Drogi Użytkowniku,

Potrzebujemy Twojej świadomej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies. Wymaga tego od nas Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO) wchodzące w życie już 25 maja 2018 roku. Dzięki wprowadzonym zmianom będziemy jeszcze lepiej chronili Twoje dane osobowe! Poniżej wszystkie niezbędne informacje.

Administratorem danych jest Fundacja Wsparcia Rolnika Polska Ziemia z siedzibą w Warszawie przy ulicy Kolejowej 45/135, 01-210 (KRS: 0000500475)
PODMIOTY, KTÓRYM POWIERZONO PRZETWARZANIE
Zaufani partnerzy – tutaj lista

Wyrażam zgodę na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies. Zgadzam się na przetwarzanie moich danych osobowych i innych parametrów zapisywanych w plikach cookies, pozostawianych w trakcie przeglądania stron i serwisów internetowych, w celach analitycznych oraz w celach marketingowych (łącznie z profilowaniem) przez Fundację Wsparcia Rolnika Polska Ziemia i jej zaufanych partnerów.
Przetwarzanie danych osobowych odbywa się na podstawie art. 6 RODO, a jego cele to:
1. Tworzenie statystyk i dopasowanie treści stron do preferencji Użytkownika
2. Marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
3. Wykrywanie botów i nadużyć
4. Świadczenie usług drogą elektroniczną

PODSTAWY PRAWNE:

1. Świadczenie usług drogą elektroniczną – brak możliwości świadczenia usługi bez niezbędnych danych
2. Marketing, w tym profilowanie i cele analityczne – zgoda Użytkownika
3. Pozostałe – uzasadniony prawnie interes administratora danych
Podanie moich danych osobowych jest dobrowolne a podstawą ich przetwarzania jest moja zgoda. Odbiorcami danych są Google Analytics, Google Ads, Facebook, Twitter, Instagram, Youtube, Freshmail, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.
Moje dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat do czasu wykorzystania możliwości marketingowych i analizy danych potrzebnych do prowadzenia działalności gospodarczej lub do odwołania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Wycofanie zgody nie wpływa na zgodność z prawem przetwarzania, którego dokonano na podstawie zgody przed jej wycofaniem.

Jestem świadomy swoich praw:

1. Mam prawo do wycofania się z tej zgody w dowolnym terminie, a moje dane osobowe będą przetwarzane do czasu jej odwołania.
2. Mam prawo dostępu do moich danych osobowych
3. Mam prawo skorygowania niepoprawnych danych
4. Mam prawo do usunięcia informacji
5. Mam prawo do ograniczenia przetwarzania danych
6. Mam prawo do wniesienia skargi do organu nadzorującego, tj. do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych
7. Mam prawo do przenoszenia danych


Dane są wykorzystywane do profilowania marketingu za pomocą narzędzi Google Analytics, Facebook. W sytuacji wniesienia sprzeciwu wobec profilowania – prosimy skorzystać z ustawień przeglądarki.
Brak wyrażenia zgody uniemożliwi lub ograniczy dostęp do usług fundacji, może też wpłynąć na niektóre funkcjonalności strony.
Więcej o zasadach przetwarzania danych w „Polityce prywatności”

Swoją wcześniej wydana zgode możesz cofnąć klikając przycisk u dołu strony "Cofnij zgodę"
Wydarzenia

Świat rolnika

Kulig jedzie! Zje, wypije i pojedzie!

Skąd wziął się zwyczaj urządzania kuligów i czy faktycznie te dzisiejsze mają się nijak do tych organizowanych przed laty?

Któż z nas nie uczestniczył choć raz w kuligu? Sanie, sanki, mroźny powiew na twarzy, rześkie powietrze, pokrzykiwania i śmiechy, rżenie koni. A po przejażdżce ognisko, pieczone kiełbaski, rozmowy i radość powodowana wspólnym przebywaniem na świeżym powietrzu.

 

Wszyscy więc, jeśli przypadek zdarzy, możemy przyjrzeć się tym wyprawom lub nawet wziąć w nich udział: smętny konik ciągnie wówczas kilka saneczek, na których pokrzykują radośnie przyszli konsumenci kiełbasek. Jest dużo przyjemności, lecz, rzecz jasna, takie kuligi to tylko swawole w cokolwiek dziecinnych portasach i niewiele mają wspólnego ze swymi dawnymi odpowiednikami – tak opisuje w  "Kalendarzu polskim" kulig Józef Szczypka.  Nie różni się on zbytnio od tych dzisiejszych.  Jednak co Szczypka ma na myśli pisząc: niewiele mają wspólnego ze swymi dawnymi odpowiednikami?

 

No właśnie! Skąd wziął się zwyczaj urządzania kuligów i czy faktycznie te dzisiejsze maja się nijak do tych organizowanych przed laty? Przeczytajcie i sami oceńcie.

 

Była to zabawa zapewne tak dawna, jak dawno zasiały się dwory i dworki szlacheckie na równinach Wielko i Małopolski. Corocznie bowiem w zapusty, gdy sanna dopisała a młodzież nie była na wojnie, w każdej prawie okolicy czy powiecie urządzano kulig, który zastępował nieznane wówczas jeszcze zabawy karnawałowe miejskie. Sama nazwa "kulik", "kulig" powstała już przed kilku wiekami i nie jest zupełnie łatwą do wyjaśnienia. Jedni sądzili, że pochodzi od wyrazu kul, kulig znaczącego snop czegoś, a w danym razie kompanię zebranych na zabawę sąsiadów. Inni wywodzą  od czeskiego wyrazu koleg, czyli krążek a inni znowu twierdzą, że początek nazwie dała "kula" czyli "krzywuła", tj. laska zakrzywiona, jaką obsyłano niegdyś od domu do domu, zwołując wiece powiatowe, a może w danym wypadku jako hasło do kuligu  –  wyjaśnia Zygmunt Gloger w "Encyklopedii Staropolskiej".

 

Od XVI do  XIX wieku kulig był karnawałową zabawą szlachty, organizowaną w okresie od świąt Bożego Narodzenia do Środy Popielcowej. Jednak najczęściej był urządzany w ostatnim tygodniu karnawału. Jego celem była wspólna sąsiedzka zabawa. Przygotowania trwały często kilka tygodni. Plan jazdy kuligu był dokładnie przemyślany. Osoby biorące w nim udział przebierały się  na ludowo. W jego trakcie odgrywano chłopskie wesele. Odgrywane postacie to: starosta i starościna, organista i organiścina, państwo młodzi, drużbowie i druhny, żyd z żoną oraz młynarz z żoną. Nieodłączną postacią był również arlekin zapowiadający przybycie kuligu. Miał on na twarzy czarną maskę.

 

Kulig zaczynał się zwykle od rozesłania wśród uczestników kuliście zakrzywionej laski, zwanej "kulą". Był to sygnał do zbiórki, która miała miejsce w domu jednego z organizatorów lub w karczmie. Stamtąd Arlekin wyruszał w pojedynkę do gospodarza, który miał być odwiedzony jako pierwszy, by poinformować go o rychłej wizycie. Wpadał na ganek lub do pokoi dworu i krzyczał: "Ej! kulig! kulig!" lub "Kulig jedzie! Zje, wypije i pojedzie!". Następnie wracał na miejsce zbiórki i prowadził  kolorowy korowód.  Wyruszano tak, by dotrzeć do celu o zmroku. Poprzez śniegi mknęły liczne sanie, a w nich śpiewali, grali, trąbili w rogi, pokrzykiwali i śmiali się "weselnicy".

 

Ale wesele nie wyglądało na wesele. Mniej skore do żartów białogłowy nie rezygnowały oto z brylantów i soboli, sanie wyginały swe przody ozdobione wspaniałymi smokami, orłami i łabędziami, a konie o grzywach farbowanych na zielono lub czerwono mknęły w świetnie dobranych dryjach (trójkach), kwatrach (czwórkach), cugach (szóstkach) czy wreszcie najbardziej może kuligowych - szpicach (cztery konie ustawione jeden za drugim) – tak opisuje ten nietypowy korowód  Szczypka.

 

Gdy kulig dotarł na miejsce, odbywał się cały spektakl na progu odwiedzanego domostwa. Gospodarz witał "weselników", a oni  gospodarza. Po oficjalnych powitaniach udawano się, tańcząc najczęściej poloneza, do dworku, by świętować i bawić się.

 

Odbywało się jakby wielkie przedstawienie: panowie grali plebs przed panami - i tylko pito i jedzono podczas tych spektakli jak najbardziej prawdziwie, a przy tym nie wzorując się na upodobaniach chłopskich – autor "Kalendarza polskiego" w tak sposób podsumowuje całą tę zabawę.

 

W jednym miejscu niecodzienni goście przebywali od jednego do kilku dni. Gdy kulig chciał odwiedzić kolejny dwór, koło południa arlekin ruszał, by poinformować zainteresowanych o wizycie. Gdy wykonał swe zadanie wracał po "weselników" i ruszano w drogę w powiększonym składzie. Zabierano ze sobą osoby, u których ucztowano.

 

Kulig wędrował od dworu do dworu powiększając się coraz bardziej. Bawiono się tak w coraz większym gronie kilka, a nawet kilkanaście dni. Zabawa kończyła się u osoby, która zwołała kulig najczęściej we Środę Popielcową.

 


Anna Kołcon 

 

W opracowaniu tekstu pomocne były następujące pozycje:

Janusz Chojecki, Kulig, s. 2-4.

Zygmunt Gloger , Encyklopedia Staropolska, tom III, s. 117

Józef Szczypka, Kalendarz polski, s. 13-15

 

Fot. pixabay.com

Minister Ardanowski: Nie wyobrażam sobie decyzji o likwidacji hodowli zwierząt futerkowych!  ,swiat rolnika, hodowla zwierząt, polityka rolna, rolnictwo, portal rolniczy
To są wypowiedzi szanowanych przeze mnie obrońców zwierząt, którzy może inaczej widzą pewne sprawy niż środowiska...
Phil Hogan: Musimy pomagać młodym rolnikom  ,swiat rolnika, hodowla zwierząt, polityka rolna, rolnictwo, portal rolniczy
Prawdziwie nowoczesna polityka w zakresie żywności, rolnictwa i rozwoju obszarów wiejskich musi zapewnić wyraźniejsze i bardziej...
Wieś coraz bogatsza!  ,swiat rolnika, hodowla zwierząt, polityka rolna, rolnictwo, portal rolniczy
Wspólna polityka rolna (WPR) jest coraz bardziej zorientowana na rynek, co prowadzi do wzrostu konkurencyjności UE...

Świat rolnika

Kulig jedzie! Zje, wypije i pojedzie!

Skąd wziął się zwyczaj urządzania kuligów i czy faktycznie te dzisiejsze mają się nijak do tych organizowanych przed laty?

Któż z nas nie uczestniczył choć raz w kuligu? Sanie, sanki, mroźny powiew na twarzy, rześkie powietrze, pokrzykiwania i śmiechy, rżenie koni. A po przejażdżce ognisko, pieczone kiełbaski, rozmowy i radość powodowana wspólnym przebywaniem na świeżym powietrzu.

 

Wszyscy więc, jeśli przypadek zdarzy, możemy przyjrzeć się tym wyprawom lub nawet wziąć w nich udział: smętny konik ciągnie wówczas kilka saneczek, na których pokrzykują radośnie przyszli konsumenci kiełbasek. Jest dużo przyjemności, lecz, rzecz jasna, takie kuligi to tylko swawole w cokolwiek dziecinnych portasach i niewiele mają wspólnego ze swymi dawnymi odpowiednikami – tak opisuje w  "Kalendarzu polskim" kulig Józef Szczypka.  Nie różni się on zbytnio od tych dzisiejszych.  Jednak co Szczypka ma na myśli pisząc: niewiele mają wspólnego ze swymi dawnymi odpowiednikami?

 

No właśnie! Skąd wziął się zwyczaj urządzania kuligów i czy faktycznie te dzisiejsze maja się nijak do tych organizowanych przed laty? Przeczytajcie i sami oceńcie.

 

Była to zabawa zapewne tak dawna, jak dawno zasiały się dwory i dworki szlacheckie na równinach Wielko i Małopolski. Corocznie bowiem w zapusty, gdy sanna dopisała a młodzież nie była na wojnie, w każdej prawie okolicy czy powiecie urządzano kulig, który zastępował nieznane wówczas jeszcze zabawy karnawałowe miejskie. Sama nazwa "kulik", "kulig" powstała już przed kilku wiekami i nie jest zupełnie łatwą do wyjaśnienia. Jedni sądzili, że pochodzi od wyrazu kul, kulig znaczącego snop czegoś, a w danym razie kompanię zebranych na zabawę sąsiadów. Inni wywodzą  od czeskiego wyrazu koleg, czyli krążek a inni znowu twierdzą, że początek nazwie dała "kula" czyli "krzywuła", tj. laska zakrzywiona, jaką obsyłano niegdyś od domu do domu, zwołując wiece powiatowe, a może w danym wypadku jako hasło do kuligu  –  wyjaśnia Zygmunt Gloger w "Encyklopedii Staropolskiej".

 

Od XVI do  XIX wieku kulig był karnawałową zabawą szlachty, organizowaną w okresie od świąt Bożego Narodzenia do Środy Popielcowej. Jednak najczęściej był urządzany w ostatnim tygodniu karnawału. Jego celem była wspólna sąsiedzka zabawa. Przygotowania trwały często kilka tygodni. Plan jazdy kuligu był dokładnie przemyślany. Osoby biorące w nim udział przebierały się  na ludowo. W jego trakcie odgrywano chłopskie wesele. Odgrywane postacie to: starosta i starościna, organista i organiścina, państwo młodzi, drużbowie i druhny, żyd z żoną oraz młynarz z żoną. Nieodłączną postacią był również arlekin zapowiadający przybycie kuligu. Miał on na twarzy czarną maskę.

 

Kulig zaczynał się zwykle od rozesłania wśród uczestników kuliście zakrzywionej laski, zwanej "kulą". Był to sygnał do zbiórki, która miała miejsce w domu jednego z organizatorów lub w karczmie. Stamtąd Arlekin wyruszał w pojedynkę do gospodarza, który miał być odwiedzony jako pierwszy, by poinformować go o rychłej wizycie. Wpadał na ganek lub do pokoi dworu i krzyczał: "Ej! kulig! kulig!" lub "Kulig jedzie! Zje, wypije i pojedzie!". Następnie wracał na miejsce zbiórki i prowadził  kolorowy korowód.  Wyruszano tak, by dotrzeć do celu o zmroku. Poprzez śniegi mknęły liczne sanie, a w nich śpiewali, grali, trąbili w rogi, pokrzykiwali i śmiali się "weselnicy".

 

Ale wesele nie wyglądało na wesele. Mniej skore do żartów białogłowy nie rezygnowały oto z brylantów i soboli, sanie wyginały swe przody ozdobione wspaniałymi smokami, orłami i łabędziami, a konie o grzywach farbowanych na zielono lub czerwono mknęły w świetnie dobranych dryjach (trójkach), kwatrach (czwórkach), cugach (szóstkach) czy wreszcie najbardziej może kuligowych - szpicach (cztery konie ustawione jeden za drugim) – tak opisuje ten nietypowy korowód  Szczypka.

 

Gdy kulig dotarł na miejsce, odbywał się cały spektakl na progu odwiedzanego domostwa. Gospodarz witał "weselników", a oni  gospodarza. Po oficjalnych powitaniach udawano się, tańcząc najczęściej poloneza, do dworku, by świętować i bawić się.

 

Odbywało się jakby wielkie przedstawienie: panowie grali plebs przed panami - i tylko pito i jedzono podczas tych spektakli jak najbardziej prawdziwie, a przy tym nie wzorując się na upodobaniach chłopskich – autor "Kalendarza polskiego" w tak sposób podsumowuje całą tę zabawę.

 

W jednym miejscu niecodzienni goście przebywali od jednego do kilku dni. Gdy kulig chciał odwiedzić kolejny dwór, koło południa arlekin ruszał, by poinformować zainteresowanych o wizycie. Gdy wykonał swe zadanie wracał po "weselników" i ruszano w drogę w powiększonym składzie. Zabierano ze sobą osoby, u których ucztowano.

 

Kulig wędrował od dworu do dworu powiększając się coraz bardziej. Bawiono się tak w coraz większym gronie kilka, a nawet kilkanaście dni. Zabawa kończyła się u osoby, która zwołała kulig najczęściej we Środę Popielcową.

 


Anna Kołcon 

 

W opracowaniu tekstu pomocne były następujące pozycje:

Janusz Chojecki, Kulig, s. 2-4.

Zygmunt Gloger , Encyklopedia Staropolska, tom III, s. 117

Józef Szczypka, Kalendarz polski, s. 13-15

 

Fot. pixabay.com

Unijny eksport artykułów rolno-spożywczych wyhamował...  ,swiat rolnika, hodowla zwierząt, polityka rolna, rolnictwo, portal rolniczy

Wartość eksportu unijnych artykułów rolno-spożywczych spadła nieznacznie w porównaniu z analogicznym okresem do września 2017 r.,...

Dieta wegańska powoduje u dzieci uszkodzenia mózgu? Tak twierdzą naukowcy  ,swiat rolnika, hodowla zwierząt, polityka rolna, rolnictwo, portal rolniczy

Weganizm u dzieci może powodować uszkodzenia mózgu – czytamy w portalu TVN24.pl, który powołuje się na...

Polski drób trafi do Ghany  ,swiat rolnika, hodowla zwierząt, polityka rolna, rolnictwo, portal rolniczy

W dniu 20 listopada 2018 r. służby weterynaryjne Ghany poinformowały Główny Inspektorat Weterynarii o zatwierdzeniu wzoru...

Świat rolnika

Kulig jedzie! Zje, wypije i pojedzie!

Skąd wziął się zwyczaj urządzania kuligów i czy faktycznie te dzisiejsze mają się nijak do tych organizowanych przed laty?

Któż z nas nie uczestniczył choć raz w kuligu? Sanie, sanki, mroźny powiew na twarzy, rześkie powietrze, pokrzykiwania i śmiechy, rżenie koni. A po przejażdżce ognisko, pieczone kiełbaski, rozmowy i radość powodowana wspólnym przebywaniem na świeżym powietrzu.

 

Wszyscy więc, jeśli przypadek zdarzy, możemy przyjrzeć się tym wyprawom lub nawet wziąć w nich udział: smętny konik ciągnie wówczas kilka saneczek, na których pokrzykują radośnie przyszli konsumenci kiełbasek. Jest dużo przyjemności, lecz, rzecz jasna, takie kuligi to tylko swawole w cokolwiek dziecinnych portasach i niewiele mają wspólnego ze swymi dawnymi odpowiednikami – tak opisuje w  "Kalendarzu polskim" kulig Józef Szczypka.  Nie różni się on zbytnio od tych dzisiejszych.  Jednak co Szczypka ma na myśli pisząc: niewiele mają wspólnego ze swymi dawnymi odpowiednikami?

 

No właśnie! Skąd wziął się zwyczaj urządzania kuligów i czy faktycznie te dzisiejsze maja się nijak do tych organizowanych przed laty? Przeczytajcie i sami oceńcie.

 

Była to zabawa zapewne tak dawna, jak dawno zasiały się dwory i dworki szlacheckie na równinach Wielko i Małopolski. Corocznie bowiem w zapusty, gdy sanna dopisała a młodzież nie była na wojnie, w każdej prawie okolicy czy powiecie urządzano kulig, który zastępował nieznane wówczas jeszcze zabawy karnawałowe miejskie. Sama nazwa "kulik", "kulig" powstała już przed kilku wiekami i nie jest zupełnie łatwą do wyjaśnienia. Jedni sądzili, że pochodzi od wyrazu kul, kulig znaczącego snop czegoś, a w danym razie kompanię zebranych na zabawę sąsiadów. Inni wywodzą  od czeskiego wyrazu koleg, czyli krążek a inni znowu twierdzą, że początek nazwie dała "kula" czyli "krzywuła", tj. laska zakrzywiona, jaką obsyłano niegdyś od domu do domu, zwołując wiece powiatowe, a może w danym wypadku jako hasło do kuligu  –  wyjaśnia Zygmunt Gloger w "Encyklopedii Staropolskiej".

 

Od XVI do  XIX wieku kulig był karnawałową zabawą szlachty, organizowaną w okresie od świąt Bożego Narodzenia do Środy Popielcowej. Jednak najczęściej był urządzany w ostatnim tygodniu karnawału. Jego celem była wspólna sąsiedzka zabawa. Przygotowania trwały często kilka tygodni. Plan jazdy kuligu był dokładnie przemyślany. Osoby biorące w nim udział przebierały się  na ludowo. W jego trakcie odgrywano chłopskie wesele. Odgrywane postacie to: starosta i starościna, organista i organiścina, państwo młodzi, drużbowie i druhny, żyd z żoną oraz młynarz z żoną. Nieodłączną postacią był również arlekin zapowiadający przybycie kuligu. Miał on na twarzy czarną maskę.

 

Kulig zaczynał się zwykle od rozesłania wśród uczestników kuliście zakrzywionej laski, zwanej "kulą". Był to sygnał do zbiórki, która miała miejsce w domu jednego z organizatorów lub w karczmie. Stamtąd Arlekin wyruszał w pojedynkę do gospodarza, który miał być odwiedzony jako pierwszy, by poinformować go o rychłej wizycie. Wpadał na ganek lub do pokoi dworu i krzyczał: "Ej! kulig! kulig!" lub "Kulig jedzie! Zje, wypije i pojedzie!". Następnie wracał na miejsce zbiórki i prowadził  kolorowy korowód.  Wyruszano tak, by dotrzeć do celu o zmroku. Poprzez śniegi mknęły liczne sanie, a w nich śpiewali, grali, trąbili w rogi, pokrzykiwali i śmiali się "weselnicy".

 

Ale wesele nie wyglądało na wesele. Mniej skore do żartów białogłowy nie rezygnowały oto z brylantów i soboli, sanie wyginały swe przody ozdobione wspaniałymi smokami, orłami i łabędziami, a konie o grzywach farbowanych na zielono lub czerwono mknęły w świetnie dobranych dryjach (trójkach), kwatrach (czwórkach), cugach (szóstkach) czy wreszcie najbardziej może kuligowych - szpicach (cztery konie ustawione jeden za drugim) – tak opisuje ten nietypowy korowód  Szczypka.

 

Gdy kulig dotarł na miejsce, odbywał się cały spektakl na progu odwiedzanego domostwa. Gospodarz witał "weselników", a oni  gospodarza. Po oficjalnych powitaniach udawano się, tańcząc najczęściej poloneza, do dworku, by świętować i bawić się.

 

Odbywało się jakby wielkie przedstawienie: panowie grali plebs przed panami - i tylko pito i jedzono podczas tych spektakli jak najbardziej prawdziwie, a przy tym nie wzorując się na upodobaniach chłopskich – autor "Kalendarza polskiego" w tak sposób podsumowuje całą tę zabawę.

 

W jednym miejscu niecodzienni goście przebywali od jednego do kilku dni. Gdy kulig chciał odwiedzić kolejny dwór, koło południa arlekin ruszał, by poinformować zainteresowanych o wizycie. Gdy wykonał swe zadanie wracał po "weselników" i ruszano w drogę w powiększonym składzie. Zabierano ze sobą osoby, u których ucztowano.

 

Kulig wędrował od dworu do dworu powiększając się coraz bardziej. Bawiono się tak w coraz większym gronie kilka, a nawet kilkanaście dni. Zabawa kończyła się u osoby, która zwołała kulig najczęściej we Środę Popielcową.

 


Anna Kołcon 

 

W opracowaniu tekstu pomocne były następujące pozycje:

Janusz Chojecki, Kulig, s. 2-4.

Zygmunt Gloger , Encyklopedia Staropolska, tom III, s. 117

Józef Szczypka, Kalendarz polski, s. 13-15

 

Fot. pixabay.com

Ile wydajemy na żywność? Ile wydają inni?  ,swiat rolnika, hodowla zwierząt, polityka rolna, rolnictwo, portal rolniczy

W 2017 r. gospodarstwa domowe w Unii Europejskiej (UE) wydały 12,2% swoich wydatków konsumpcyjnych ogółem na...

Zakończyło się przyjmowanie wniosków o przyznanie pomocy na inwestycje chroniące gospodarstwa przed ASF lub powodzią  ,swiat rolnika, hodowla zwierząt, polityka rolna, rolnictwo, portal rolniczy

W Programie Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020 przewidziano wsparcie na inwestycje chroniące gospodarstwa przed afrykańskim...

Zmiany w systemie emerytalnym rolników. Dotkną także Ciebie?  ,swiat rolnika, hodowla zwierząt, polityka rolna, rolnictwo, portal rolniczy

Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego informuje, że od 1 grudnia 2018 r. zmieniają się kwoty przychodów decydujące...

Świat rolnika

Kulig jedzie! Zje, wypije i pojedzie!

Skąd wziął się zwyczaj urządzania kuligów i czy faktycznie te dzisiejsze mają się nijak do tych organizowanych przed laty?

Któż z nas nie uczestniczył choć raz w kuligu? Sanie, sanki, mroźny powiew na twarzy, rześkie powietrze, pokrzykiwania i śmiechy, rżenie koni. A po przejażdżce ognisko, pieczone kiełbaski, rozmowy i radość powodowana wspólnym przebywaniem na świeżym powietrzu.

 

Wszyscy więc, jeśli przypadek zdarzy, możemy przyjrzeć się tym wyprawom lub nawet wziąć w nich udział: smętny konik ciągnie wówczas kilka saneczek, na których pokrzykują radośnie przyszli konsumenci kiełbasek. Jest dużo przyjemności, lecz, rzecz jasna, takie kuligi to tylko swawole w cokolwiek dziecinnych portasach i niewiele mają wspólnego ze swymi dawnymi odpowiednikami – tak opisuje w  "Kalendarzu polskim" kulig Józef Szczypka.  Nie różni się on zbytnio od tych dzisiejszych.  Jednak co Szczypka ma na myśli pisząc: niewiele mają wspólnego ze swymi dawnymi odpowiednikami?

 

No właśnie! Skąd wziął się zwyczaj urządzania kuligów i czy faktycznie te dzisiejsze maja się nijak do tych organizowanych przed laty? Przeczytajcie i sami oceńcie.

 

Była to zabawa zapewne tak dawna, jak dawno zasiały się dwory i dworki szlacheckie na równinach Wielko i Małopolski. Corocznie bowiem w zapusty, gdy sanna dopisała a młodzież nie była na wojnie, w każdej prawie okolicy czy powiecie urządzano kulig, który zastępował nieznane wówczas jeszcze zabawy karnawałowe miejskie. Sama nazwa "kulik", "kulig" powstała już przed kilku wiekami i nie jest zupełnie łatwą do wyjaśnienia. Jedni sądzili, że pochodzi od wyrazu kul, kulig znaczącego snop czegoś, a w danym razie kompanię zebranych na zabawę sąsiadów. Inni wywodzą  od czeskiego wyrazu koleg, czyli krążek a inni znowu twierdzą, że początek nazwie dała "kula" czyli "krzywuła", tj. laska zakrzywiona, jaką obsyłano niegdyś od domu do domu, zwołując wiece powiatowe, a może w danym wypadku jako hasło do kuligu  –  wyjaśnia Zygmunt Gloger w "Encyklopedii Staropolskiej".

 

Od XVI do  XIX wieku kulig był karnawałową zabawą szlachty, organizowaną w okresie od świąt Bożego Narodzenia do Środy Popielcowej. Jednak najczęściej był urządzany w ostatnim tygodniu karnawału. Jego celem była wspólna sąsiedzka zabawa. Przygotowania trwały często kilka tygodni. Plan jazdy kuligu był dokładnie przemyślany. Osoby biorące w nim udział przebierały się  na ludowo. W jego trakcie odgrywano chłopskie wesele. Odgrywane postacie to: starosta i starościna, organista i organiścina, państwo młodzi, drużbowie i druhny, żyd z żoną oraz młynarz z żoną. Nieodłączną postacią był również arlekin zapowiadający przybycie kuligu. Miał on na twarzy czarną maskę.

 

Kulig zaczynał się zwykle od rozesłania wśród uczestników kuliście zakrzywionej laski, zwanej "kulą". Był to sygnał do zbiórki, która miała miejsce w domu jednego z organizatorów lub w karczmie. Stamtąd Arlekin wyruszał w pojedynkę do gospodarza, który miał być odwiedzony jako pierwszy, by poinformować go o rychłej wizycie. Wpadał na ganek lub do pokoi dworu i krzyczał: "Ej! kulig! kulig!" lub "Kulig jedzie! Zje, wypije i pojedzie!". Następnie wracał na miejsce zbiórki i prowadził  kolorowy korowód.  Wyruszano tak, by dotrzeć do celu o zmroku. Poprzez śniegi mknęły liczne sanie, a w nich śpiewali, grali, trąbili w rogi, pokrzykiwali i śmiali się "weselnicy".

 

Ale wesele nie wyglądało na wesele. Mniej skore do żartów białogłowy nie rezygnowały oto z brylantów i soboli, sanie wyginały swe przody ozdobione wspaniałymi smokami, orłami i łabędziami, a konie o grzywach farbowanych na zielono lub czerwono mknęły w świetnie dobranych dryjach (trójkach), kwatrach (czwórkach), cugach (szóstkach) czy wreszcie najbardziej może kuligowych - szpicach (cztery konie ustawione jeden za drugim) – tak opisuje ten nietypowy korowód  Szczypka.

 

Gdy kulig dotarł na miejsce, odbywał się cały spektakl na progu odwiedzanego domostwa. Gospodarz witał "weselników", a oni  gospodarza. Po oficjalnych powitaniach udawano się, tańcząc najczęściej poloneza, do dworku, by świętować i bawić się.

 

Odbywało się jakby wielkie przedstawienie: panowie grali plebs przed panami - i tylko pito i jedzono podczas tych spektakli jak najbardziej prawdziwie, a przy tym nie wzorując się na upodobaniach chłopskich – autor "Kalendarza polskiego" w tak sposób podsumowuje całą tę zabawę.

 

W jednym miejscu niecodzienni goście przebywali od jednego do kilku dni. Gdy kulig chciał odwiedzić kolejny dwór, koło południa arlekin ruszał, by poinformować zainteresowanych o wizycie. Gdy wykonał swe zadanie wracał po "weselników" i ruszano w drogę w powiększonym składzie. Zabierano ze sobą osoby, u których ucztowano.

 

Kulig wędrował od dworu do dworu powiększając się coraz bardziej. Bawiono się tak w coraz większym gronie kilka, a nawet kilkanaście dni. Zabawa kończyła się u osoby, która zwołała kulig najczęściej we Środę Popielcową.

 


Anna Kołcon 

 

W opracowaniu tekstu pomocne były następujące pozycje:

Janusz Chojecki, Kulig, s. 2-4.

Zygmunt Gloger , Encyklopedia Staropolska, tom III, s. 117

Józef Szczypka, Kalendarz polski, s. 13-15

 

Fot. pixabay.com

Perspektywy dla rolnictwa do roku 2030. Co się zmieni?  ,swiat rolnika, hodowla zwierząt, polityka rolna, rolnictwo, portal rolniczy

Drób jest jedynym mięsem, które odnotuje znaczny wzrost produkcji i konsumpcji w UE, podczas gdy popyt...

COP24: Rolnictwo, a zmiany klimatu  ,swiat rolnika, hodowla zwierząt, polityka rolna, rolnictwo, portal rolniczy

Minister rolnictwa i rozwoju wsi Jan Krzysztof Ardanowski uczestniczył w rozpoczętej dziś w Katowicach 24. sesji...

Premier Morawiecki: Będziemy walczyć o zrównanie unijnych dopłat do hektara  ,swiat rolnika, hodowla zwierząt, polityka rolna, rolnictwo, portal rolniczy

Będziemy też bardzo mocno i jednoznacznie walczyć o Wspólną Politykę Rolną, o to, żeby już teraz...

Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.