Ekologia

Szczepan Wójcik (prezes IGR): Pseudoekologia toczy polską gospodarkę niczym rak

Minister Ardanowski wyraził się jasno – nie ma mowy o zakazie. W pełni popieram natomiast inicjatywę podnoszenia standardów prowadzenia hodowli - powiedział prezes Instytutu Gospodarki Rolnej.

Ze Szczepanem Wójcikiem, prezesem Instytutu Gospodarki Rolnej, na temat protestów aktywistów ekologicznych rozmawia Marta Wiszczycka.

Czy po wczorajszych protestach ekologów kolejny raz wróci temat wprowadzenia zakazu hodowli zwierząt na futra?

Należy odróżnić dwa podstawowe pojęcia. Ekologia jest nauką, więc – przynajmniej w znakomitej większości – osób, które protestowały przed gmachem Parlamentu ekologami nazwać nie można. Ekologia służy też dobrej sprawie. Ja tych ludzi, a w szczególności osoby zawiadujące manifestacją, nazwałbym raczej pseudoekologami. Dziś ekologia niepostrzeżenie zamienia się często w ekobiznes. Żerowanie na ludzkiej naiwności i – co gorsza – szczerej empatii stało się doskonałym sposobem na zarabianie pieniędzy. Organizacje, które firmowały pikietę – najdelikatniej mówiąc – nie należą do biednych. To jednak nie przeszkadza im w ciągłym zbieraniu pieniędzy na coraz dziwniejsze inicjatywy. Ten ekobiznes jest po prostu modny i skutecznie przyciąga lewicowe lub lewicujące środowiska.

A wracając do kwestii ustawy o ochronie zwierząt…

Minister Ardanowski wyraził się jasno – nie ma mowy o zakazie. W pełni popieram natomiast inicjatywę podnoszenia standardów prowadzenia hodowli. Resort obiecał podjęcie w tej kwestii stosownych inicjatyw legislacyjnych. Będzie to swoisty test dla aktywistów. Teraz okaże się czy rzeczywiście zależy im na ciągłej poprawie warunków dobrostanowych czy jednak na niszczeniu tego, z czego Polska może być dumna. Proszę zwrócić uwagę na pewną zależność. Rolnicy zarabiają na kreacji, na budowaniu. Słowem: dają Polakom efekty swojej ciężkiej pracy. Aktywiści zarabiają tylko na niszczeniu, na destrukcji, zatracając się w bezsensownej walce. Odnoszę wrażenie, że zabrnęło to na tyle daleko, że utracili oni kontakt z podstawowymi systemami wartości, na których wyrosła cywilizacja łacińska. Mam na myśli wartości stricte chrześcijańskie, ale także pochodne wzorce kulturowe takie jak poza lub okołoreligijne wzorowanie postaw na zasadach dekalogu. Obserwujemy dziś niepokojący proces humanizacji zwierząt i dehumanizacji człowieka. Takie hasła jak „Lepiej być zwierzęciem niż wierzącym” wprawiają mnie w osłupienie i w jakimś stopniu przerażają, ponieważ świadczą o zupełnym i szkodliwym zwrocie światopoglądowym, który dokonał się w głowach części Polaków.

Skąd wziął się ten trend?

To bardzo skomplikowany proces. Historycznie rozpoczęły go takie organizacje jak Animal Liberation Front czy Earth Liberation Front. To grupy wprost uznane przez FBI za organizacje terrorystyczne. Wiele złego zrobiła amerykańska PETA… te wzorce przenoszą się do naszego kraju a młodzież, często manipulowana, chłonie je jak gąbka. Potem obserwujemy takie sytuacje jak demolowanie sklepów z mięsem we Francji czy instalowanie materiałów wybuchowych pod ambonami myśliwskimi – to akurat sytuacja z naszego krajowego podwórka.

Protestujący wierzą jednak w głoszone przez nich hasła.

Jedno słowo: indoktrynacja. I to niezmiernie głęboko zakorzeniona. Wystarczy pokazać zdjęcie okaleczonej norki młodej osobie i nadmienić, że pochodzi ona z polskiej hodowli. Ludzie często pozbawieni są zmysłu krytycznego, więc biorą taką informację za pewnik. Niewiele osób potrafi zdobyć się na trud weryfikowania podobnych treści. Zazwyczaj okazuje się jednak, że – wracając do przykładu zdjęcia – pochodzi ono z gospodarstwa w Chinach…

W Polsce podobne sytuacje się nie zdarzają?

Ależ zdarzają się, szacowałbym jednak, że to zaledwie promil z ponad tysiąca ferm funkcjonujących w naszym kraju. Z takimi ludźmi należy walczyć, ale nikt nie ma prawa stosować w tym przypadku odpowiedzialności zbiorowej. To przejaw braku szacunku wobec ciężkiej pracy rolników. Minister, o czym mówiliśmy, zapowiedział wprowadzenie zaostrzonych kryteriów hodowli i ja tę decyzję w pełni popieram i szanuję.

Jest czego bronić? Aktywiści mówią, że branżą ma znikome znaczenie dla gospodarki…

13,5 tys. pracowników bezpośrednio zatrudnionych, kilkadziesiąt tysięcy kooperantów, drugie miejsce w Europie i trzecie na świecie pod względem ilości produkowanych skór i pierwsze pod względem jakości, kilkaset milionów wpływów do budżetu, ratunek dla obszarów byłych PGR-ów, 1,5 mld zł eksportu, 100% wskaźnik eksportu, około 1mld zł korzyści dla producentów drobiu i przetwórców ryb, 97% polskiego kapitału… rzeczywiście znikome znaczenie gospodarcze.

Skąd zatem taka rozbieżność w danych?

Trzeba zadać sobie pytanie na czym organizacje ekologiczne zarabiają. A zarabiają głównie na wpływach z 1% podatku. Im bardziej dyskredytują oni swoje cele – a tak czuje się branża hodowców zwierząt futerkowych – tym większy rozgłos nadać można prowadzonym kampaniom. Większy rozgłos to zwiększone wpływy z odpisanego podatku. To niestety logiczne, choć niemoralne. Pseudoekologia toczy polską gospodarkę niczym rak.


Polub Świat Rolnika na Facebooku i bądź na bieżąco


 

Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.