Logo Świat Rolnika


Hodowla

20 kwiecień 2017

O hodowcach: Byle im tylko nikt... nie przeszkadzał

O hodowli zwierząt futerkowych ostatnio jest bardzo głośno. Być może dlatego, że Polska jest w niej druga w Europie, a o najlepszych mówi się bardzo dużo.

 

Tego, że rolnictwo może się w Polsce świetnie opłacać, dowodzi przykład hodowców zwierząt futerkowych, którzy, idąc pod prąd potężnej zagranicznej konkurencji i działaniom ludzi owładniętych lewicową, pseudoekologiczną ideologią w kraju, potrafili zbudować branżę zaliczaną do narodowych czempionów eksportowych. A wszystko bez pomocy z budżetu i bez dotacji z Unii Europejskiej, czyli w oparciu o najzdrowszy model biznesowy, jaki niektórym trudno dziś sobie wyobrazić

 

pisze w ,,Naszym Dzienniku” dr Marian Szołucha, ekonomista. W artykule zatytułowanym ,,Biznes z starym, dobrym stylu” przekonuje, że siłą Polski mogą być klasyczne zasady gospodarowania, konkurencyjność pod względem ceny, ale przede wszystkim jakości wyprodukowanych towarów. A z tym polscy rolnicy radzą sobie bardzo dobrze:

 

Polacy chcą i potrafią sami na siebie zapracować, sprzedać swój towar za granicą i jeszcze uczciwie rozliczyć się z fiskusem, byle im tylko nikt – tak z zewnątrz, jak i z wewnątrz – nie przeszkadzał. Ambicja i zaradność odróżniają nas zresztą w coraz większym stopniu od wielu innych społeczeństw, także zachodnich, i stanowią o rosnącym potencjale całej gospodarki.

 

Autor zauważa też

 

Hodowla zwierząt futerkowych ma już w Polsce niemal wiekową tradycję. Bezpośrednio i pośrednio daje zatrudnienie ok. 50 tys. osób. Generuje roczne przychody w wysokości 2,4 mld zł. Prawie całość produkcji trafia za granicę (dla przykładu – w eksporcie do Kanady stanowi ponad 20 proc.). Wykorzystuje obszary o glebach najniższych klas, gdzie inna produkcja rolna jest nieopłacalna.

 

Zaś prof. dr hab. Janusz Jerzy Kuźniewicz i dr Piotr Woźniak w swojej pracy na temat możliwości wynikających z hodowli zwierząt futerkowych widzą niebagatelne korzyści dla środowiska, które przynosi ta branża

 

Chów tych zwierząt daje z jednej strony zatrudnienie wielu ludziom, a z drugiej pełni funkcję utylizatora wielu ubocznych produktów, pochodzących z rzeźni, przemysłu zbożowego i spożywczego oraz z przetwórstwa rybnego i mleczarskiego, przerabiając je na doskonałą paszę, która w efekcie daje produkt, jakim jest futro. Gdyby nie można było zagospodarować tych odpadów w żywieniu zwierząt futerkowych, trzeba by je utylizować przy dużym nakładzie energii, co wpływałoby negatywnie na zanieczyszczenie środowiska naturalnego.

 

Dr Marian Szołucha także potwierdza udział hodowli w ochronie środowiska naturalnego przez zagospodarowanie (w formie naturalnej utylizacji) setek tysięcy ton produktów ubocznych pochodzenia zwierzęcego rocznie. Twierdzi

 

Takich branż, opartych na biznesie w starym, dobrym stylu, musimy strzec jak oka w głowie!

 

Całość artykułu TU

 

Jak wyglada ferma norek? Wizyta ze swiatrolnika.info TU

 

naszdziennik.pl/enorka.info/MD/fot. enorka.info