Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Kaptan twitter swiatrolnika.info youtube swiatrolnika.info
Autor: Sebastian Wroniewski 24-11-2021 13:00:56

Boom na CBD – czy Polska ma szansę stać się potentatem konopnym?

CBD

Europejski rynek produktów z CBD przeżywa dynamiczny rozkwit – według prognoz, w 2030 roku może osiągnąć wartość bagatela 8,7 mld euro.

W świetnej formie jest również polski rynek, na co wpływ mają m.in. idealne położenie geograficzne czy wciąż rozwijająca się przez rodzimych producentów oferta. Polska już dziś jest jednym z szybciej rozwijających się rynków na świecie. Według raportu „The Poland Cannabis White Paper” sprzedaż nad Wisłą może sięgnąć w 2028 roku nawet 2 mld euro. Czy dla polskich producentów oznacza to realną szansę na podbicie europejskiego rynku?

Rynek CBD w Polsce

O tym, jak może wyglądać przyszłość polskiego rynku produktów CBD oraz jak dziś prezentują się ceny oraz jakość rodzimych produktów na tle zagranicznej konkurencji mówi Damian Olędzki, założyciel marki HempKing, polskiego producenta wyrobów na bazie konopi siewnych.

Społeczna świadomość na temat CBD zwiększa się niemalże z miesiąca na miesiąc, efektem czego jest szturm na polskie sklepy konopne. Potwierdzają to dane portalu ceneo.pl. Według nich, sprzedaż olejków na początku 2021 roku była aż o 80,6% wyższa niż 12 miesięcy wcześniej. To pokazuje, z jak dynamicznym wzrostem mamy do czynienia. Ważne z perspektywy konsumenta jest również to, że polscy producenci olejków konopnych są w stanie zaproponować taki produkt, który nie tylko zachowuje odpowiednią, najwyższą jakość, ale również stanowi realną, cenową konkurencję dla wyrobu z zagranicy. To wszystko w połączeniu ze świetnym położeniem geograficznym oraz ogromną tradycją, która sięga czasów nawet prasłowiańskich sprawia, że Polska ma szansę mocno wzmocnić swoją pozycję na europejskim rynku konopnym.

– mówi Damian Olędzki.

Ponad 80% dorosłych Europejczyków korzystających z CBD deklaruje, że cena produktu ma największy wpływ na ich decyzję zakupową. Jak okazuje się, ceny olejków w Polsce są zbliżone do tych, które panują na obcych rynkach. Świetnie widać to na przykładzie olejku o zawartości 500 mg, czyli 5% CBD. W Polsce, koszt takiego preparatu oscyluje w granicach 80-150 złotych za pojemność 10 ml. W Wielkiej Brytanii, która jest jednym z najszybciej rozwijających się rynków CBD w Europie, a olejki są dostępne tam nawet w drogeriach i supermarketach, tego typu produkty można nabyć za ok. 30£. W Niemczech ich cena wynosi średnio 30€, a we Francji koszt zakupu to mniej więcej 20€.

Pokazuje to, że zakup na zagranicznych stronach nie jest opłacalny dla polskich konsumentów. Nad Wisłą jesteśmy w stanie wytwarzać dobre produkty w przystępnej cenie, które swoją jakością nie odbiegają od zagranicznej konkurencji. Ba! Często są bardziej jakościowe i dużo dokładniej sprawdzane. Nieprzypadkowo zatem wielu klientów zagranicznych – również detalicznych – chętnie sięga po polskie preparaty CBD. W naszym przedsiębiorstwie tworzyliśmy już produkty dla kontrahentów z Wielkiej Brytanii, Czech, Holandii, Niemiec oraz Hiszpanii. Na tym jednak nie chcemy się zatrzymywać. Nasze plany podboju europejskiego oraz światowego rynku są dużo większe.

– dodaje.

Polskie prawo rzuca kłody pod nogi

Cena produktu – choć ważna – nie powinna stanowićCBD głównego wyznacznika jakości. Poszukując odpowiedniego produktu konopnego, konsument powinien przede wszystkim sprawdzić jego skład, zweryfikować badania jakimi dysponuje producent oraz zasięgnąć opinii na temat dostawcy, np. korzystając z platform typu Trustpilot, w których klienci dzielą się swoimi opiniami nt. produktu dopiero po jego zakupie. Cały złożony proces produkcyjny, w tym pozyskanie odpowiednich atestów oraz pozwoleń na uprawę, wykorzystanie certyfikowanych nasion ze sprawdzonych źródeł, odpowiednie wysuszenie oraz odziarnianie surowca, zbiory, ekstrakcja CO2 oraz przygotowanie ekstraktu do sprzedaży, automatycznie podwyższa cenę produktów. Nie bez znaczenia pozostaje także szereg badań każdej partii produktu - zarówno zawartości aktywnych substancji, takich jak kannabinoidy oraz terpeny, jak i przede wszystkim poziomu zanieczyszczeń surowca. Niestety konopie są niezwykle podatne na przenikanie pestycydów oraz metali ciężkich. Ma to jednak dwie strony medalu. Konopie zasadzone na sztucznie nawożonym wcześniej polu, na którym znajdowały się wcześniej środki ochrony roślin oczywiście nie nadają się do dalszej obróbki. Dzięki temu jednak, że konopie świetnie “wyciągają brudy” z gleby, potrafią oczyścić i przygotować ziemię pod przyszłe plantacje. Na etapie produkcji, niezwykle ważne są również badania mikrobiologiczne - na zawartość szkodliwych dla zdrowia grzybów, pleśni, enterobakterii czy bakterii grupy coli. Mimo złożonych procesów produkcyjnych, Polscy wytwórcy udowadniają, że możliwe jest zachowanie świetnej jakości przy rozsądnej cenie.

Rynek CBD bardzo mocno się rozwija, w związku z czym niestety znajdują się firmy, które chcą zarobić na niewiedzy konsumentów. Szczególnie widać to przy sprzedaży tzw. izolatów. Warto pamiętać, że nie każdy z nich to zły produkt. Te, które powstały na bazie tylko wyizolowanego CBD są odpowiednie dla osób, które z różnych względów nie mogą pozwolić sobie na olejki o pełnym spektrum fitoskładników. W tym przypadku jednak, niezwykle często zdarzają się nieuczciwe praktyki. Mowa tu m.in. o sprzedaży izolatów jako preparaty full spectrum, co jest silnym wprowadzeniem klienta w błąd. Izolaty - w przeciwieństwie do olejków full spectrum - nie zawierają dodatkowych kannabinoidów, flawonoidów, terpenów czy fenoli, a co za tym idzie nie mogą zagwarantować pełnych właściwości odżywczych oraz zdrowotnych. Efekt “entourage” będący swoistą synergią pomiędzy kannabinoidami, terpenami i flawonoidami możliwy jest jedynie w przypadku olejków full spectrum.

– opisuje Olędzki.

W branży konopnej zdarzają się również sytuacje związane z fałszowaniem badań oraz certyfikatów. Niestety niezwykle często sprzedawcy posługują się badaniami wykonanymi jedynie dla jednej partii produktu. Takie sytuacje wprowadzają klientów w błąd i psują opinię o rzetelnych producentach i produktach wysokiej jakości.

Nie ma co do tego wątpliwości, że głównym utrudnieniem rozwoju polskiej branży konopnej jest zbyt niski poziom dopuszczalnej zawartości THC w konopiach włóknistych w porównaniu do innych państw europejskich. Gdy w Polsce trwa debata nad podniesieniem poziomu THC z 0,2% do 0.3%, Czesi we wrześniu tego roku przegłosowali zwiększenie limitu THC w konopiach włóknistych do 1%. Co ciekawe, we Włoszech limit THC wynosi 0.6%, a w Szwajcarii 1%. Dostosowanie dopuszczalnego poziomu THC do innych krajów Europejskich mogłoby znacząco zwiększyć konkurencyjność polskich producentów, szczególnie na rynku spożywczym, kosmetycznym i suplementów diety.

– dodaje.

Inne problemy na rynku

Innym, znaczącym problemem, który powoduje wiele zamieszania i komplikacji są bardzo niejasne przepisy dotyczące uprawy, przetwórstwa i handlu wyrobami konopnymi. W związku z tym, każda firma działająca w biznesie lub chcąca wejść w branżę konopną, powinna na stałe związać się z kancelarią prawną, która kontrolując wszelkie zmiany legislacyjne, może okazać się naprawdę dużym wsparciem. Czas, który przedsiębiorcy poświęciliby na czytanie i interpretację tych przepisów, mogą wówczas przeznaczyć na rozwój swojego biznesu poza granicami Polski. 

Chciałbym dodać jednak, że aktualnie zauważamy dużo bardziej pozytywne podejście urzędników do branży konopnej, niż miało to miejsce 4 lata temu. Niezwykle optymistyczny jest fakt, że jednostki kontrolujące takie jak sanepid, policja czy urząd celno-skarbowy mają zdecydowanie większą świadomość. Urzędnicy coraz częściej zauważają, że konopie siewne mogą być ogromnym wsparciem dla zdrowia, a często ich bliscy używają produktów konopnych i bardzo je sobie chwalą. W związku z tym są bardziej przychylni dla nas, jako producentów i nie traktują nas na starcie jak „przestępców”. Zdarza się również, że dopingują i doradzają podczas kontroli. Jest to bardzo ważny sygnał, pokazujący, że podejście do produktów konopnych oraz świadomość na ich temat w Polsce zmienia się na lepsze. 

– zwraca uwagę Olędzki.

Na sam koniec warto pamiętać o tym, że rynek konopny nie opiera się jedynie na produktach z CBD. W raporcie PRM na temat rozwoju rynku HoReCa, napoje i żywność z dodatkiem konopi zostały umieszczone na pierwszych dwóch miejscach najbardziej wartych obserwowania trendów konsumenckich[5]. Podobną popularnością cieszą się kosmetyki, które w swoim składzie zawierają substancje pochodzące z konopi. Śmiało można założyć zatem, że pomimo wciąż niesprzyjającej sytuacji prawnej, prawdziwa, polska „konopna rewolucja” dopiero przed nami. Dynamicznie rosnąca sprzedaż, zwiększenie dostępności produktów oraz coraz większa świadomość społeczna potwierdzają niezwykle pozytywne prognozy dla rynku, w związku z czym polscy producenci mają wszelkie predyspozycje do tego, żeby podbić wiele rynków na całym świecie.

– dodaje.

Czytaj też: Olejki CBD dla słoni? Innowacyjny projekt w warszawskim ZOO

Newseria/fot.pixabay

Opublikował:
Sebastian Wroniewski
Author: Sebastian Wroniewski
O Autorze
Wychowany w małym mieście nieopodal Warszawy. Od dziecka pasjonat natury i rolnictwa. Po kilkuletniej przygodzie z dużym miastem powrócił w rodzinne strony, by oddać się pisaniu na bliskie mu tematy. W wolnych chwilach podróżuje po Polsce i świecie.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora


Autor: Emilia Gromczak 25-01-2022 22:00:17

Eksport pszenicy z Polski do krajów poza UE odnotował gwałtowne spadki

Polski eksport pszenicy poza kraje UE w połowie tego sezonu odnotował gwałtowne spadki. Spadek ogólnego eksportu ziarna jest równy 37 % r/r.

Polska wyeksportowała poza UE w tym sezonie (od 1 lipca 2021 r. do 9 stycznia 2022 r.) tylko 1,06 mln ton zbóż w porównaniu do 1,67 mln ton w ciągu 28 tygodni sezonu 2020/21. Wynika z tego, że spadek eksportu ziarna wynosi aż 37 % r/r. Pszenica zanotowała jeszcze większe spadki. Eksport poza kraje UE wyniósł w tym sezonie 850 tys. t. Jest to o 43 % gorszy wynik niż rok temu. 

Spadek sprzedaży ziarna poza UE

Według danych Komisji Europejskiej polski eksport zbóż poza UE wyniósł w tym sezonie 1,06 mln t. Oznacza to spadek naszego eksportu ziarna aż o 37% r/r. Jeszcze gorzej mają się dane dot. pszenicy. Eksport pszenicy do krajów poza UE wyniósł dotychczasowo 850 tys. ton. Jest to wynik gorszy o 43% niż przed rokiem. 

Spadł polski eksport pszenicy poza kraje UE eksport pszenicy UE

Polski eksport pszenicy poza kraje UE drastycznie zmalał. Dotychczasowo wyniósł on 850 tys. ton, co w porównaniu z ubiegłym rokiem oznacza spadek o 43%. 

Dane KE pokazują, że kraje UE wyeksportowały w pierwszych dwóch tygodniach stycznia tylko 130 tys. ton pszenicy. Od początku lipca 2021 (początek sezonu 2021/22) do 16-go stycznia 2022 było to 15,32 mln ton pszenicy miękkiej, czyli ciągle o ponad 5% więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego sezonu.

W rankingu eksporterów Francja wyprzedza teraz minimalnie Rumunię, osiągając udział w całym eksporcie pszenicy miękkiej na poziomie 27,1% (4,15 mln ton) w porównaniu do 26,7% (4,08 mln ton) w przypadku Rumunii. Kolejne 1,96 mln ton wyeksportowały Niemcy i 1,66 mln ton Bułgaria. Polska z wynikiem 0,85 mln ton (5,6% udział) wyprzedzana jest jeszcze minimalnie przez Litwę i Łotwę.

Największym odbiorcą unijnej pszenicy w I połowie sezonu jest Algieria, która kupiła 5,55 mln t tego zboża.

Sprawdź również: Ceny pszenicy osiągnęły nowe rekordowe poziomy w Europie

ewgt.com.pl/fot.pixabay.com


Autor: Polska Agencja Prasowa 25-01-2022 11:00:00

"Rz": Spółka ze stratami zapłaci wyższe podatki niż dochodowa firma

Jak alarmuje dziennik "Rzeczpospolita", przez Polski Ład, nierentowne spółki zapłacą wyższe podatki niż te, które osiągają dochody i dobrze sobie radzą.

"Polski Ład zmienia warunki prowadzenia biznesu w wielu obszarach. Trudny rok czeka nie tylko podatników PIT, ale też CIT. Spółki, które nie osiągną określonej rentowności, zapłacą po zakończeniu 2022 r. nowy podatek minimalny. To rozwiązanie, które miało być batem na podatkowych oszustów, uderzy w firmy prowadzące zwykłą działalność" – czytamy w dzienniku.

Nowe podatki dla nierentownych spółek

"Rzeczpospolita" wskazuje, że spółki zapłacą nowe podatki w dwóch przypadkach.

"Po pierwsze, jeśli poniosą straty. A po drugie, gdy ich dochody będą niższe niż 1 proc. przychodów" – zaznaczy gazeta.

"To szkodliwa regulacja. W praktyce może objąć nawet małych podatników CIT i będzie dodatkowym obciążeniem w czasie trwającej wciąż pandemii" – mówi w "Rz" Przemysław Pruszyński z Konfederacji Lewiatan.

Według dziennika nowy podatek może dotknąć spółki z branży handlowej, które mają niską rentowność.

"Przykładowo, w handlu dobrami szybkozbywalnymi, jak np. żywność i kosmetyki, wynosi ona średnio 0,7 proc." – czytamy.

Nieuczciwe przepisy

"Nową daninę zapłaci np. spółka, która ma Polski Lad podatki 02roczne przychody 100 mln zł i dochód 900 tys. zł, czyli rentowność poniżej 1 proc. CIT od dochodu 900 tys. zł wyniesie 171 tys. zł. Tymczasem podatek minimalny – w dużym uproszczeniu – ok. 400 tys. zł. By tego uniknąć, wiele firm będzie się starało podwyższyć marże, co przyczyni się do wzrostu inflacji. Przepisy przewidują też mechanizm zapobiegający podwójnemu opodatkowaniu tych samych dochodów. Od CIT minimalnego będzie można odliczyć kwotę klasycznego podatku, obliczonego według zasad ogólnych" – podaje dziennik.

Podatki minimalne nie uderzą m.in. w nowe spółki w roku rozpoczęcia działalności i dwóch kolejnych. Przewidziano też wyłączenie dla spółek, które jako pojedyncza firma mają słabe wyniki, ale należą do grupy zachowującej określony poziom rentowności. Jednak w praktyce może być trudno z niego skorzystać. Grzegorz Kujawski, doradca podatkowy i partner w KNDP, zwraca uwagę, że chodzi o grupy, w których spółka dominująca ma dokładnie 75 proc. udziałów w spółkach zależnych. Tymczasem powinno to być ”co najmniej 75 proc".

Czytaj też: Morawiecki o Polskim Ładzie: Bierzemy na siebie odpowiedzialność za pomyłki

PAP/fot.KPRM


Autor: Polska Agencja Prasowa 25-01-2022 08:01:15

MF: Płatnik powinien wyliczać zaliczki na podatek dochodowy na dwa sposoby

Płatnik na podstawie rozporządzenia o przedłużeniu terminów powinien wyliczać zaliczki na podatek dochodowy na dwa sposoby – na nowych i starych zasadach.

Ministerstwo Finansów opublikowało w piątek na swoich stronach internetowych objaśnienia, dotyczące stosowania rozporządzenia z dnia 7 stycznia 2022 r. w sprawie przedłużenia terminów poboru i przekazania przez niektórych płatników zaliczek na podatek dochodowy od osób fizycznych. Jak zaznaczono, rozporządzenie dotyczy przychodów wypłacanych przez płatników będących zakładami pracy, organami rentowymi oraz zleceniodawcami. Ma ono zastosowanie, gdy miesięczne przychody uzyskane przez podatnika za pośrednictwem płatnika nie przekroczą 12 800 zł.

Zaliczki na podatek dochodowy na nowych i starych zasadach

„Rozporządzenie przedłuża termin poboru i przekazania zaliczek na podatek dochodowy od osób fizycznych w określonej części, która jest wyznaczana poprzez porównanie zaliczek na podatek obliczonych według dwóch metod: według zasad obowiązujących w 2022 r., tj. po wejściu w życie Polskiego Ładu (…) oraz według zasad obowiązujących w 2021 r. (…)” – podano w objaśnieniach MF.

Jak stwierdzono w objaśnieniach, zaliczki na podatek dochodowy obliczone na zasadach obowiązujących w 2022 r. powinny uwzględniać koszty uzyskania przychodów (chyba, że podatnik zrezygnował z ich stosowania, składając płatnikowi wniosek), ulgi (np. składki na ubezpieczenia społeczne w części finansowanej przez podatnika, ulgi dla klasy średniej, chyba że podatnik zrezygnował z jej stosowania) i zwolnienia (w tym: „ulgi dla rodzin 4+”, „ulgi na powrót” czy „ulgi dla seniora”, o ile podatnik zawnioskował o ich stosowanie przez płatnika), a także przy zastosowaniu parametrów nowej skali podatkowej (ze stawkami 17 proc. i 32 proc., progiem dochodu w kwocie 120 000 zł oraz 1/12 kwoty zmniejszającej podatek w wysokości 425 zł – o ile płatnik jest uprawniony do jej odliczania).

Z kolei, według MF, obliczona przez płatnika na zasadach obowiązujących w 2021 r. powinna uwzględniać koszty uzyskania przychodów (chyba, że podatnik zrezygnował z ich stosowania składając płatnikowi wniosek), składki na ubezpieczenia społeczne w części finansowanej przez podatnika, a także przy zastosowaniu parametrów skali podatkowej z 2021 r. (ze stawkami 17 proc. i 32 proc., z progiem dochodu w kwocie 85 528 zł oraz 1/12 kwoty zmniejszającej podatek w wysokości 43,76 zł, o ile płatnik jest uprawniony na moment obliczania zaliczki do jej odliczania), a także pomniejszoną o kwotę składki zdrowotnej podlegającej odliczeniu od podatku (7,75 proc. podstawy wymiaru tej składki). Resort przypomniał, że należy pamiętać, że kwota zmniejszająca podatek w wysokości 43,76 zł stosowana była o ile dochody pracownika (licząc od początku roku) nie przekroczyły 85 528 zł i tę zasadę również należy uwzględniać.

Resort dodał także, że jeśli pracownik np. w styczniu podjął decyzję o „wycofaniu PIT-2”, to uwzględnia się to przy liczeniu zaliczek na oba sposoby. A więc także według zasad z 2021 r. płatnik musi uwzględnić, że podatnik poinformował go o rezygnacji z odliczania od zaliczki na podatek 1/12 kwoty zmniejszającej podatek (43,76 zł).

„Płatnik, obliczając zaliczki na podatek dochodowy na dwa sposoby, stosuje stan faktyczny występujący u konkretnego podatnika na dzień obliczania zaliczki w 2022 r.” – zaznaczył resort w objaśnieniach.
„Jeżeli zaliczka z Polskiego Ładu przewyższa zaliczkę obliczoną na starych zasadach, powstaje nadwyżka, która podlega odroczeniu w czasie. Płatnik pobiera od podatnika zaliczkę niższą, czyli obliczoną na starych zasadach. Odroczenie nadwyżki trwa aż do miesiąca, w którym z porównania wysokości zaliczek obliczonych na dwa sposoby okaże się, że powstanie ujemna różnica, czyli zaliczka z Polskiego Ładu okaże się niższa od zaliczki obliczonej na starych zasadach. Wówczas płatnik pobiera od podatnika zaliczkę z Polskiego Ładu oraz nadwyżkę z poprzednich miesięcy, ale nie więcej niż do kwoty zaliczki obliczonej na starych zasadach” – napisano w resortowych objaśnieniach.

Resort finansów przedstawia przykłady dot. wyliczania zaliczek

MF zaznaczyło, że jeżeli nie pobrano w całości kwoty odroczonej nadwyżki, zaliczki na podatek dochodowy odroczenie tej części nadwyżki przedłuża się na kolejne miesiące, w których wystąpi ujemna różnica.
Resort finansów przedstawił kilka przykładów, dotyczących wyliczania zaliczek. I tak w jednym z nich jest mowa o sytuacji, w której w porównania zaliczek miesięcznych za wrzesień 2022 r. obliczonych na dwa sposoby wynika, że zaliczka z Polskiego Ładu (400 zł) jest niższa od zaliczki na podatek dochodowy na starych zasadach (700 zł), zatem wystąpiła ujemna różnica w kwocie 300 zł. Nadwyżka z poprzednich miesięcy wynosi 740 zł.

„We wrześniu, czyli w miesiącu, w którym wystąpiła ujemna różnica płatnik pobiera zaliczkę z Polskiego Ładu w wysokości 400 zł i nadwyżkę z poprzednich miesięcy, ale nie więcej niż wynosi zaliczka obliczona na starych zasadach, czyli 700 zł. Oznacza to, że może uwzględnić jedynie 300 zł nadwyżki z poprzednich miesięcy, a pozostałą kwotę nadwyżki (440 zł, czyli 740 zł– 300 zł) pobierze w następnych miesiącach, w których wystąpi kolejna ujemna różnica” – podano w wyjaśnieniach MF.

Inny przykład dotyczy podatnika, który oprócz umowy o pracę zawarł z pracodawcą umowę zlecenia. W jednym miesiącu uzyskał łącznie 14 000 zł, z czego z umowy o pracę 8 000 zł a z umowy zlecenia 6 000 zł, co oznacza, że łączny przychód przekroczył kwotę, której dotyczy rozporządzenie. Jednak według MF, mimo tego rozporządzenie ma zastosowanie.

„Przychód ze stosunku pracy i przychód z umowy zlecenia stanowią dwa różne źródła, z odrębnym limitem przychodów z rozporządzenia. Nie ma przy tym znaczenia fakt, że obie umowy zostały zawarte z tym samym płatnikiem. Zatem płatnik stosuje rozporządzenie, gdyż przychody z obydwu umów liczone odrębnie nie przekraczają limitu 12 800 zł” – podano w objaśnieniach MF.

W kolejnym przykładzie ujemna różnica po raz pierwszy u podatnika wystąpiła we wrześniu i w tym miesiącu płatnik miał możliwość pobrania części nadwyżki z poprzednich miesięcy. Pozostała nadwyżka, która nie mogła być pobrana we wrześniu przeszła na kolejne miesiące. Jednak w październiku podatnik otrzymał wynagrodzenie za pracę i nagrodę jubileuszową, łącznie w kwocie 13 200 zł. Na dodatek – według przykładu - płatnik od wynagrodzenia (7 000 zł) wypłaconego 10 października pobrał zaliczkę, zgodnie z rozporządzeniem, w tym pobrał część nierozliczonej we wrześniu nadwyżki, gdyż powstała ujemna różnica. Według resortu, w tym przypadku rozporządzenie nie ma zastosowania.

„Skoro miesięczny przychód ze stosunku pracy (bo nagroda jubileuszowa też jest przychodem z tego źródła) przekroczył miesięczny limit z rozporządzenia, to oznacza, że rozporządzenia nie stosuje się przy obliczaniu miesięcznej zaliczki. W konsekwencji, nie pobiera się też nierozliczonej we wrześniu części nadwyżki. Należy ponownie obliczyć zaliczkę od całego przychodu z października według Polskiego Ładu. Od tak obliczonej zaliczki miesięcznej należy odjąć wcześniej pobraną zaliczkę (przed jej zwiększeniem o część nierozliczonej we wrześniu nadwyżki) i różnicę przekazać do urzędu skarbowego. Część nierozliczonej nadwyżki z września przechodzi na kolejne miesiące, w których wystąpi ujemna różnica” – wyjaśniło MF.

Nowe przepisy w związku z wprowadzeniem Polskiego Ładu

W następnym przykładzie MF płatnik przestał stosować u podatnika rozporządzenie od 1 sierpnia 2022 r., gdyż pod koniec lipca podatnik „wycofał” od pracodawcy PIT-2 i złożył mu wniosek o nie przedłużanie terminów poboru i przekazania zaliczek na podatek ze stosunku pracy. Jednak w czerwcu, w którym pierwszy raz wystąpiła ujemna różnica, płatnik zaczął pobierać nadwyżkę z poprzednich miesięcy. W lipcu nie mógł już tego zrobić, gdyż podatnik uzyskał przychód ze stosunku pracy w wysokości 13 700 zł, tj. przekraczającej limit z rozporządzenia.

„Podatnik miał prawo zrezygnować ze stosowania rozporządzenia, skoro zrezygnował z odliczania przez płatnika 1/12 kwoty zmniejszającej podatek. Zatem od sierpnia płatnik będzie pobierał od podatnika zaliczki na podatek dochodowy według Polskiego Ładu. W tej sytuacji nadwyżki nierozliczone przez płatnika zostaną rozliczone przez podatnika w zeznaniu rocznym” – wyjaśniło Ministerstwo Finansów.

Z wyjaśnienia MF wynika również, że jeśli płatnik nie jest w stanie pobrać nadwyżki od podatnika do końca roku, bo kwota przychodu, z której nadwyżka może być pobrana (np. 200 zł) jest niższa od nadwyżki ( np. 1000 zł), to nie oznacza, że płatnik jest zobowiązany do potrącenia z wynagrodzenia lub pobrania w inny sposób niepobranej wcześniej części zaliczki. Rozporządzenie „dopuszcza” pobór niepobranej części zaliczki tylko w sytuacji wystąpienia ujemnej różnicy. W przypadku niepobrania nadwyżki zaliczki do końca roku lub rozwiązania umowy o pracę płatnik nie będzie obowiązany do jej poboru.

Ostatecznie kwoty niepobrane zostaną rozliczone przez podatnika w zeznaniu za 2022 r.

Czytaj też: Nowe zasady rozliczania zaliczek na podatek dochodowy

PAP/fot.pixabay

BULT SMOGOWICZE

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.