Logo Świat Rolnika


Światrolnika.tv

13 luty 2017

Jak organizacje ekologiczne manipulują opinią publiczną?

Manipulacje, zakłamanie rzeczywistego obrazu, sfabrykowane zdjęcia i materiały filmowe ukazywane w gazetach i portalach słynących z braku rzetelności, podburzanie opinii publicznej, brak możliwości konfrontacji z przeciwną stroną i przekaz opinii tylko jednej strony. Wreszcie lobbowanie wśród parlamentarzystów… To najczęstsze metody działań organizacji ekologicznych w Polsce ukierunkowanych na rzekomą ochronę zwierząt.

Ostatnimi czasy organizacje prozwierzęce wzmożyły kampanię dotyczącą ochrony praw zwierząt w Polsce. Ich główne działania skupiają się na branży futrzarskiej, będącej specjalną dziedziną rolnictwa, która przynosi ogromne zyski dzięki wysokiej światowej pozycji. Pewna fundacja i stowarzyszenie tak mocno skupiły się na likwidacji branży futrzarskiej, że pomijają krzywdę innych gatunków zwierząt, niekoniecznie hodowlanych, które potrzebują prawdziwej pomocy, choćby z uwagi na fakt, że zima trwa w najlepsze, a te zwierzęta nie mają schronienia przed mrozem.

Dla zwiększenia zasięgu przekazu, organizacje ekologiczne posługują się osobami znanymi ze świata show biznesu, stanowiącymi swoiste autorytety dla opinii publicznej. Ich celem jest wykreowanie poglądu ukierunkowanego na likwidację branży futerkowej w Polsce. Najciekawsze w tym jest to, że często te „autorytety” najzwyczajniej nie wiedzą, o czym mówią, choćby ze względu na to, że nigdy nie były na jakiejkolwiek przemysłowej fermie zwierząt futerkowych. Nie znają także aktów prawnych, które regulują branżę futerkową w Polsce. Przypominamy, że jest to ok. 10 ustaw, w tym aż cztery Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Są to: Ustawa o nawozach i nawożeniu, Ustawa o ochronie zdrowia zwierząt i chorób zakaźnych zwierząt, Ustawa o organizacji hodowli i rozrodzie zwierząt oraz Ustawa o ochronie zwierząt. Do tej ostatniej z takim naciskiem organizacje ekologiczne chcą wprowadzić zapis o zakazie hodowli zwierząt na futra. Ponadto branżę futrzarską pośrednio regulują m.in. Ustawa o ochronie środowiska, Ustawa o planowanym zagospodarowaniu przestrzennym, czy Ustawa dotycząca prawa budowlanego. Portal swiatrolnika.info poprosił o opinię znaną aktorkę, Maję Ostaszewską, która podczas dyskusji przyznała, że nie miała okazji zobaczyć, jak funkcjonuje przemysłowa ferma norek w Polsce!

Ja osobiście jestem całym sercem przeciwna hodowli zwierząt na futra – mówi na początku rozmowy aktorka. - Wierzę, że są tacy hodowcy, którzy w tym wypadku [okaleczenia zwierzęcia, przyp.red.] są w stanie zawołać weterynarza i starać się pomóc tym zwierzętom, tylko dla mnie w ogóle taka hodowla... Ja to samo uważam o chowie przemysłowym innych zwierząt. To jak traktowane są świnie w chowie przemysłowym, jest dla mnie tak skrajnie nieetyczne. To nie ma nic wspólnego z tym, co działo się przed laty, że ta świnia jednak w ciągu całego swojego życia mogła wybiegać na podwórko, chodzić po łące. We mnie nie ma w ogóle akceptacji dla znęcania się nad zwierzętami dla zysków materialnych – dodaje.

 

 Organizacje ekologiczne często swoje działania motywują nieludzkim cierpieniem zwierząt na fermach, zarzucają hodowcom, że pozwalają na to, by między zwierzętami dochodziło do pogryzień, kanibalizmu czy chorób, co oczywiście nie jest prawdą. Hodowcy przemysłowi muszą dbać o wysoką jakość swoim ferm i dobrostanu zwierząt, gdyż od tego zależy jakość futra, które pozyskają. Współczucie organizacji ekologicznych oraz ich autorytetów obejmuje zwierzęta, ale już nie ludzi, którzy wraz z likwidacją ferm, mogą zostać pozbawieni środków do życia.

 

To nie jest moją rolą, żeby szykować programy przekwalifikowania się. (…) Wydaje mi się, że jeżeli koszty etyczne są tak wielkie, to trzeba zapewnić tym ludziom przebranżowienie – odpowiada Maja Ostaszewska na pytanie dotyczące ludzi, którzy są zatrudnieni zarówno pośrednio, jak i bezpośrednio w branży futrzarskiej.

 

W sytuacji, gdy mamy merytoryczny przekaz poparty badaniami naukowymi nad hodowlami, danymi statystycznymi oraz danymi liczbowymi, ale przede wszystkim doświadczeniem w branży przeciwko emocjonalnemu przekazowi autorytetów, które nigdy na fermach nie były, ciężko jest polemizować:

 

Jestem świeżo po wizycie w Muzeum II Wojny Światowej i tam też w obozach pracy, już nie wspomnę o obozach koncentracyjnych, pracowali jacyś ludzie. To jest drastyczne porównanie, ja absolutnie nie porównuję pracowników ferm, często oni nie mają innego wyjścia, są zmuszeni do pracy tam, natomiast wydaje mi się, że ważniejsze jest zapewnić im przebranżowienie, niż utrzymywać te fermy – mówi Ostaszewska.

 

Innym autorytetem, na który powołują się organizacje ekologiczne, jest prof. Wojciech Pisula z Instytutu Psychologii Polskiej Akademii Nauk, z którym również udało nam się porozmawiać. Pan profesor stosuje barwne porównania. W jednym z nich prof. Pisula nie omieszkał porównać hodowców zwierząt futerkowych do producentów dziecięcej pornografii, bo jak stwierdził w wywiadzie dla swiatrolnika.info

 

By poruszyć emocje potrzebne są ostre porównania, ponieważ przy poszukiwaniu etycznych argumentów potrzebne są emocjonalne bodźce.

 

Potwierdza to tezę, że obrońcy praw zwierząt nie bazują na logicznych i merytorycznych argumentach, tylko właśnie na skrajnych emocjach.

 

Bardzo dochodową gałęzią produkcji jest produkcja broni, to jest bardzo dochodowe, a mimo to uznajemy, że broni nie eksportujemy wszędzie. Są bardzo istotne ograniczenia w uzyskiwaniu przychodów z produkcji broni i trzeba się pogodzić z tym, że społeczeństwa mają prawo rozstrzygać, jakie przychody akceptują jako właściwe, jakich przychodów nie akceptują jako etycznie naganneporównuje prof. Pisula.

 

Co ciekawe, prof. Wojciech Pisula nie widzi nic nagannego w tym, że stowarzyszenie Otwarte Klatki współpracuje z firmami utylizacyjnymi, którym nie jest na rękę istnienie ferm zwierząt futerkowych, skupujących odpady mięsne od producentów mięsa. Dzięki temu, ci ostatni generują zyski i w wyniku tego mogą zatrudnić więcej osób. Firmy utylizacyjne zarabiają zaś przez to o wiele milionów złotych mniej. Być może stąd naciski na likwidację branży? Gdzie w tym wszystkim jest dobro zwierząt?

 

Równie niewielką wiedzą na temat branży futrzarskiej w Polsce wykazał się zagorzały jej przeciwnik, Michał Piróg, który również nigdy nie był na fermie zwierząt futerkowych, jednak twierdzi, że doskonale wie, w jakich warunkach są hodowane zwierzęta na futra w Polsce.

Michał Piróg na antenie programu „Temat wart uwagi” dla portalu Onet.pl otwarcie przyznał, że nigdy nie był na fermie zwierząt futerkowych w Polsce. W takim wypadku nasuwa się pytanie, jakim cudem ktoś, kto nie ma pojęcia o rzeczywistym stanie ferm zwierząt futerkowych w Polsce, nie zna aktów prawnych normujących hodowlę zwierząt oraz wymogów weterynaryjno- sanitarnych, dotyczących dobrostanu zwierząt hodowlanych, może być uznawany za jakikolwiek autorytet?

 

Niestety, w Polsce zapanowała moda na kreowanie poglądów przez niekompetentne osoby, które jedyne, co posiadają, to znana twarz. Prawdziwe autorytety z dziedziny nauki, hodowli czy szeroko pojętego rolnictwa są spychane na dalszy plan, a nawet zastraszane.

Oczywiście każdy ma prawo bronić swojej racji, ale problem pojawia się w chwili, gdy podnoszone są nieprawdziwe argumenty, które mają na celu zmanipulowanie opinii publicznej. Na przykład- zdjęcia przedstawiające pokrzywdzone zwierzęta są z ferm niewiadomego pochodzenia, organizacje ekologiczne bazując na przekazie z tych patologicznych ferm, wrzucają wszystkich hodowców do jednego worka i domagają się likwidacji całej branży, nie uwzględniając pozytywnego wpływu takich hodowli na gospodarkę, czy zatrudnienie ludzi na terenach wiejskich.

 

Ponadto nigdy nie doszło do debaty z organizacjami ekologicznymi, ponieważ nigdy nie chciały się z hodowcami skonfrontować. Unikają prostowania swoich materiałów i fałszywych danych, które podają. Unikają także udzielania odpowiedzi na pytania zadawane przez dziennikarzy, którzy nie wypowiadają się negatywnie o branży.

 

Protesty mieszkańców przeciwko powstawaniu nowych ferm często są nagłaśniane poprzez manipulacje organizacji ekologicznych, które same inicjują tego typu ruchy i potęgują strach przed powstaniem nowych hodowli.

Tendencyjne programy telewizyjne czy artykuły w prasie z równie tendencyjnymi wypowiedziami przyczyniają się do kreowania fałszywego obrazu branży futrzarskiej. A przecież gdyby to, co organizacje ekologiczne próbują nam wmówić na temat hodowli zwierząt futerkowych w Polsce, było prawdą, Polska nie byłaby w stanie wyrobić sobie drugiej pozycji w Europie i trzeciej na świecie w produkcji naturalnych skór zwierząt futerkowych.

 

Reporter: Ewa Zajączkowska

Zdjęcia i montaż: Marcin Hernik/swiatrolnika.info

Fot.swiatrolnika.info

Hodowla i uprawy

Nawet jeżeli posiadasz tylko kilka kur dla własnych potrzeb, będziesz pod kontrolą lekarza weterynarii. Wszystko ...

“Pozwólcie pracować”- o tylko tyle i aż tyle proszą ludzie związani z branżą futerkową

...

W wykazie prac legislacyjnych ministra rolnictwa został umieszczony projekt rozporządzenie w sprawie zarządzenia ...

W województwie zachodniopomorskim rolnicy domagają się od myśliwych odst...

Potwierdzono wystąpienie nowych ognisk ptasiej grypy. Zaatakował on ptaki już w trzech polskich województwach. Mi...

Jeżeli jakikolwiek poseł PiS podniesie rękę za tym idiotycznym pomysłem, żeby w Polsce zakazać hodowli zwierz...

Polska jest drugim w Europie i trzecim na świecie producentem naturalnych skór zwierząt futerkowych. Od dłu...

Według badania IPSOS przeprowadzonego na 1000 osób z całej Polski 73 proc. popiera hodowlę zwierząt futerk...

Jesienią na profilach facebookowych i kontach twitterowych roi się od postów dotyczących zwierząt fu...

Hodowla zwierząt futerkowych to biznes z ogromnym potencjałem. Przedstawiamy kilka istotnych faktów dotyczą...

Nornice są jak nieproszeni goście, jednak czują się między naszymi grządkami jak u siebie w domu. Czy można me...

31 grudnia mija termin na dokonanie spisu bydła, owiec, kóz i świń przebywających w siedzibie stada, który nast...