Logo Świat Rolnika


Hodowla

Sektor drobiarski do likwidacji? Zagrożenie jest realne

To zakrawa na absurd. Doskonale prosperująca branża drobiarska stała się celem ataków aktywistów ekologicznych. Zagrożenie ograniczenia produkcji jest realne, bo w sprawę zaangażowała się duża fundacja z amerykańskiej doliny krzemowej.

Sprawa swój początek miała już kilka lat temu, kiedy to działacze prozwierzęcy rozpoczęli produkcję filmów przedstawiających empatyczne, czułe i myślące kurczęta uratowane (sic!) z hodowli drobiu. Bohaterką jednej z produkcji była kura Tosia „wdzięczna” za wyrwanie jej z rąk barbarzyńskich rolników. Tosia (Jak znalazła się w rękach ekologów?) była jednak tylko jednym z pierwszych kamyczków lawiny ataków skierowanych w serce branży drobiarskiej, jakim jest eksport.

W ostatnich dniach na polski drób otworzył się rynek chiński – największy rynek konsumencki świata. To pierwszy wielki sukces Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi u steru z Janem Krzysztofem Ardanowskim. Było to zaledwie kwestią czasu, bo polski sektor drobiarski cieszy się na świecie wielkim uznaniem. W roku 2017 w Polsce wyprodukowano 3 mln ton mięsa drobiowego, z czego 45% trafiło na eksport. To ogromny skok, zważywszy na fakt, że w roku 2004 udział eksportu w krajowej produkcji drobiu wynosił zaledwie 16%. Wartość rzeczonego eksportu to ponad 8 mld zł, co sprawia, że względem dwóch wcześniejszych lat jest to wzrost odpowiednio o 9,4% i 7,1%. Statystyki będą tylko lepsze, bo polski drób trafiać będzie teraz nie tylko do Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji czy innych dotychczasowych odbiorców, ale także do Państwa Środka. Perspektywy są zatem znakomite.

Dobra kondycja tego sektora nie umknęła jednak uwadze organizacji prozwierzęcych ze stowarzyszenia Otwarte Klatki, które jesienią ubiegłego roku otrzymało grant w wysokości 0,5 mld USD przeznaczony między innymi na „wzmocnienie całej struktury organizacyjnej Otwartych Klatek, by powiększyć nasze możliwości, np. przez zatrudnienie nowych pracowników, działania na rzecz walki o kury hodowane i zabijane na mięso”. Pieniądze popłynęły z Doliny Krzemowej, a dokładniej z Silicon Valley Community Foundation wspieranej przez Facebook. Więcej pieniędzy dla aktywistów oznacza większe zagrożenie. Takie przyszło.

Uruchomiona została nowa witryna internetowa o wdzięcznej nazwie frankenkurczak, która poza treściami ukazującymi rzekome znęcanie się nad kurami w polskich hodowlach, zawiera także e-petycję kierowaną do ministra rolnictwa i rozwoju wsi w sprawie „poprawy warunków życia kurczaków”. Do 12.07.2018 r. podpisało ją już 23 309 osób. Potencjalne nałożenie na polskich producentów drobiu kolejnych obostrzeń poskutkować może spadkiem rentowności produkcji i zapewne upadkiem najmniejszych hodowców.

W listopadzie ubiegłego roku dla laski marszałkowskiej wpłynęły dwa bliźniacze projekty nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, które poza dążeniem do likwidacji przemysłu futrzarskiego (także atakowanego przez tę organizację) wprowadzają także zakaz uboju zwierząt na potrzeby wspólnot religijnych. Niemal 10% eksportowanego z polski mięsa pozyskane zostało właśnie w systemach halal lub koszer. Potencjalne wejście w życie jednej z dwóch ustaw, byłoby ogromnym ciosem dla branży drobiarskiej, która właśnie za mięso pochodzące z uboju rytualnego otrzymuje najwyższe ceny.

Także atak aktywistów z Otwartych Klatek i Vivy! na sektor futrzarski jest niemałym ciosem dla producentów drobiu. Zgodnie z prawem Unii Europejskiej odpady poubojowe, czyli tak zwane uboczne produkty pochodzenia zwierzęcego (uppz), muszą zostać zutylizowane. Obecnie strumień przepływu pieniędzy biegnie od hodowców zwierząt futerkowych do producentów drobiu, którzy odsprzedają uppz jako paszę dla norek amerykańskich. Rokrocznie w ten sposób utylizowanych jest ponad 700 tys. ton odpadów kat. II i III, co przekłada się na zysk dla branży drobiarskiej w wysokości około 1 mld zł w skali roku. Wprost – o tyle tańsze jest mięso na sklepowych półkach. Gdyby zwierząt futerkowych zabrakło na rolniczej mapie Polski, odpady z produkcji drobiu musiałyby zostać zutylizowane w sposób konwencjonalny, czyli po prostu spalone. Spalanie wiąże się ze znacznym uszczerbkiem dla środowiska i wielkim kłopotem zapachowym dla mieszkańców, których domy znajdują się w sąsiedztwie spalarni.

Dodatkowym problemem jest narodowość kapitału. O ile hodowle zwierząt futerkowych to w ponad 90% polskie przedsiębiorstwa, o tyle polski rynek utylizacyjny „polski” jest tylko z nazwy. Ponad 95% tego sektora jest w rękach kapitału niemieckiego (w większości skupionego wokół spółki Rethmann). Częścią tego konsorcjum jest firma Saria, której przedstawiciel, jak wynika z nagrań z ukrytej kamery (Przychodzi utylizator do ekologa w serwisie YouTube) spotkał się z prezesem Otwartcyh Klatek i przyznał, że mają oni wspólny cel z „ekologami” – walkę z branżą futrzarską, czyli naturalnym konkurentem na rynku odpadów. Nie bez znaczenia pozostaje tu także wsparcie, jakiego niemieckiej organizacji SOKO Tierschutz, także aktywnie walczącej z polskim rolnictwem, udzielało Stowarzyszenie Otwarte Klatki.

Sprawą, po doniesieniach złożonych przez posłów Roberta Winnickiego i Jarosława Sachajkę, zajęły się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Centralne Biuro Antykorupcyjne, a postępowanie w tych sprawach cały czas się toczy.

Sektor drobiarski jest i będzie na cenzurowanym dopóty, dopóki nie zostaną uregulowane prawne kwestie związane z funkcjonowaniem organizacji ekologicznych. Obecny stan prawny zdejmuje z aktywistów większość odpowiedzialności za podejmowana przez nich działania. Ta kwestia jednak może zmienić się już niedalekiej przeszłości…

Należy jednak mieć się na baczności i mieć na uwadze fakt, że dwie największe organizacje prozwierzęce w Polsce, co nie jest tajemnicą, dążą do krzewienia idei wegetarianizmu, który jeśli nie wprost, narzucany jest nam poprzez zmasowane ataki wymierzone w polski sektor produkcji zwierzęcej.

Jacek Podgórski
Dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej

Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.