Logo Świat Rolnika


Ekologia

Szczepan Wójcik o ekoaktywistach: Chodzi o pieniądze

Ze Szczepanem Wójcikiem, rolnikiem i prezesem Instytutu Gospodarki Rolnej o atakach ekoaktywistów na kolejne sektory rolnictwa rozmawia Marta Wiszczycka.

Panie Prezesie, sektory drobiarski, produkcji jaj, trzody chlewnej, bydła, przetwórstwa rybnego, uboju rytualnego czy wreszcie zwierząt futerkowych były w ostatnim czasie atakowane przez działaczy ekologicznych. Skąd tak wzmożona aktywność?

Chodzi o pieniądze. Większości tych organizacji chodzi po prostu o pieniądze. Zastanówmy się przez moment, na czym zarabiają fundacje i stowarzyszenia, które z wzniosłymi hasłami idą na krucjatę przeciwko polskim rolnikom? Znaczną część przychodu tych organizacji stanowią wpływy z 1% podatku. Im silniej nakręcana jest spirala ataków w mediach społecznościowych, radiu, telewizji, na bilbordach, tym większą popularnością cieszą się organizacje – nie lubię tego słowa w tym kontekście – ekologiczne. Im więcej kampanii będzie się odbywać, im częściej ludzie trafiać będą na treści propagowane przez aktywistów, tym więcej pieniędzy wpłynie na ich konto.

No, ale jednak ci aktywiści chyba o coś walczą? Nie tylko o pieniądze…

Częściowo ma pani rację. Rzeczywiście wolontariusze często działają z czystego przekonania – moim zdaniem zaszczepionego im przez manipulacje pojawiające się od lat w przestrzeni publicznej i kreowane przez najważniejszych ludzie w ekobiznesie. Są wykorzystywani do tego, aby organizacje były wciąż bogatsze i bogatsze. Spójrzmy na taką Vivę! Według ostatniego sprawozdania finansowego na ich konto, tylko z tytułu wpłat dokonanych w ramach 1% podatku, wpłynęło 2 158 477 zł. Zysk netto to ponad 4 mln 200 tys. zł., przychody przekroczyły 13 mln zł! To są astronomiczne liczby, których przeciętny Kowalski nie jest w stanie nawet sobie wyobrazić. Aktywiści są zatem zachęcani do kolejnych kampanii, wieców, protestów i utwierdzani w przekonaniu słuszności podjętej misji, podczas gdy tak naprawdę działają na szkodę gospodarki, rujnując przy tym życie niewinnym rolnikom.


Ale polskie rolnictwo chyba radzi sobie z atakami, o których pan mówi?

I tak i nie. To skomplikowane. Niestety często rolnicy zbyt późno orientują się, że zagrożenie jest realne. Atakowanych jest bardzo wiele branż. Tylko w ostatnim czasie na celowniku znalazły się drób, produkcja rybna czy jaja. Jaja są tu dobrym przykładem do zobrazowania samego mechanizmu. Otaczają nas ważni gracze na tym rynku. Niemcy, Czesi, nieco dalej Francja. Polska struktura produkcji jaj przedstawia się następująco. Około 90% to jaja z chowu klatkowego, tak zwane „trójki”. W Niemczech na przykład jest to zaledwie 10% produkcji. Kilka lat temu rozpoczęła się nagonka organizacji pseudoekologicznych mówiąca o tym, że „trójki” są niezdrowe, że kury są męczone i tak dalej. To oczywiście nieprawda, ale w świat poszła ta właśnie narracja, a jak mówi porzekadło: ten ma rację, kto ma narrację. Potem wybuchła sztucznie nadmuchana afera czeska. Dziś sytuacja jest taka, że duże sieci hoteli (np. francuskich) czy sklepy wielkopowierzchniowe zaczynają wycofywać się ze sprzedaży „trójek”. Sektor nie został zatem zniszczony przez bezpośrednie ataki aktywistów, ale ucierpiał w wyniku następstw ich działań. Chciałbym przestrzec kolegów z branży drobiarskiej, którzy są teraz w trudnej sytuacji. To właśnie w ich skierowane zostało ostrze.

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie reaguje?

Reaguje – oczywiście. Zarówno minister Jurgiel, jak i minister Ardanowski zajmowali twarde stanowiska w obronie polskich rolników.

Ale sytuacja się nie zmienia…

Istnieje potrzeba zmian w prawie. Obecnie stowarzyszenia czy fundacje „ekologiczne” mają znaczące kompetencje i w zasadzie zerową odpowiedzialność. W ubiegłym roku w Ministerstwie Środowiska znalazł się projekt ustawy racjonalizującej zasady funkcjonowania tych organizacji, ale projekt to jedno. Trzeba jeszcze taką ustawę wprowadzić, a to nie jest łatwe, bo lobby ekologistów jest bardzo silne. Wielkie nadzieje pokładam w ministrze Kowalczyku. Profesor Szyszko również robił w tym kierunku wiele.

Poza granicami Polski ten problem istnieje?

Niestety tak. Są jednak państwa, w których proceder ten udało się ukrócić. W USA choćby przestępstwa o podłożu ekoterrorystycznym ścigane są jako przestępstwa federalne. Tam zdano sobie sprawę z potencjalnych konsekwencji. Zagrożenie, jakie niosła ze sobą działalność takich organizacji jak ALF czy ELF było ogromne tak dla gospodarki jak i dla samych obywateli.

Hodowla i uprawy

Od jakiegoś czasu coraz częściej usłyszeć można o rolnikach, którzy mają problemy z sąsiadami, kt&oacu...

Fundacja Viva!, Otwarte Klatki, Mondo Cane i inni będą dziś zdzierać gardła przed Sejmem RP, próbując pr...

Jan Krzysztof Ardanowski zapowiedział wycofanie z projektu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt zapisu dotyczące...

W związku z burzą, która w nocy z 23 na 24 września przeszła w okolicach Siedlec, zniszczonych zostało wi...

Marszałek Terlecki opowiedział się za zakazem, mimo tego, że wcześniej z ust kilku prominentnych politykó...

Młody rolnik z województwa łódzkiego uczcił pamięć Powstańców Warszawskich i wyciął na p...

Może ktoś zarzucać, że Kowalski zapłaci, a rolnicy dostaną rekompensaty. Skarb Państwa będzie chciał to odzy...

140 tysięcy zwierząt znajdowało się w zakażonej ASFem największej rumuńskiej, a w drugiej Europie hodowli świ...

Katastrofa hydrologiczna, jaka w tym roku dotyka rolników z większości państw członkowskich Unii Europejsk...

To zakrawa na absurd. Doskonale prosperująca branża drobiarska stała się celem ataków aktywistów ek...

Niemal cała wieś Dawidy, mieszkańcy sąsiednich miejscowości oraz przedstawiciele Unii Warzywno-Ziemniaczanej zab...

Podejmujemy działania, które sprawią, że ta dramatycznie niska cena wynosząca 10, 12, 15 groszy za kilogra...

Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.