiS.

,,Obawiam się, że jeżeli PSL znajdzie się w nowym Sejmie i będzie potrzebne do większości, to możemy zapomnieć o walce o prawa kobiet, prawa osób LGBTIQ, walce z katastrofą klimatyczną i o prawa zwierząt. Chyba nie tylko PiS jest naszym problemem…” – stwierdziła Spurek

Oczywiście w komentarzach nie mogło zabraknąć pełnych miłości i tolerancji komentarzy sympatyków Sylwii Spurek. Jesten z fanów ,,doktorkini” postanowił nazwać lidera PSL… wiejskim troglodytą.

,,Kosiniak-Kamysz to wiejski troglodyta, mentalnie na poziomie sprzed 200 lat. Jest nerwowy, ponieważ partia chłopska nie ma w ogóle poparcia na wsi. Szkoda nerwów na jego brednie” – czytamy.

Pogarda dla polskich rolników ze strony organizacji antyhodowlanych i pseudoaktywistów jest coraz bardziej widoczna. Najwyraźniej Sylwii Spurek taki stan rzeczy nie przeszkadza.

Czytaj też: Sylwia Spurek znowu odlatuje i proponuje… zakaz jeździectwa

tt/fot.fb


Autor: Monika Faber 06-12-2021 10:30:38

Hodowcy dbają o zwierzęta, bo im się to po prostu opłaca

Pieniądz rządzi światem, a pseudoekolodzy przekonują, że hodowcy zwierząt to mordercy, którzy dla zabawy dręczą i mordują swoje zwierzęta. Czy aby na pewno?

Organizacje antyhodowlane zdają sobie sprawę, że obraz wart jest więcej niż tysiąc słów. Profile pseudoekologów pełne są więc zdjęć z rzekomą bezdusznością, tragicznymi warunkami chowu i okrucieństwem hodowców. Chwytem pseudoekologów jest nie tylko odpowiedni dobór, kadrowanie czy kolory zdjęcia, ale najczęściej w ogóle to, że są to zdjęcia albo spoza Polski albo z przeszłości. Dziś, żaden polski hodowca nie pozwoliłby sobie na takie postępowanie. I to nie z nagłej miłości do zwierząt, czy strachu przez ich obrońcami. Prawo to tylko narzędzie. Prawdziwym motywem jest ekonomia i chęć zysku. Dlatego każdy z hodowców dąży do tego, by zwierzęta były utrzymywane w optymalnych warunkach, w zdrowiu, dużo jadły i szybko rosły.

Hodowcy: Pieniądz rządzi światem

Oczywistą motywacją do przestrzegania przepisów jest nie tylko obawa przed karą. Hodowcy doskonale znają związek między właściwymi warunkami chowu i prawidłowym zarządzaniem stadem, a efektem ekonomicznym. Zwierzęta zestresowane, chore, zmarznięte czy przegrzane częściej chorują i mało jedzą. Zamiast przychodu przynoszą straty, także w postaci wysokich kosztów wynikających z ich leczenia. Również transport, bardzo stresujący dla świń, może wpływać na powstawanie wad mięsa, nie mówiąc już o tym, że stres w trakcie tuczu, przewozu czy uboju obniża jakość mięsa, a podwyższa koszt przetwórstwa.

Widząc w sieci kolejne biało czarne zdjęcie z sugestywnym podpisem „ludzie świniom zgotowali ten los” warto sprawdzić czy zdjęcie nie pochodzi z zeszłego stulecia, albo zrobiono je gdzieś w bardzo odległym od Europy kraju. Europejskie prawo a przede wszystkim czysty interes hodowców dość skutecznie motywuje do zachowania jak najwyższych standardów chowu świń, krów czy drobiu. 

Najważniejszym dokumentem o dobrostanie zwierząt w Polsce jest Europejska Konwencja o ochronie zwierząt hodowlanych i gospodarskich. Zasady ochrony zwierząt ustanowione w Konwencji wskazują obszary, które mają podstawowe znaczenie dla zagwarantowania zwierzętom ochrony i obejmują: zapewnienie właściwych pomieszczeń, żywienie, pojenie i opiekę, zgodnie z ich fizjologicznymi i psychologicznymi potrzebami, wiedzą naukową i stosowaną praktyką, które musi zapewnić hodowca.

Kłamstwa pseudoekologów

Jako przykład okrucieństwa obrońcy zwierząt zamieszczają Hodowcy swin pseudoekolodzy zdjęcia ciasno zbitej grupy świń czy krów. Tymczasem oba gatunki są zwierzętami stadnymi. Bliskość i dotyk innych członków stada daje poczucie bezpieczeństwa, bo tak kiedyś te zwierzęta chroniły się przed atakiem drapieżców. Dlatego przepisy mówią, że np. świnia cięższa niż 110 kg powinna mieć dla siebie co najmniej 1 metr kwadratowy podłogi, knur potrzebuje minimum 6 metrów. Podłoga w kojcu musi być twarda, gładka, równa, stabilna i nie powinna być śliska. Zwierzę musi mieć swobodę ruchu, możliwość kładzenia się, leżenia czy wstawania. Dla zwierząt ważny jest wzajemny kontakt wzrokowy.

To również badania zachowań w naturze powodują, że hodowcy pozwalają prośnym lochom na budowanie gniazd przed porodem. Co więcej, kojec zaopatruje się w materiał na budowę takiego gniazda. Konstrukcja samego kojca umożliwia swobodny dostęp prosiąt do lochy. Nie wszystko jednak, co naturalne jest dla świń dobre. Dlatego kojce posiadają specjalne przegrody, żeby locha nie zgniotła przypadkiem prosięcia. Na wolności ginie tak nawet kilka prosiąt w miocie.

Świnie są zwierzętami dziennymi, dlatego nie wolno utrzymywać ich w ciemności. Przepisy mówią, że zwierzęta powinny mieć dostęp do światła co najmniej 8 godzin dziennie, dlatego w chlewni oprócz okien (światło naturalne) jest stosowane oświetlenie sztuczne. Świnie są wrażliwe na dźwięki. W chlewniach hałas nie powinien być ani stały ani wywoływany nagle, a jego natężenie nie powinno przekraczać 85 dB. To mniej więcej tyle, ile wytwarza jadąca winda albo ręczna piła do drewna podczas cięcia.

Wbrew temu, co się mówi (np. brudny jak świnie), zwierzęta te są bardzo wrażliwe na zapachy i mają wyczulony węch. Dlatego we Francji, świnie wyszukują trufle, za którymi przepadają. Przepisy wyraźnie określają dopuszczalny w chlewniach poziom gazów i zapylenia, ale także temperaturę, obieg czy wilgotność względną powietrza. Z tych samych powodów tak ważne jest szybkie usuwanie z kojców odchodów i niezjedzonych reszek paszy.

Transport świń to jedna z częściej poruszanych przez obrońców praw zwierząt kwestii. Przy transporcie ważna jest nie tylko, wymagana kodeksem drogowym, ostrożność, ale i warunki przewozu zwierząt. Dziś do ich przewozu służą wyspecjalizowane przyczepy z klimatyzatorami, przegrodami, odpowiednią podłogą, a osoby odpowiedzialne za transport zwierząt muszą być przeszkolone.

Czytaj też: MRiRW: Aktywiści prozwierzęcy przeprowadzają "kontrole" NIELEGALNIE

POLPIG/fot.pixabay


Autor: Monika Faber 03-12-2021 11:30:38

MRiRW: Aktywiści prozwierzęcy przeprowadzają "kontrole" NIELEGALNIE

Aktywiści nie mają prawa kontrolować stanu zwierząt, ani też wchodzić na prywatne posesje. Potwierdza to odpowiedź na interpelację posła Konfederacji.

Wiceszef resortu rolnictwa Szymon Giżyński przedstawił jasną odpowiedź w sprawie interpelacji posła Konfederacji Michała Urbaniaka, odnośnie uprawnień kontrolnych i prawa do wchodzenia na czyjąś posesję przez samozwańczych "inspektorów". Pseudoekolodzy po prostu łamią prawo i włamują się na prywatne posesje.

Aktywiści nie mają prawa przeprowadzać kontroli

Aktywiści nie są uprawnieni do przeprowadzania żadnych kontroli, a tym bardziej wchodzenia gdzieś wbrew woli właściciela posesji. Nie jest to opinia, a fakt i obecny stan prawny. Potwierdził to wiceszef resortu rolnictwa Szymon Giżyński.

,,Zgodnie z obowiązującym prawodawstwem organizacje społeczne, których statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, nie posiadają uprawnień kontrolnych. Organizacjom tym nie przysługuje także prawo wejścia na teren prywatny bez uzyskania zgody właściciela. Organizacje te często jednak, poprzez stosowanie „umundurowania” i nazewnictwa takiego jak np. „inspekcja” czy „straż”, mogą wywoływać u osoby, u której zamierzają podjąć interwencję przekonanie, że ma ona do czynienia z instytucją państwową dysponującą wszelkimi środkami do jej skutecznego przeprowadzenia” – czytamy w oficjalnej odpowiedzi ministerstwa rolnictwa.

Tak wygląda obecny stan prawny i nikt nie może tego podważyć. Niestety, w praktyce wygląda to zupełnie inaczej, a rolnicy są bardzo często zastraszani przez radykalnych pseudoekologów. Przykładem jest niedawna historia, gdy to umundurowani aktywiści DIOZ wtargnęli na posesję właściciela, którego psa wcześniej ukradli. Mężczyzna pogonił ich wiatrówką, a ekolodzy robią teraz z siebie ofiary.

Włamania, groźby, kradzieże...

Resort rolnictwa przypomina, że prawo do Aktywisci DIOZ palmiarnia Legnicaodebrania zwierzęcia w przypadku niecierpiącym zwłoki mają wyłącznie: policjant, strażnik gminny lub upoważniony przedstawiciel organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt. Aktywiści pseudoekologiczni, którzy zabierają zwierzęta, robią to w sposób nielegalny, czyli – nie bójmy się użyć tego słowa – po prostu je kradną.

,,Należy przy tym zwrócić uwagę, że zgodnie z art. 193 Kodeksu karnego 1: „Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”” – czytamy dalej w odpowiedzi.

,,Oczywiście, że w Polsce dochodzi do przypadków znęcania nad zwierzętami. Oczywiście, że te interwencje – w dużej mierze – są bardzo potrzebne lub wręcz niezbędne. Ludziom trzeba zabierać zwierzęta, gdy jest to konieczne. Tylko nie może to wyglądać tak, że jakaś wulgarna baba drze mordę na bogu ducha winną staruszkę, bo dostała donos od jej sąsiadki. Nie może gówniarz w sztucznym mundurze zastraszać właścicieli psa, bo wydaje mu się, że jest ważniejszy od ABW, CBA i wszystkich innych 3-literowych skrótów. Mdłości można dostać od tych na siłę naciąganych opisów, gdzie na wstępie miał być oprawca zabijający zwierzęta siekierą, a później okazuje się, że jeden z psów jakiegoś dziadka miał wrośnięty pazur, i to w sumie tyle zaniedbań. Takie akcje uderzają w cały ruch obrony zwierząt w Polsce” – czytamy na profilu

Czytaj też: Działaczka DIOZ do rolnika: ”Będziesz ku*wa sam w katuszach zdychał”

MRiRW/fb/fot.AR/fot.screen yt


Autor: Polska Agencja Prasowa 03-12-2021 11:01:05

Warchoł: Podjęte będzie ponownie śledztwo ws. zakładu Saria

Wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł poinformował o podjęciu na nowo umorzonego śledztwa dotyczącego emisji odorów przez zakład Saria w Przewrotnem.

Decyzja zapadła w wyniku przeprowadzonej w Prokuraturze Krajowej analizy akt. W przesłanym komunikacie polityk dodał, że mieszkańcy gminy Głogów Małopolski od wielu lat "apelują do władz samorządowych i posłów z Podkarpacia o podjęcie działań, które pozwolą skutecznie walczyć z uciążliwościami związanymi z sąsiedztwem niemieckiej firmy Saria w Przewrotnem".

Saria problemem na Podkarpaciu

Jak wskazał wiceminister, niemiecki zakład Saria od wielu lat przeszkadza okolicznym mieszkańcom.

,,Skarżą się na odór związany z przerobem odpadów pochodzenia zwierzęcego. Wskazują, że jej działalność uniemożliwia normalne funkcjonowanie w obrębie kilkunastu kilometrów, powodując u mieszkańców niekorzystne objawy zdrowotne" – napisał wiceminister.

Warchoł, który jest też posłem z Podkarpacia, podkreślił, że mieszkańcy zwrócili się również do niego z prośbą o pomoc w podjęciu na nowo umorzonego śledztwa w sprawie emisji odorów.

,,Przychyliłem się do tych próśb i zwróciłem się do Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro o zbadanie sprawy i rozważenie podjęcia na nowo umorzonego postępowania przez Prokuraturę Rejonową w Rzeszowie. Z ogromną satysfakcją informuję, że w wyniku przeprowadzonej w Prokuraturze Krajowej analizy akt zapadła decyzja o podjęciu na nowo umorzonego śledztwa" – napisał polityk.

Przedwczesne umorzenie

Jak dodał Warchoł, w PK oceniono, że to postępowanieSaria Przewrotne zostało umorzone przedwcześnie.

,,Nie wykonano szeregu bardzo ważnych czynności dowodowych. Prokuratura poleciła ich przeprowadzenie. Następnie po ich dokonaniu, materiał dowodowy zostanie poddany ponownej ocenie" – zaznaczył wiceszef resortu sprawiedliwości.

W informacji Warchoł stwierdził, że firmy, które czerpią ogromne zyski z naszego kraju, nie mogą być poza jakąkolwiek kontrolą.

,,Przedsiębiorstwo Saria musi liczyć się ze zdrowiem mieszkańców oraz respektować przepisy prawa obowiązujące w naszym kraju. Polacy tak samo zasługują na dobrej jakości środowisko naturalne, jak Niemcy" – stwierdził.

Wiceminister dodał również, że Polska nie jest krajem trzeciego świata, a wielkie zagraniczne koncerny muszą dostosować się do obowiązującego tutaj prawa.

,,Nie możemy pozwolić na ten proceder niszczenia ludzkiego zdrowia i środowiska naturalnego. Nie chcemy inwestycji za wszelką cenę. Granicą, której nie chcemy przekraczać, jest odpowiedni standard tych technologii, które gwarantują, że są one bezpieczne dla otoczenia, ludzi i środowiska. Nie możemy godzić się na to, aby Polska była traktowana niczym półkolonia" – napisał Warchoł.

Przypomnijmy, że o firmie było głośno również w kontekście zapowiadanej ,,Piątki dla zwierząt” i pomysłu likwidacji przemysłu futrzarskiego. W filmie opublikowanym w 2014 r. liderka Stowarzyszenia Otwarte Klatki, Dobrosława Gogłoza (z domu Karbowiak), przyznała, że jej organizacja obrała sobie za cel zniszczenie polskiego przemysłu futrzarskiego, a cały proces ma się dokonać we współpracy ze spółką Saria, której nazwa wprost pada w nagraniu.

Czytaj też: Szczepan Wójcik: Należy wiedzieć, kto zarobi, gdy hodowla zwierząt futerkowych zostanie w Polsce zlikwidowana

PAP/fot.mat.prasowe


Autor: Monika Faber 02-12-2021 17:10:43

Winnicki ostro: Janusz Wojciechowski zupełnie utracił ,,kontakt z bazą”

Zdaniem posła Konfederacji, Janusz Wojciechowski zupełnie nie rozumie potrzeb polskich rolników i jest idealnym przykładem tego, jak działa lewicowa machina unijna.

Do ostrego spięcia doszło na Twitterze pomiędzy Robertem Winnickim, a Januszem Wojciechowskim. Zdaniem posła, Janusz Wojciechowski forsuje antyrolnicze rozwiązania. Sympatia, którą darzy on wiele działań organizacji antyhodowlanych, przekłada się na faktyczne wsparcie udzielane przez niego lansowanym przez aktywistów inicjatywom.

Janusz Wojciechowski „utracił kontakt z bazą”?

,,Janusz Wojciechowski to przykład jak sprawnie potrafi działać euromachina – niegdyś całkiem rozsądny w sprawach rolnictwa, po kilkunastu latach w Brukseli forsuje antyrolnicze, utopijne rozwiązania. Zupełnie utracił „kontakt z bazą” i wyczucie potrzeb polskiego rolnika” – opisuje poseł Konfederacji Robert Winnicki.

To komentarz na wpis Wojciechowskiego, w którym ”pochwalił się”, że jako Komisarz Europejski… w zasadzie nie przedstawi konserwatywnego zbioru wytycznych w sprawie komunikacji sprzyjającej integracji.

Kim naprawdę jest Janusz Wojciechowski?

Pierwszego grudnia 2019 roku media w całej Europie podały informację, że Polak – Janusz Wojciechowski – rozpoczął kadencję na stanowisku unijnego komisarza do spraw rolnictwa. Politycy Prawa i Sprawiedliwości podnosili wówczas, że to niepowtarzalna szansa na rozwój krajowego sektora rolnego. Najważniejszym celem stawianym przed polską polityką rolną było wówczas zrównanie dopłat bezpośrednich. Dziś wiemy już, że racjonalizacja wydawania tych środków była tylko mrzonką i kolejną niezrealizowaną obietnicą PiS wobec rolników.

Janusz Wojciechowski, będąc osobą wprost odpowiedzialną za przyszłość europejskiego rolnictwa, może stanowić realne zagrożenie dla stabilności unijnego rolnictwa. Sympatia, którą darzy on wiele działań organizacji antyhodowlanych, przekłada się na faktyczne wsparcie udzielane przez niego lansowanym przez aktywistów inicjatywom.

Rolnicy już dziś zapowiadają, że czas tolerowania zielonego kierunku kształtowania wspólnotowego ustroju rolnego przemija. Nastroje gospodarzy ilustrują choćby protesty, które w ostatnich latach odbywały się w największych europejskich miastach. Najnowszy protest rolników zapowiedziany jest na 13 grudnia w Brukseli.

Czytaj też: Anna Bryłka: Janusz Wojciechowski to polityk znienawidzony przez rolników

tt/fot.AR


Autor: Michał Rybka 01-12-2021 11:06:41

Mięso tak samo groźne jak tytoń? Greenpeace chce ograniczenia reklamy mięsa

Greenpeace uważa, że w reklamach mięsa stosuje się „perfidne taktyki marketingowe”. Dlatego chcą, aby producenci ustanowili nowe przepisy pokazywania spotów.

Zdaniem organizacji, konsumpcja mięsa stanowi olbrzymi problem dla klimatu. Aktywiści żądają od polityków, żeby spoty reklamowe w Niemczech, dotyczące mięsa uregulowali za pomocą precyzyjnych przepisów – podobnych do tytoniu. W ich mniemaniu w niemieckich reklamach, mięso przedstawiane jest zbyt pozytywnie.

Greenpeace podaje, że najwięcej gazów pochodzi z hodowli zwierząt

Z punktu widzenia organizacji dążenie do neutralności klimatycznej w Niemczech do 2045 roku można osiągnąć jedynie poprzez zmniejszenie o połowę liczby zwierząt. Według badań Öko-Institut na zlecenie Greenpeace, trzy czwarte gazów cieplarnianych pochodzących z rolnictwa pochodziło z hodowli zwierząt, 14% z produkcji żywności pochodzenia roślinnego i około 10% z upraw roślin energetycznych. Rozwiązaniem tego problemu może okazać się wykorzystanie biometanu.greenpeace2 01.12

Organizacja chce iść za ciosem. Oprócz redukcji reklam, chcieliby, aby pojawiały się w nich zachęty do rezygnacji z produkcji mięsa i mleka. Ich zdaniem rolnicy powinni otrzymać w zamian wsparcie finansowe na przekształcenie rolnictwa i kategoryczne porzucenie hodowli zwierząt.

Tymczasem spożycie mięsa w Niemczech powoli spada. Podczas gdy konsumpcja na mieszkańca wynosiła około 62,4 kg w 2010 roku, spadła do 57,3 kg w 2020 roku.

Czytaj także: Greenpeace przegrywa sprawę sądową z koncernem paliwowym BP

źródła: topagrar.com/ fot. pixabay.com

BULT SMOGOWICZE

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.