Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Kaptan twitter swiatrolnika.info youtube swiatrolnika.info
Autor: Mateusz Chrząszcz 05-12-2021 07:01:39

Polskie firmy inwestują za granicą, by bronić się przed inflacją

Polskie firmy

Polskie firmy muszą reagować na największe od 21 lat wzrosty inflacji. Część z nich postanowiła przejmować zagraniczne podmioty.

Zgodnie z nowymi danymi GUS inflacja w listopadzie wyniosła 7,7 proc. To wynik nienotowany od 21 lat. Wzrosty cen trapią też inne europejskie gospodarki. W październiku ceny w całej UE były wyższe o 4,4 proc. r/r, co jest najwyższym odczytem od co najmniej 1997 roku, od kiedy Eurostat podaje dane.

Inflacja zmienia obraz gospodarczy

Dynamiczny wzrost cen i zerwane w pandemii łańcuchy dostaw przekładają się na utrudnienia w działalności tej części gospodarki, jaką są polskie firmy. Jednym ze sposobów na ich ograniczenie może być międzynarodowa ekspansja. – Część polskich firm dostrzegła dla siebie duże możliwości przejmowania zagranicznych podmiotów albo rozwijania się za granicą właśnie dzięki temu, że na niektórych rynkach sytuacja nie zmienia się aż tak dynamicznie – mówi Maciej Bałabanow z Funduszu Ekspansji Zagranicznej PFR TFI.

Aktualna sytuacja rynkowa, która charakteryzuje się przede wszystkim wzrostem cen, przekłada się na działalność wszystkich firm w polskiej i światowej gospodarce. Istotny jest też fakt, że te ceny nie wszędzie rosną równomiernie. Dla przykładu w Europie – m.in. z powodu kryzysu energetycznego, z którym mamy aktualnie do czynienia – rosną bardziej dynamicznie niż w Azji. To z kolei oznacza, że dywersyfikacja geograficzna umożliwia przedsiębiorstwom dostęp do czynników produkcji w tych regionach, gdzie ceny przynajmniej chwilowo są jeszcze niższe – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Maciej Bałabanow, dyrektor zarządzający Funduszem Ekspansji Zagranicznej w PFR TFI.

Październik był kolejnym miesiącem rekordowo wysokiej inflacji. Spośród 32 krajów europejskich (w tym również UE i strefy euro ogółem) w 27 inflacja przekroczyła 3 proc., a w 11 była wyższa niż 5 proc. W całej UE ceny były wyższe o 4,4 proc. r/r, co jest najwyższym odczytem, odkąd Eurostat zaczął raportować dane o inflacji – pokazuje ekspertyza opracowana przez zespół analityczny Polskiego Funduszu Rozwoju. Wynika z niej również, że wzrost kosztów i zakłócenia w łańcuchu dostaw negatywnie odbijają się na wynikach badań koniunktury gospodarczej. Wprawdzie w każdym z państw wskaźnik PMI przemysłu przekroczył w październiku 50 pkt, ale ogółem w strefie euro i całej UE był nieznacznie niższy niż we wrześniu.

Perspektywy dotyczące dalszych wzrostów cen mają dwa filary. Pierwszy to czynnik okresowy, wynikający m.in. z mniejszej dostępności nośników energii w Europie, który pewnie minie w średnim okresie. Natomiast drugi filar to czynniki trwałe, które mają związek właśnie z modyfikacją światowej gospodarki w kierunku niskoemisyjnym, zmniejszającym wpływ na środowisko – mówi ekspert.

Polskie firmy inwestują w Europie, która też ma problemy

W Europie, oprócz historycznie wysokich cen gazu, do galopujących cen najmocniej przyczyniająPolskie firmy 02 się rosnące koszty uprawnień do emisji CO2 w unijnym systemie ETS. Wzrosły one z 25 euro za tonę CO2 jeszcze na początku 2020 roku do około 75 euro obecnie. Przez niedobory gazu rosną także ceny tego surowca, co sumarycznie przekłada się na wyższe ceny energii i wzrost cen produkcji w wielu branżach. Odczuwają go również przedsiębiorstwa w Polsce. Jednocześnie w ramach walki ze skutkami pandemii wszystkie państwa przyjęły plany odbudowy gospodarki, które zakładają wzrost inwestycji, co z kolei powoduje zwiększony popyt na materiały i usługi oraz wzrost ich cen. Z kolei w wymiarze globalnym przyspiesza produkcja mocy z energii odnawialnej, co generuje wzrost inwestycji w infrastrukturę i napędza m.in. wzrost cen stali.

W sytuacji rosnących cen znalazło się wiele branż, a polskie firmy radzą sobie z nimi na różne sposoby. Część z nich przenosi ten wzrost na odbiorców końcowych i nawet czerpie z tego korzyści – pod warunkiem, że nie przekłada się to na istotne obniżenie końcowego popytu. Z drugiej strony są sektory, w których obecna sytuacja wpływa na spadek marż, co jest spowodowane na przykład tym, że mają one podpisane kontrakty bez klauzuli indeksacji cen.

Ekspert ocenia, że w nadchodzącym czasie wzrost cen niekoniecznie wyhamuje, choć nie dotyczy to wszystkich produktów i branż. Tanieć będą te materiały, których ceny zostały tylko przejściowo zakłócone przez pandemię COVID-19 i czynniki jednorazowe.

Ten wzrost cen i zerwane łańcuchy dostaw przekładają się na trudniejsze warunki działania i ekspansji firm – mówi dyrektor zarządzający Funduszem Ekspansji Zagranicznej w PFR TFI. – Widzimy jednak, że wszystkie firmy, które już wcześniej zdecydowały się na ekspansję, teraz korzystają z jej dobrodziejstw, np. dzięki dostępowi do tańszych czynników produkcji i możliwości korzystania z tańszych materiałów za granicą. Dodatkowo firmy działające za granicą mają dostęp do technologii, które często są tańsze w wytwórstwie albo pozwalają na osiągnięcie pewnych oszczędności. To sumarycznie powoduje, że ich produkty mogą być tańsze dla końcowego konsumenta.

Jak podkreśla ekspert, zaletą ekspansji zagranicznej jest możliwość dywersyfikacji źródeł dostawców. Wieloletnie relacje zagraniczne pomagają też w zabezpieczeniu łańcuchów dostaw i mogą ograniczać szoki cenowe, z którymi ostatnio borykały się m.in. branża hutnicza i przedsiębiorstwa bazujące na dostępie do mikroprocesorów. W tym drugim przypadku producenci elektroniki czy pojazdów dotkliwie przekonali się, jak istotne są relacje zagraniczne dla utrzymania ciągłości produkcji. Niedobór podaży mikroprocesorów skłonił wiele firm do zadbania o bardziej odporne łańcuchy dostaw i rozwijania bezpośrednich relacji m.in. z producentami półprzewodników.

Każdy moment na ekspansję zagraniczną jest dobry, co wynika z faktu, że żyjemy w gospodarce, która dynamicznie się zmienia. Mamy bardzo wiele niepewności, która otwiera też nowe możliwości inwestycyjne – mówi Maciej Bałabanow.

Statystyki polskiej ekspansji

Statystyki pokazują, że polskie firmy są coraz bardziej zainteresowane zagraniczną ekspansją – nie tylko eksportową, ale i kapitałową. Mimo spowolnienia gospodarczego również w ubiegłym roku wartość bezpośrednich inwestycji za granicą była wysoka i wyniosła 5 mld zł (wobec 7,1 mld zł w 2019 roku). Z badania przeprowadzonego przez ICAN Institute wśród firm obecnych na rynkach zagranicznych wynika, że trzy czwarte z nich w dobie pandemii odnotowało wzrost sprzedaży lub jej stabilizację za granicą. Prawie połowa podkreśliła, że ich biznes na innych rynkach rozwijał się w tym czasie lepiej niż w Polsce. 35 proc. deklarowało, że weszło na co najmniej jeden rynek zagraniczny.

Właśnie w tych momentach, kiedy gospodarka dynamicznie się zmienia, pojawiają się możliwości inwestycyjne, dobre lokaty za granicą. Trzeba jednak zwrócić uwagę na fundamenty sukcesu ekspansji zagranicznej, czyli m.in. mieć bardzo dobry zespół menedżerski, dobrze przemyślany kierunek ekspansji, jak również strategię oraz plan taktyczny tej ekspansji – mówi ekspert PFR TFI.

Fundusz Ekspansji Zagranicznej to jedyny tego typu instrument w Polsce, który współinwestuje z rodzimymi przedsiębiorstwami poza granicami kraju, zarówno w formie brownfield, czyli przejmowaniu zagranicznych spółek, jak i greenfield, czyli tworzeniu nowych zakładów, np. fabryk od zera. Firmy, które planują taki rodzaj ekspansji, mogą się ubiegać o współfinansowanie funduszu sięgające nawet kilkunastu milionów euro, a dodatkową korzyścią jest rozłożenie ryzyka związanego z wejściem na całkiem nowy rynek. Od początku działalności w 2016 roku fundusz podpisał kilkanaście umów inwestycyjnych. Wśród niedawnych inwestycji są m.in. współfinansowanie rozbudowy portfela hoteli White Olive w Grecji przez Rainbow Tours czy pożyczka dla spółki Victoria Dom w celu rozwoju działalności deweloperskiej na rynku niemieckim.

Czytaj również: Polski Ład wypycha polskie firmy do Czech. Masowy exodus!

Newseria/fot.pixabay

Opublikował:
Mateusz Chrząszcz
Author: Mateusz Chrząszcz
O Autorze
Absolwent Gospodarki Przestrzennej Uniwersytetu Łódzkiego. Obronił pracę magisterską na temat „Planowanie przestrzenne w państwie minimum”. Obszarem jego zainteresowań są polityka Polski po 1989 roku oraz szeroko pojęta gospodarka. Prywatnie miłośnik motoryzacji oraz zwiedzania obszarów wielkomiejskich.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora


Autor: Michał Rybka 28-01-2022 17:00:00

PAIH: Chiny stwarzają ogromny potencjał rozwoju polskim firmom

Szef biura zagranicznego PAIH w Szanghaju mówi, że Azja staje się motorem wzrostu gospodarczego w XXI wieku, a Chiny to główny partner Polski w tym regionie.

Szef tegoż biura, Andrzej Juchniewicz jest zdania, że chiński rynek stwarza ogromny potencjał rozwoju polskim firmom. Takiego rodzaju ekspansja wiąże się jednak z szeregiem barier, niuansów i formalności, przez co nie jest tak łatwa jak prowadzenie działalności w obrębie UE. Rodzime przedsiębiorstwa nie powinny jednak rezygnować z ekspansji w Chinach, która może przynieść duże korzyści, zwłaszcza firmom z sektora spożywczego, kosmetycznego czy branży nowych technologii.

Wartość wymiany handlowej między Polską a Chinami idzie w górę

Chiny są już drugą największą gospodarką świata. Stają się w pewien sposób języczkiem u wagi – mówi agencji Newseria Biznes Andrzej Juchniewicz, kierownik biura Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (PAIH) w Szanghaju. – Sektory, w których widzimy największe możliwości dla polskiego eksportu, to przede wszystkim branża spożywcza i kosmetyczna, które już w tej chwili dość dobrze radzą sobie na chińskim rynku. To też automotive, hi-tech i technologie. Z całą pewnością produkty, które mają pewną markę, renomę i mieszczą się w kategorii FMCG, można sprzedawać do tej szeroko rozumianej klasy średniej w Chinach” – mówi szef biura w Szanghaju.

Według danych, które podał chiński urząd celny, w 2021 roku wyraźnie wzrosła wartość wymiany handlowej między Polską i Chinami i przekroczyła już 42 mld dol. (wzrost o 35,7 proc. r/r). Tradycyjnie główny udział miał w niej import z Chin do Polski – jego wartość wyniosła 36,6 mld dol. i była wyższa o prawie 37 proc. r/r. Z kolei polskie firmy sprzedały do Państwa Środka towary i usługi warte 5,5 mld dol., czyli o 28,3 proc. więcej niż jeszcze rok wcześniej. To zaś przełożyło się na rekordowy deficyt w bilansie handlowym, który przekroczył 31 mld dol. (wobec 22,4 mld dol. w 2020 roku).

“Co roku widzimy wzrosty polskiego eksportu do Chin. Jednak wejście na tamtejszy rynek pociąga za sobą pewne problemy. Polskie firmy zazwyczaj nie mają pod ręką informacji dotyczących chińskiego rynku, nawiązanej współpracy z chińskimi firmami, zwykle nie mają też własnego teamu osobowego, który jest zaznajomiony z rynkami azjatyckimi. Nie ma co oczekiwać, że w ciągu dwóch czy trzech miesięcy zrobię biznes z Chińczykami, ale trzeba myśleć długofalowo, że to raczej będzie perspektywa roku, dwóch, póki pojawią się we współpracy większe wolumeny eksportowe” – mówi Andrzej Juchniewicz.paih2 28.01

PAIH wymienia czynniki utrudniające ekspansje na rynki w Azji

Wśród barier w ekspansji na chiński rynek eksperci wymieniają nie tylko odległość i związane z tym utrudnienia w logistyce, lecz także m.in. różnice kulturowe, które sprawiają, że rozpoczęcie działalności na chińskim rynku nie należy do najłatwiejszych. Wiąże się ono także z koniecznością dopełnienia szeregu formalnych procedur, które chińskie władze stawiają dla zagranicznych produktów.

“Jeżeli firma rzeczywiście ma potencjał i myśli perspektywicznie o ekspansji, to na pewno bierze pod uwagę rynek chiński. Jednak on gra według swoich zasad. To nie wygląda tak jak w Unii Europejskiej, gdzie podniesiemy słuchawkę, wyślemy maila, znajdziemy klienta w Niemczech, we Włoszech czy Francji i będzie można szybko, bez papierkowej roboty, rozpocząć eksport. Niestety eksport poza Unię Europejską – zwłaszcza do krajów takich jak Chiny, gdzie wielu producentów musi być precertyfikowanych, produkty muszą być sprawdzone, certyfikowane i dopuszczone na rynek – jest trudniejszy, co powoduje, że wolumen tego eksportu nie jest aż tak znaczący jak w przypadku krajów ościennych i innych państw UE” – wyjaśnia kierownik biura PAIH w Szanghaju.

Polskim przedsiębiorcom często umykają też niuanse tamtejszego rynku, które mogą utrudnić im start. Dlatego ekspansję warto zaplanować w szczegółach, z wyprzedzeniem i już na etapie przygotowań dokładnie zapoznać się m.in. z wymaganymi procedurami i formalnościami, certyfikacją czy kwestiami dotyczącymi ochrony znaków towarowych i patentów.

Początkowe ryzyko biznesowe zaprocentuje w przyszłości

“Ważne jest przede wszystkim przygotowanie do tego rynku. Jeżeli mamy produkt bądź usługę, trzeba sprawdzić, czy wymagana jest certyfikacja tego produktu albo całego zakładu. To wszystko są przygotowania przed pierwszym eksportem. Dodatkowa kwestia to rejestracja znaków towarowych i patentów na miejscu, w Chinach, żeby być w pełni chronionym przy współpracy z chińskimi klientami i partnerami” – mówi Andrzej Juchniewicz.

Co istotne, rozpoczęcie ekspansji na tak dużym rynku jak Chiny niejednokrotnie wiąże się z koniecznością posiadania w strukturach firmy dedykowanego zespołu i środków finansowych na pokrycie wszystkich początkowych kosztów. Firmy, które zdecydują się na taki krok, mogą ubiegać się o wsparcie PAIH, która – jako część Grupy Polskiego Funduszu Rozwoju – oferuje szereg bezpłatnych narzędzi pomocowych.

“Mamy w tej chwili dwa biura handlowe: w Szanghaju oraz na zachodzie Chin w Chengdu. Po pierwsze, dokonujemy weryfikacji potencjalnych partnerów na miejscu, mamy dostęp do bazy rejestrowej firm działających na chińskim rynku. Jeżeli kontaktuje się z nami polski przedsiębiorca, oferujący usługę czy produkt, możemy go wesprzeć w znalezieniu potencjalnego dystrybutora. W kwestiach prawnych – dotyczących np. ochrony znaków towarowych – możemy z kolei pokierować do odpowiednich usługodawców. Dodatkowo już po kontakcie z potencjalnym dystrybutorem, możemy wesprzeć polskiego przedsiębiorcę w negocjacjach umowy. Jeżeli dochodzi do sporu na tle umowy, jako instytucja możemy wesprzeć negocjacje oraz mediacje z obydwu stron” – mówi ekspert PAIH.

PAIH prowadzi także cykl bezpłatnych szkoleń „Twoja marka w Chinach. Cykl praktycznych wykładów”. Najbliższe webinarium dotyczące rejestracji znaku towarowego odbędzie się 3 lutego.

Czytaj także: Coraz więcej polskich firm postrzega Chiny jako perspektywiczny rynek zbytu

źródła:Newseria/ fot. pixabay.com


Autor: Sebastian Wroniewski 26-01-2022 22:00:00

Żywność ekologiczna jest coraz lepiej dostępna, nawet w dyskontach

Jak tłumaczy Łukasz Gębka, właściciel i prezes Farmy Świętokrzyskiej, również żywność ekologiczna była pod wpływem niepokoju spowodowanego pandemią i inflacją.

Klienci szukali oszczędności, ale jednocześnie zwiększała się dostępność produktów bio, głównie dzięki rozszerzaniu oferty w dyskontach. Bardziej powszechna stawała się też wiedza o produktach ekologicznych. W efekcie rynek odnotował wzrost o ok. 10%. Rosła sprzedaż online, jak i stacjonarna. W 2021 roku Farma Świętokrzyska, by sprostać oczekiwaniom rynku, obniżyła ceny produktów o 20-30%, co było możliwe m.in. dzięki zwiększeniu ich podaży, optymalizacji działań produkcyjnych i automatyzacji procesów. W 2022 roku wzrost będzie kontynuowany. Na sile zyska trend zastępowania produktów mięsnych w diecie żywnością wegańską i wegetariańską. 

Żywność ekologiczna łatwiej dostępna

Rynek żywności ekologicznej w Polsce rośnie systematycznie od kilku lat, a żywność ekologiczna jest coraz lepiej dostępna. Obecnie, dzięki rozwojowi sprzedaży w dyskontach, znacznie wzrosła dostępność takich produktów. To jeden z głównych trendów, które obserwowaliśmy w 2021 roku. Jeszcze parę lat temu, by kupić jedzenie bio, trzeba było wybrać się do specjalistycznego sklepu. Dziś mamy je „pod ręką”, w ulubionych sieciach Polaków, takich jak np. Lidl, Carrefour. W efekcie w minionym roku rynek urósł o ok. 10%. Wzrost byłby wyższy, gdyby nie przedłużająca się pandemia i rosnąca inflacja. Konsumenci żywności ekologicznej mają dużą świadomość jej wartości i aż 67% z nich jest w stanie zapłacić więcej za produkty bio, co wskazuje nasz raport „Trendy w ekozakupach Polaków”. Jednak w aktualnych warunkach znaczenie ceny rośnie. Coraz więcej osób poszukuje oszczędności, choć nie chcą rezygnować ze zdrowego jedzenia. Dlatego w 2021 zwiększaliśmy dystrybucję i podaż naszych produktów, obniżając ich ceny o 20-30%. Dzięki poszerzaniu sprzedaży nasze koszty stałe miały mniejszy wpływ na cenę pojedynczego produktu.  

Wzrost sprzedaży produktów ekologicznych był widoczny zarówno w kanale stacjonarnym, jak i online. W porównaniu do 2020 roku, gdy odnotowaliśmy wzrost sprzedaży w sklepie internetowym o ponad 100%, w minionym roku kanał online rósł wolniej. Jednak w odniesieniu do 2019 roku, czyli czasów sprzed pandemii, w zeszłym roku w naszym sklepie biozfarmy.pl osiągnęliśmy wzrost o 200%. Dużym powodzeniem cieszyły się niepasteryzowane kiszonki oraz świeże warzywa i owoce. Obserwujemy również szybki rozwój segmentu gotowych produktów, np. dań obiadowych.

Żywność ekologiczna ma świetlaną przyszłość?

W 2022 roku rynek żywności ekologicznej w PolsceZywnosc ekologiczna bio 02 czeka dalszy rozwój. Jednym z niewielu pozytywnych skutków pandemii jest rosnący nacisk na zdrowy styl życia, którego ważnym elementem jest odpowiednia dieta. Dzięki zwiększonej dostępności jedzenia bio, rośnie świadomość jego zalet i różnic w porównaniu do żywności konwencjonalnej. Coraz większa jest też wiedza na temat korzyści zdrowotnych i sposobów zastępowania mięsa w diecie produktami roślinnymi. W efekcie w najbliższych miesiącach wzrośnie sprzedaż produktów wegańskich i wegetariańskich. Z pewnością zobaczymy również rozwój segmentu roślinnych dań gotowych, który napędzać będzie potrzeba zdrowej diety oraz wciąż szybkie tempo życia. Dalej rozwijać się będzie sprzedaż e-commerce. Widzimy, że klienci, którzy raz zdecydują się na zamówienie produktów spożywczych przez internet, chętnie takie zakupy ponawiają. 

Farma Świętokrzyska to jedna z największych polskich firm oferujących ekologiczne warzywa, owoce oraz przetwory, prowadząca certyfikowane ekologiczne gospodarstwo rolne. Firma, która powstała w 2002 roku, aktualnie na 348 hektarach uprawia ponad 30 rodzajów ekologicznych warzyw i owoców. We własnej przetwórni produkuje obecnie ponad 70 produktów bio, bazujących na zdrowych, autorskich recepturach. Farma Świętokrzyska współpracuje zarówno z dużymi sieciami handlowymi, jak i odbiorcami hurtowymi i detalicznymi. Swoje produkty oferuje również we własnym sklepie internetowym BIOzFarmy.pl.

Czytaj też: Eksperci: Zerowy VAT na żywność nie przełoży się na duże obniżki cen

farmaswietokrzyska.pl/fot.pixabay


Autor: Monika Faber 26-01-2022 16:30:48

Andrzej Gantner: Polskę czeka fala upadłości producentów żywności

Andrzej Gantner, dyrektor generalny iPolskiej Federacji Producentów Żywności, prognozuje, że problemy producentów żywności będą skutkowały ich upadłością.

Wysokie ceny prądu i gazu, podwyżki cen surowców i obniżka VAT – te wyzwania spędzają sen z powiek wielu producentów żywności. Jeszcze przed tymi rynkowymi zawirowaniami wiele sektorów, np. branża mięsna, zmagało się z niską albo wręcz ujemną rentownością. Firmy alarmują, że nie będą w stanie pokryć bardzo gwałtownie rosnących kosztów wzrostem cen produktów. ,,Wtedy część producentów znajdzie się w bardzo poważnych tarapatach i być może czeka nas pewna fala upadłości zakładów przetwórczych” – prognozuje Andrzej Gantner, dyrektor generalny i wiceprezes Polskiej Federacji Producentów Żywności.

Gantner: Część przedsiębiorstw zacznie przynosić trwałe straty

,,Kondycja sektora przetwórczego nie jest niestety dobra, ponieważ on nie operuje na marżach rzędu 100, 200, 300 proc. W niektórych kategoriach, chociażby mleko i jego przetwory, mięso i jego przetwory, owoce i warzywa, operuje on relatywnie na niewielkich marżach, rzędu 2, 3, 4 proc. A branża mięsna właściwie co jakiś czas zmaga się wręcz z ujemną rentownością. Jeżeli teraz nałożymy na to bardzo wysoki wzrost kosztów produkcji, surowca i pracy, to myślę, że możemy mieć bardzo poważny problem. Część przedsiębiorstw zacznie przynosić relatywnie trwałe straty” – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Gantner.

W wielu przypadkach jedynym wyjściem będzie przerzucenie wyższych kosztów produkcji na cenę produktu, co boleśnie odczują konsumenci w swoich portfelach. Już dane GUS za grudzień 2021 roku pokazują skalę podwyżek – ceny żywności były o 8,6 proc. wyższe niż przed rokiem. W kilku kategoriach produktów wzrosty są jednak znacząco wyższe. Za mięso drobiowe trzeba płacić o 30 proc. więcej, za wołowe – 19 proc. Cukier zdrożał o 22 proc., tłuszcze roślinne o 24,5 proc., a zwierzęce o 18,6 proc. Dwucyfrowo wzrosły także ceny innych podstawowych produktów, takich jak pieczywo (14,3 proc.), jaja (11,5) czy warzywa (11,6). Zdaniem eksperta w tych wzrostach nie widać jeszcze podwyżki producentów, tylko samego handlu.

,,Podwyżki prądu i gazu, z jakimi mamy w tej chwili do czynienia, są tak wysokie, że żaden przedsiębiorca nie mógł ich zaplanować ani ująć w żadnym rozsądnym biznesplanie. W skrajnych przypadkach mogą powodować, że część przedsiębiorstw nie będzie w stanie podnieść aż tak wysoko cen swoich produktów, chociażby ze względu na skalę produkcji i konkurencję na rynku. To już sygnalizuje część mniejszych przedsiębiorców” – mówi dyrektor generalny PFPŻ.

Tarcza Antyinflacyjna nie jest lekarstwem

Poza tym przed wzrostem cen żywności konsumentówGantner Andrzej 02 mają chronić zmiany w podatku VAT, które wejdą w życie 1 lutego. Tarcza antyinflacyjna zakłada, że produkty opodatkowane dziś 5-proc. stawką od przyszłego miesiąca będą objęte stawką 0 proc. Wśród nich są mięso, ryby, produkty mleczarskie, wyroby piekarnicze, warzywa, owoce i produkty spożywcze dla niemowląt. Prezes Urzędu Ochrony i Konsumentów Tomasz Chróstny zapowiedział już monitorowanie cen po wprowadzeniu zmian. W czwartek spotkał się w tej sprawie z przedstawicielami sieci handlowych i organizacji handlu, w przyszłym tygodniu zamierza spotkać się z producentami i dostawcami. Inspekcje rozpoczną się także w przyszłym tygodniu. Za negatywne praktyki firmom grozi kara do 10 proc. obrotu.

Nawet jednak producenci, którzy będą mogli rekompensować wyższe koszty podwyżką cen, muszą uzbroić się w cierpliwość.

,,W handlu nie jest tak, że przedsiębiorca produkujący żywność pstryknie i nagle ma wyższe ceny w handlu detalicznym. Trzeba mieć pieniądze, żeby takie wysokie wzrosty kosztów pokryć. Może się okazać, że część małych firm, szczególnie tych z mniejszą zasobnością portfela, z mniejszą poduszką finansową, lub firm, które dużo zainwestowały, mają duże kredyty, których koszt notabene też rośnie, może tego nie wytrzymać i możemy mieć do czynienia z całkiem sporą liczbą upadłości już w I kwartale. Efektem tego mogą być niedobory niektórych produktów na rynku, a to również podbija inflację” – podkreśla Andrzej Gantner.

Gantner: Trudno dać jakąś receptę na powstrzymanie wzrostu kosztów

PGNiG od ubiegłego tygodnia stosuje w cenniku biznesowym 25- proc. upust stawek. Ma on obowiązywać do końca lutego br. Rząd pracuje też nad rekompensatami za wyższe koszty dla branż energochłonnych.

,,Trudno teraz wymagać, żeby państwo zaczęło nagle dotować wszystko i wszystkich, bo właściwie do tego musiałoby się to sprowadzić. Żeby koszt gazu w przedsiębiorstwie nie wzrósł o 800 proc., to ktoś musiałby za to zapłacić. W ekonomii nie ma darmowych lunchów, więc albo zapłacimy my jako konsumenci w cenie, albo zapłaci przedsiębiorca i poniesie stratę, bo nie uzyska pokrycia kosztu, albo zapłaci państwo. Ale pamiętajmy, że jeżeli zapłaci państwo, to tak naprawdę zapłacimy my jako konsumenci” – mówi wiceprezes PFPŻ.

Jak podkreśla, część obserwowanych podwyżek cen żywności to pokłosie sytuacji na światowych rynkach, np. przerwanych łańcuchów dostaw. Przykładowo w ciągu ostatniego roku ceny kawy na giełdach wzrosły o 91 proc., rzepaku – o 61 proc. Cukier kosztuje 16 proc. więcej, podobnie jak mleko i pszenica.

,,W tej chwili trudno dać jakąś receptę na powstrzymanie wzrostu kosztów, ponieważ te błędy systemowe, które wiążą się z łańcuchem produkcji żywności, chociażby brakiem rolniczych giełd spółdzielczych, brakiem nowoczesnego handlu surowcami rolnymi, brakiem nowoczesnych linii energetycznych i wielu innych braków, to właściwie jest to recepta na spiralę inflacyjną. Tym bardziej jeśli nałożymy na to potężną biurokrację, która niszczy polskie przedsiębiorstwa i która powoduje potężne koszty, bardzo duży bałagan legislacyjny i niestabilność prawa, a także ciągle pojawiające się nowe podatki i opłaty. To nie jest recepta na zduszenie inflacji” – podsumowuje Andrzej Gantner.

Czytaj też: Andrzej Gantner: Szczyt cen żywności dopiero przed nami

Newseria/fot.screen yt,CEO MAGAZYN POLSKA – TV/fot.newseria

BULT SMOGOWICZE

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.