PILNE!

Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro

Czas wolny /Dlaczego nie pomaga się mniejszym plantatorom warzyw?

Dlaczego nie pomaga się mniejszym plantatorom warzyw?

Autor: Świat Rolnika 2015-05-04 00:00:00
Brak grafiki

Wieś Piekary znana była kiedyś z przetwórni warzyw, która funkcjonowała z powodzeniem przez kilkadziesiąt lat. Producenci warzyw dostarczali świeży towar do zakładu, który przez wiele lat produkował przetwory ze świeżych warzyw, produkty drobiowe oraz garmażeryjne. Jednym z dostawców warzyw do przetwórni był...

Dlaczego nie pomaga się mniejszym plantatorom warzyw?

Wieś Piekary znana była kiedyś z przetwórni warzyw, która funkcjonowała z powodzeniem przez kilkadziesiąt lat. Producenci warzyw dostarczali świeży towar do zakładu, który przez wiele lat produkował przetwory ze świeżych warzyw, produkty drobiowe oraz garmażeryjne. Jednym z dostawców warzyw do przetwórni był Waldemar Borczyński zajmujący się uprawą warzyw.

- Do roku 2000 przetwórnia produkowała szeroki asortyment wyrobów takich jak koncentrat pomidorowy czy ogórki w słoikach. W sporej części były to produkty oparte na swoich warzywach czy owocach oraz na zakupionych w całości od  rolników z gmin Piątek i Łęczyca świeżych produktach takich jak truskawki, śliwki, wiśnie lub buraki ćwikłowe. Zakład działał wzorcowo, aż do przełomu lat 80 i 90-tych gdy przyszły przemiany gospodarcze i zmiana ustroju. Później majątek przetwórni został rozprzedany praktycznie za bezcen, a chętni nabywcy szybko zrezygnowali z zakupu zakładu – opowiada W. Borczyński.

Zdaniem Borczyńskiego, brak restrukturyzacji i w efekcie rozpad tej przetwórni oraz innych podobnych zakładów w Polsce centralnej to jeden z największych błędów jakie popełniono w minionym dwudziestoleciu w rolnictwie w tym regionie.
- Dzisiaj rolnicy dotkliwie odczuwają brak takich przetwórni warzyw, które mogłyby obsługiwać miejscowych rolników – dodaje W. Borczyński.

Rynek na Zjazdowej nie rozwiązuje problemu
Zamiast dostarczać warzywa do przetwórni, rolnicy wożą świeży towar na rynek hurtowy Zjazdowa w Łodzi czy Bronisze pod Warszawą.
- Rynki te coraz bardziej opanowane są przez handlarzy tzw. łapy, którzy kupują na miejscu warzywa od rolników ograniczając im przestrzeń do sprzedaży. W dniach gdy brakuje towaru pośrednicy wykupują warzywa na pniu za taką cenę jaką narzucimy im z góry. Częściej jednak jest tak, że warzyw jest pod dostatkiem i trzeba długo czekać by wszystko sprzedać, często nawet po cenie, która nie pokrywa kosztów produkcji, paliwa i ceny wjazdowego na targowisko. Sprzedajemy tam nasz towar ponieważ mimo wszystko dla mniejszych rolników takich jak ja, to jedyna możliwość sprzedaży plonów - dodaje rolnik.

Plantatorzy warzyw stracą znacznie więcej niż sadownicy
W. Borczyński, tak jak większość rolników w Piekarach uprawia warzywa na kilkuhektarowym areale ziemi.
- W zeszłym roku posadziłem na areale 6 hektarów ziemi klasy II i III ogórki, kapustę wczesną, paprykę oraz cebulę. Obawiałem się, że tamten sezon może być równie ciężki jak poprzedni ze względu na niesprzyjającą pogodę. Jednak wbrew moim obawom zaczął się znakomicie ze względu na wysoką średnią temperaturę pod koniec kwietnia, w maju i w czerwcu oraz opady deszczu, które mimo iż, czasami były dosyć intensywne nie spowodowały większych szkód na polach – wspomina plantator.

Borczyński mówi, że rośliny rozwijały się znakomicie i gdyby nie zakaz dostaw warzyw na rynek rosyjski zarobiłby na sprzedaży całkiem niezłe pieniądze.   
 - Niestety, to embargo spowodowało także znaczne obniżki cen, co boleśnie odczuli plantatorzy gospodarujący na mniejszych areałach upraw. Straty są bardzo duże i nawet przywrócenie możliwości eksportu na wschód w tym roku nie zrekompensuje już szkód - żali się plantator.

Takich poszkodowanych w wyniku zawirowań politycznych rolników żyjacych ze sprzedaży swoich plonów jest bardzo wielu.
- Jest bardzo prawdopodobne, że na skutek tych zawirowań, w żaden sposób nie związanych z polskimi warzywami oraz niewielkiej pomocy ze strony rządu wobec  potężnych strat jakie ponieśli plantatorzy i którzy musieli zniszczyć dużą część swoich plonów, wielu z nich jeszcze bardziej ograniczy w przyszłym sezonie powierzchnię upraw lub zrezygnuje z uprawy warzyw. Alternatywą dla dużej części z nich jest zasilenie armii pobierających zasiłek dla bezrobotnych – dodaje W. Borczyński.

Autor: Tomasz Kodłubański