logo swiatrolnika.info
Portal rolniczy, porady dla rolnika, informacje agro
Autor: Paweł Jaworski 2020-03-24 06:08:00

Żywność w Polsce zabezpieczona. Andrzej Gantner o łańcuchu dostaw

żywność

Żywność z podstawowego koszyka jest zabezpieczona krajową produkcją? O problemach związanych z obrotem towarowym z krajami trzecimi opowie w rozmowie z Pawłem Jaworskim, Andrzej Gantner Dyrektor Generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności Związek Pracodawców.

Żywność może zdrożeć? Czy obawy Polaków o sytuację, w której zabraknie jedzenia są uzasadnione?

Obawy Polaków o to, że zabraknie żywności są zupełnie są nieuzasadnione. Polska jest potężnym producentem żywności, szóstym w Europie. Pamiętajmy, że tak naprawę 30 proc. całej produkcji eksportujemy. Jeżeli doliczymy moce przetwórcze w zakładach, czyli podniesiemy średnio o ok. 20 proc. do poziomu maksymalnego oraz przy ograniczeniu eksportu, to widzimy obraz, w którym żywność jest w Polsce zabezpieczona. Przynajmniej jeśli chodzi o produkcję.
Oczywiście mogą być obawy jak rozwinie się epidemia i zostaną zerwane łańcuchy np. dystrybucji, logistyki żywności, ograniczenia funkcjonowania sklepów. Można się obawiać, że nie będziemy mieli, o każdej porze dnia i nocy, produkty do których akurat jesteśmy przyzwyczajeni. Wszystko wskazuje na to, że żywność z podstawowego koszyka produktów, na których najbardziej nam zależy, t.j. mięso, różne przetwory, pieczywo, makarony, pasze, przetwory owocowo-warzywne, warzywa - tego absolutnie nie powinno zabraknąć.

Jednak w pewnych sklepach żywność jest ograniczona. To jest jeden z tych czynników, które nakręcają tą spiralę niepewności.

Warto zauważyć, że braki tych towarów są chwilowe. Przy tak olbrzymim, jednorazowym popycie, nasze kanały dystrybucji nie były gotowe na aż taki skok zapotrzebowania, te towary są sukcesywnie uzupełniane. Część ludzi widzi, że to wszystko co kupili jednego dnia, drugiego dnia już na półce się pojawiło. Problemem jest kanał dystrybucji, który nie jest w stanie nadążyć za popytem w tej chwili. Z drugiej strony ten wzmożony popyt jest niczym nieusprawiedliwiony, więc te zapasy, które zgromadzimy teraz, wcześniej czy później będziemy musieli zacząć jeść.

Czytaj także: Koronawirus w rolnictwie – trudna sytuacja na europejskich rynkach

Transportowana żywność ma gdzieś swoje wąskie gardło. Gdzie leży problem w łańcuchu dostaw?

Warto sobie też zobrazować jedną rzecz. Przy normalnym popycie konsumenckim, wyobraźmy sobie, że trzy sklepy są obsługiwane przez jeden samochód, który dowozi towary. W tej chwili mamy taką sytuację, że występuje okresowe wzmożenie popytu. W związku z tym, żeby już zaopatrzyć z powrotem te sklepy na takim samym poziomie, nie wystarczy jeden samochód, tylko przynajmniej trzy, a kierowców ubywa. To jest ta przyczyna opóźnień. To samo dotyczy innych miejsc, gdzie kumuluje się żywność. W tej chwili nie ma żadnych sygnałów, żeby zakład przetwórczy w Polsce wstrzymał swoją produkcję, wręcz przeciwnie. Ta produkcja jest wręcz zwiększana.

Czy w związku z zaistniałą sytuacją, zakłady przetwórstwa spożywczego będą wprowadzać jakieś szczególne zmiany? Żywność będzie dodatkowo zabezpieczana?

Zakłady przetwórstwa spożywczego to zakłady o podwyższonym rygorze higienicznym i to co teraz dla nas wydaje się nowością, czapeczki, maseczki, rękawiczki, stroje ochronne, maty ochronne, ograniczone strefy kontaktu – to wszystko w zakładach przetwórczych funkcjonuje i to nie jest związane z koronawirusem. Takie są wymogi produkcji żywności.

Oczywiście zakłady przetwórcze również w trosce o pracowników wprowadzają dodatkowe rygory. Każdy z zakładów mierzy temperaturę pracownikom, którzy wchodzą do zakładu, właśnie po to, by nagle nie okazało się, że cała zmiana musi być poddana kwarantannie. Stanowczo ograniczono możliwość kontaktu osób z zewnątrz, z tymi co są w zakładzie. Wydzielono specjalne strefy dotyczące przewozu surowców. To wszystko w trosce o pracowników.

Czy zauważa Pan jakieś tendencje wynikające z tego zagrożenia epidemiologicznego?

Były sygnały od tych firm, które eksportują do Włoch, np. wołowinę, że jest problem, ponieważ tam faktycznie doszło do załamania się systemu. Włoscy odbiorcy nie za bardzo myślą w tej chwili o imporcie, tylko zajmują się głównie obsługą swojego rynku. To wynika z utrudnień zamknięcia całych terenów czy utrudnień w przejazdach przez granicę. Firmy, które były wyspecjalizowane w dostawie produktów w branżach HoReCa, czyli hotele i restauracje, i eksportowały żywność, mogą w tym momencie zanotować bardzo poważny spadek popytu.

Z drugiej strony, załamanie się eksportu włoskiej żywności, powoduje, że Polska notuje np. większe zapotrzebowanie np. na makaron. Jesteśmy znaczącym producentem makaronu, o czym może mało konsumentów wie. Większość makaronu na polskich półkach jest krajowej produkcji.

Na tym tle, inne kraje wspólnoty radzą sobie równie dobrze?

Jeśli chodzi o żywność w koszyku podstawowym t.j. mięso, mleko, przetwory, owoce krajowe, jesteśmy praktycznie samowystarczalni, czyli mamy nadwyżkę eksportu nad importem. Nie mówię tutaj o krewetkach czy ośmiorniczkach. Za to inne kraje t.j. Wielka Brytania czy Czechy, które muszą importować dużą ilość produktów. Import tam sięga to nawet 50 proc. całego zapotrzebowania na żywność.

Opublikował:
Paweł Jaworski
Author: Paweł Jaworski
O Autorze

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.