PILNE!

Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro

Czas wolny /Lichwiarze i banki ograbiają z ziemi polskich rolników

Lichwiarze i banki ograbiają z ziemi polskich rolników

Autor: Świat Rolnika 2015-10-25 00:00:00
Brak grafiki

Wyspecjalizowane grupy "pożyczkodawców" grabią polskich rolników. Przyznają im niewinnie wyglądające pożyczki i kredyty konsumpcyjne ... pod zastaw ziemi, a nawet lasów. Wiele wody nie upłynie, gdy komornik zapuka do drzwi rolnika.

Wyspecjalizowane grupy "pożyczkodawców" grabią polskich rolników. Przyznają im niewinnie wyglądające pożyczki i kredyty konsumpcyjne ... pod zastaw ziemi, a nawet lasów. Wiele wody nie upłynie, gdy komornik zapuka do drzwi rolnika.

"Rolnicy z koszalińskiego i pomorskiego poznali już ten proceder. Tajemniczy "pożyczkodawcy" odwiedzają masowo gospodarstwa rolne oferując "atrakcyjne" kredyty i pożyczki. A to na nowy traktor, to na siewnik, oborę itd. Obiecują, że będzie niedrogo i łatwo, bez konieczności przechodzenia trudnej procedury z dotacjami unijnymi.     

– Pożyczają rolnikowi np. 20-50 tys. zł pod zastaw ziemi  – mówi prof. Andrzej Bień, kierownik Zakładu Bankowości w Szkole Głównej Handlowej.  Rolnicy nie są ekspertami od finansów. Wierzą, że będzie „dobrze”.     

- Z czasem okazuje się, że pożyczka zawierała oprócz wysokiego oprocentowania np. 16,5 proc. w skali roku,  ukryte opłaty i prowizje i dług dramatycznie urósł. Pożyczkodawca życzy sobie także spłatę rat przelewem na konto, którego rolnik często nie ma – opowiada prof. Bień.  Wiele czasu nie minie, gdy dług staje się niespłacalny, a za wartość stosunkowo niewielkiego kredytu lichwiarz wchodzi w posiadanie np. 1000 hektarów ziemi.

Pożyczający zadawalają się także mniejszymi kawałkami ziemi, które potem scalają. Chętni do odkupu się potem znajdą. Postępująca koncentracja ziemi poskutkowała m.in. blisko 20-proc. spadkiem liczby gospodarstw w Polsce w latach 2003-2010. 

Kim są Ci lichwiarze ?

Trudno ich chwycić za rękę. Rolnicy twierdzą, że bywa iż działają w porozumieniu z niektórymi bankami oraz dużymi inwestorami zagranicznymi. Niewiele o nich nie wiadomo, bo nikt w Polsce sprawy nie bada, ani nie zajmuje się na szczeblu rządowym. 

Inaczej to wygląda na forum międzynarodowym. Jeszcze w latach 2008-2009 ONZ opublikowała raporty dokumentujące przypadki przejęcia ziemi, określane jako "land grabbing". Dotyczyły one krajów rozwijających się i narastającego wykupu ziemi za bezcen przez wyłudzaczy. 

Również międzynarodowa organizacja pozarządowa GRAIN wzbudziła zainteresowanie opinii publicznej problemem "land-grabbingu", kiedy przedstawiła 100 takich przypadków, które miały miejsce w samym 2008 roku.  Należący do ONZ Międzynarodowy Fundusz Rozwoju Rolnictwa (IFAD) odnotował fakty niekorzystnego dla rolników zakupu lub dzierżawy ponad 2,5 mln hektarów w Etiopii, Ghanie, Mali, Sudanie i na Madagaskarze. Miało to miejsce w latach 2004-2009. 

Od 2006 do 2009 r. International Food Policy ResearchInstitute (IFPRI) wykazała, że zagraniczni inwestorzy pochodzący z państw najbardziej rozwiniętych podjęli starania lub już "zabezpieczyli" dla siebie od 15-20 mln hektarów ziemi uprawnej w krajach rozwijających się.  Na samej Ukrainie amerykański bank Morgan Stanley nabył 40 tys. hektarów ziemi uprawnej. Rosyjska firma inwestycyjna Renaissance Capital - 300 tys. hektarów. Brytyjska grupa inwestycyjna Landkom - 100 tys. hektarów. Wszystko odbywa się pod hasłem globalizacji i koniecznych "inwestycji, by podnieść kulturę upraw i by niezamożne kraje doszusowały do najbardziej rozwiniętych krajów Zachodu". 

Wydany w tym roku, a mało nagłośniony raport Parlamentu Europejskiego (PE) "Rozmiar zawłaszczania ziemi rolnej" wskazuje na szczególne niebezpieczeństwo w sytuacji, gdy ziemia uprawna staje się elementem gry i spekulacji instytucji finansowych osób prywatnych, "które przejmują ją w celach niezwiązanych z rolnictwem". 

W ramach "dywersyfikacji portfela" globalnie działające instytucje finansowe ustanowiły wyspecjalizowane fundusze rolne, działające przez lokalne, krajowe spółki, zajmujące się głównie kupowaniem ziemi i pośrednictwem w transakcjach. Przykładem takiego przedsięwzięcia jest - zdaniem autorów raportu - Rabo Farm Europe Fund ustanowiony w 2008 r. - inwestycja holenderskiego RabobankGroup o wartości 315 mln euro. Jak napisano w raporcie, w Polsce działa on poprzez 14 krajowych spółek.  Raport PE, skrytykowany notabene przez Komisję Europejską, przypomina ceny ziemi rolnej w Polsce z 2009 r., kiedy to różnica wartości ziemi między Polską a Francją była 5–krotna.  W Danii ziemia była droższa 26 razy niż w Polsce, a w Holandii - aż 47 razy.

To właśnie z Holandii pochodziło najwięcej osób, które uzyskały zgodę na zakup polskiej ziemi rolnej dla obcokrajowców w tym roku. 

Coraz więcej banków mających swoje centrale za granicą wchodzi ostro na polski rynek rolny, konkurując z lokalnymi bankami spółdzielczymi. CreditAgricole udziela różnych kredytów gospodarstwom wiejskim. Mocno zainteresował się znowu tym rynkiem Bank BGŻ, obecnie będący własnością BNP Paribas. Ostro zaczyna grać na wsi także rodzimy PKO BP. To tylko przykłady. Jest ich więcej i będzie coraz więcej. Udzielają nie  tylko kredytów preferencyjnych z dopłatą ARiMR, ale też typowo komercyjnych, bez dopłat państwowych. Na sprzęt, zakupy materiałów rolnych, budynki gospodarskie, dobra konsumpcyjne, na wszystko. Jakże często - pod zabezpieczenie hipoteczne na ziemi. Czy rolnicy będą w stanie je spłacić, gdy skończą się dotacje unijne?

Fot. eREM